Różne może być nasze czekanie
Na peronie kilka osób oczekuje na przyjazd pociągu. Ktoś z plecakiem, ktoś z walizką. Wśród oczekujących młody chłopak niecierpliwym krokiem po raz 51 przemierza długość peronu. Spogląda przy tym co chwila na zegarek – jak ten pociąg się wlecze! Jeszcze całe 10 minut! Wreszcie wjeżdża, pisk hamulca, trzask otwieranych drzwi – z których wysiądzie tak długo oczekiwania Ania? Jest! Radość spotkania! Znasz takie chwile w swoim życiu.
Jeszcze trzy osoby w kolejce przed gabinetem dentystycznym. Wiesz, że musisz doczekać na swoją wizytę, ale wcale ci się nie pali. Gdyby nie ten nieznośny ból zęba, dawno byś zwiał. 10 minut, 20 – ile można! Serce wali, pot na czole, strach. A przecież wszyscy twierdzą, że nie boli. I takie czekanie znasz.
Zaraz przyjdzie po ciebie chłopak. Ma być o 18.00. To twoja randka, taka na serio. Zależy ci na niej. 110 spojrzenie w lustro i jeszcze coś nie tak. Nareszcie, fryzura już ok. Teraz, co tu na siebie włożyć? Dzwonek, o rany! Przyszedł za wcześnie, a ty w starych wycierusach i wyciągniętym swetrze. A miało być tak wystrzałowo. Nie wiesz już, czy się cieszyć przyjściem Maćka, czy też zatrzymać miłego za drzwiami, bo ci głupio za twój strój. I takie chwile znasz.
Adwentowe czekanie
Dziś zaczynamy adwentowe czekanie. Twierdzisz, że już wyrosłeś z czekania na choinkę, prezenty, wigilijną kolację i całe to świąteczne zamieszanie z rodzinnymi odwiedzinami? A zresztą w supermarkecie już dziś możesz kupić udekorowane, sztuczne drzewko, nawet z bombkami, bo po co tracić czas na wieszanie świątecznych ozdób? Możesz nawet, przy dźwiękach kolęd, wybrać świąteczne ciasto w hermetycznie zamkniętym opakowaniu. Zagubił się nam gdzieś znak i smak adwentowego czekania, z roratnią świecą w ręku.
Może warto zaczekać inaczej
A może warto w tym roku poczekać inaczej, bardziej świadomie, bo Jezus naprawdę przyszedł na ziemię dla twojego i mojego zbawienia, i o tym przypomina nam w sposób szczególny każde Boże Narodzenie.
Zapytasz mnie, jaki ma sens czekanie na coś, co już się stało ponad 2 tysiące lat temu, w betlejemskiej szopie. Przecież Jezus już się narodził, a potem umarł i zmartwychwstał. Tak, masz rację – prawdziwie czeka się na to, co dopiero nadejdzie. Dlatego dla ciebie i dla mnie cztery adwentowe tygodnie to przypomnienie o adwencie naszego życia, o oczekiwaniu na najważniejsze spotkanie z Bogiem na końcu świata, czy też w chwili śmierci. Bóg jeden wie, kiedy ta chwila nadejdzie.
Czuwajcie
Jezus wzywa nas dziś do czujności. Pan domu, Pan mojego życia może przyjść, kiedy zechce: z wieczora, o poranku, o północy. Chodzi o to, by nas nie zastał śpiących. Zapytasz: to jak mam czekać? Czy w strachu i ciągłym napięciu, bo w taki a taki dzień, o tej i o tej godzinie będzie koniec świata, i tylko wybrani, którzy zgromadzą się w wyznaczonym miejscu będą ocaleni. Tak czasami próbują ci wmówić elegancko ubrani panowie i panie z różnych sekt. Nie bój się i nie daj się nabrać – Jezus nie mówi kiedy przyjdzie, tylko że przyjdzie, i dlatego prosi o czujność.
Czy w takim razie mam usiąść i nic nie robić, na wypadek, gdyby Jezus właśnie nadszedł, a ja miałbym przegapić ten moment? Nie, nie to Jezus ma na myśli mówiąc o czuwaniu. Pan domu każdemu wyznaczył zajęcie. Na dziś masz swoją szkołę, swoje studia, obowiązki w domu. Masz swoje zadania, wiesz, co robić. Nie wymiguj się. Już wśród pierwszych chrześcijan byli tacy, którzy opacznie zrozumieli wezwanie do czuwania, i których za bezczynność zganił święty Paweł.
Nie uśpij swojego sumienia
O jakie czuwanie – nie spanie – chodzi więc Jezusowi? Nie pozwól, by zasnęło twoje sumienie! Nazwij po imieniu grzech, który czyni cię niegodnym spotkania z Panem. Dziś w księdze proroka Izajasza słyszymy ludzi Starego Testamentu. Mówią o sobie jasno: jesteśmy grzeszni, błądzimy z dala od Twoich dróg, nasze serca są nieczułe, nie ma w nas bojaźni Bożej, jesteśmy zbuntowani, nikt z nas nie wzywa Bożego imienia, nikt Boga nie chwali, plami nas nasz grzech. Jesteśmy jak zwiędłe liście, nasze winy porwały nas jak wicher. Nie jesteśmy gotowi na spotkanie z Tobą, Boże.
Uznali prawdę o własnej grzeszności. Dlatego z głębi pogubionego serca wydobywa się okrzyk: a jednak Boże Tyś naszym Ojcem! Tyś Twórcą, my gliną w Twoich rękach. Nie pozwól nam błądzić z dala od Twoich dróg. Obyś rozdarł niebiosa i zstąpił! Sami sobie nie poradzimy. Ratuj! Nikt poza Tobą Panie nie uczynił tyle dobra dla tych, co w Tobie pokładają nadzieję. Ty wychodzisz naprzeciw tym, co pamiętają o Twoich drogach. Przyjdź nam na pomoc Panie, woła psalmista, odnów nas i okaż Twe pogodne oblicze, a będziemy zbawieni.
Zbadaj dziś swoje sumienie, co ci ono podpowiada? Jaki jest twój grzech? Co ciebie oddala od Bożych dróg? Co cię porywa jak wicher i gna na złamanie karku, czy chcesz, czy nie, bo jesteś wobec tego bezsilny? Co zapanowało nad tobą? Jeżeli uczciwie odpowiesz sobie na te pytania, jeżeli nawet zobaczysz noc i ciemność, zrób jeszcze jeden krok, jeden tylko. Zawołaj Boga na pomoc. Nie da się długo taplać w błocie, choćby ci świat wciskał, że to szczęście. W końcu poczujesz obrzydzenie i gorzki smak niewoli. Wołaj o deszcz, deszcz łaski i miłosierdzia, byś się mógł stać wolny i bez zarzutu na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa.
Nie własną mocą
Teraz, gdy kazałeś mi nazwać swój grzech, i gdy tyle ich wymieniłem, mówisz mi, że mogę być bez zarzutu? Jak?! Właśnie tak – nie swoją mocą i zdolnością (już się przekonałeś o swojej grzeszności); nie w strachu i lęku (po sekciarsku), ale przez łaskę! Bóg jest wierny, On cię powołał do wspólnoty z Jezusem Chrystusem. I dlatego to On cię będzie umacniał do końca.
W Chrystusie Jezusie otrzymasz wszystko! Niczego ci nie zabraknie na dzień Jego przyjścia. Jest tylko jedno małe ale – coś, co zależy od ciebie i nawet Wszechmocny Bóg pozostaje wobec tego “bezbronny”. Tym czymś jest twoja wolna wola. Dasz Jezusowi miejsce w twoim życiu? Wpuścisz Go? Dasz się obdarować wszystkim, czy też zaśniesz, pogrążony w grzechu? Wybór należy do ciebie. Pamiętaj, możesz mieć wszystko w Nim, lub nic bez Niego. Bóg jest wierny, a Ty? Jak będziesz na Niego czekać?
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






