W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 1 Niedziela Wielkiego Postu »

Znak zbawienia

Drukuj

Pewien pobożny człowiek, po długim życiu przyszedł do nieba. Bardzo mu się tam podobało aż do dnia, kiedy w dole zobaczył rozbawione i roztańczone towarzystwo: zastawione suto stoły, „tańce, hulanki, swawola”. Popatrzył ów człowiek i pomyślał, że przez całe życie starał się takich rzeczy unikać, aby osiągnąć niebo. Ale teraz zaczęło się mu ono wydawać nudne. Zapytał anioła, cóż to takiego tam w dole, a ten mu odpowiedział, że to piekło.

 

W czasie jednych z rekolekcji wielkopostnych dla młodzieży, rozważając temat nawrócenia jako wyboru między tym co dobre a tym co złe dla człowieka, uniosłem w górę dwie szklanki. Jedna była wypełniona czystą wodą niegazowaną, druga – wodą z kałuży. Zapytałem, którą z nich wybierze człowiek, kiedy będzie czuł pragnienie. Odpowiedź wydaje się nasuwać sama. A jednak… Z jednej strony, prawie każdy dzisiaj wie, że tzw. śmieciowe jedzenie w fast foodach, obiady w proszku i chipsy są niezdrowe i pełne pustych kalorii, które organizm odkłada postaci tkanki tłuszczowej, cholesterolu zamykającego żyły i nadciśnienia, a jednak ludzie objadają się tymi „smakołykami”. Dlaczego? Bo są łatwo dostępne, nie trzeba się trudzić gotowaniem i przygotowywaniem kanapek, zagoniony człowiek oszczędza czas, a przede wszystkim dlatego, że są takie smaczne, pobudzają nasze kubki smakowe. Analogia tej rzeczywistości do życia wewnętrznego i duchowego wydaje się czytelna. Nasza natura bardziej skłania się ku temu co łatwiejsze, prostsze, co można szybciej osiągnąć, nie trudząc się zbytnio i ku temu, co bardziej smakuje, co nas pociąga. Wspaniale wykorzystuje to diabeł.
Pewien pobożny człowiek, po długim życiu przyszedł do nieba. Bardzo mu się tam podobało aż do dnia, kiedy w dole zobaczył rozbawione i roztańczone towarzystwo: zastawione suto stoły, „tańce, hulanki, swawola”. Popatrzył ów człowiek i pomyślał, że przez całe życie starał się takich rzeczy unikać, aby osiągnąć niebo. Ale teraz zaczęło się mu ono wydawać nudne. Zapytał anioła, cóż to takiego tam w dole, a ten mu odpowiedział, że to piekło. Człowiek ów był bardzo zdziwiony. Przecież zawsze słyszał straszne rzeczy o piekle: ogień i wieczna męka. Postanowił zatem zejść na dół i tam spędzić swoją wieczność. Kiedy zapukał w piekielne bramy te natychmiast się otwarły a człowiek w mgnieniu oka znalazł się w palącym płomieniu. Zaczął protestować powołując się na widok, jaki miał z góry. Wtedy usłyszał od diabła: „To, co widziałeś, jest naszym działem reklamy”.
Potop zmył drogi, które były drogami grzeszników, a poprzez przymierze, zawarte z Noem, Bóg wskazał nowe, prowadzące do Niego. Jak wody potopu rozlały się po ziemi dla zniszczenia zła, tak rozlewa się łaska zbawienia od chwili gdy „Chrystus raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych”. On jest ostatecznym potwierdzeniem tego przymierza opartego na Bożej łasce i wierności. Chociaż nie zniknęło z dziejów świata i człowieka zło, grzech, nieprawość i działanie złego ducha, to jednak przez sakrament chrztu otrzymujemy siłę Bożego Ducha. To On „wskazuje drogę grzesznikom”, czyli każdemu z nas. W chwili chrztu zostaliśmy naznaczeni krzyżem, znakiem zbawienia, bo:
Bez krzyża – drogowskazy prowadzą donikąd,
z domowych ognisk wieje pustka,
szala dobra jest coraz lżejsza,
szala zła coraz bardziej przygniata. (…)
Bez krzyża – jakie światło prześwietli nasze mroki?
jakie słońce wysuszy nasze błoto?
jaki deszcz ożywi nasze pustynie?
jakie nieba zejdą nad naszą ziemię – bez krzyża…?
Bez krzyża – tylko we własnym cieniu
nigdy nie przestaniemy wytykać sobie potknięć,
licytować krzywd, wzajemnie się oskarżać,
mścić się, kaleczyć, zabijać…
Zawsze tak będzie!
Zawsze tacy będziemy w królestwie własnych cieni, bez krzyża…
Każdy z nas, każdego dnia potrzebuje tej duchowej siły, aby „od siebie wymagać”, jak często powtarzał bł. Jan Paweł II. Przeciwstawianie się złu poprzez ofiarę ciągłego nawracania się, wybieranie życia nie według ciała, ale według ducha, staranie się o dobre sumienie nie byłoby możliwe bez Bożej łaski. Ona jest tą arką dla ludzkiej duszy. Człowiek, który o nią prosi, któremu na niej zależy, choćby był kuszony i niejednokrotnie ulegał pokusie, ostatecznie zwycięża, bo nie ma upodobania w grzechu: powstaje i powraca na Boże drogi. Mogliby nam o tym opowiedzieć wszyscy świeci i błogosławieni. Owszem, można się poddać, powiedzieć: a cóż ja, słaby człowiek, mogę zrobić, ale czyż wtedy nie uczynimy ze swego życia szmiry i chałtury zamiast pięknego, mozolnie tworzonego dzieła sztuki dla Boga, dla drugiego człowieka, dla własnego dobra doczesnego i wiecznego?
 
autor: ks. Kazimierz Zdziebko OMI