Sugestie słuchacza
Wiele zależy od homilety, wiele. Bowiem Ewangelia dzisiejsza nie jest łatwa dla słuchacza. Po pierwsze, co oznacza to wezwanie do nienawiści ojca i matki czy żony/męża i dzieci? Słyszy się tu i ówdzie głosy, że chodzi o „mniejszą” i „większą miłość”, odpowiednio do rodziny i Pana. Ale czy rzeczywiście tak się sprawy mają? A jeśli tak, to czy takie tłumaczenie nie osłabia Chrystusowego radykalizmu?
Wiele zależy od homilety, wiele. Bowiem Ewangelia dzisiejsza nie jest łatwa dla słuchacza. Po pierwsze, co oznacza to wezwanie do nienawiści ojca i matki czy żony/męża i dzieci? Słyszy się tu i ówdzie głosy, że chodzi o „mniejszą” i „większą miłość”, odpowiednio do rodziny i Pana. Ale czy rzeczywiście tak się sprawy mają? A jeśli tak, to czy takie tłumaczenie nie osłabia Chrystusowego radykalizmu?
I konkretniej: co w praktyce oznaczać ma taka nienawiść? Jak ma się ona wyrażać? A może chodzi tylko o postawę serca? W których sytuacjach i do jakiego wieku obowiązuje jednak posłuszeństwo rodzicom, a w których trzeba umieć postawić na Pana? I czy bez względu na koszt?
Po drugie: jeszcze bardziej niezrozumiały jest urgens do nienawiści samego siebie. Jak można mieć siebie w nienawiści i nie popaść w obłęd? Wydaje się, że zastosowanie dosłowne tych słów prowadzić musi do utraty świadomości samego siebie. Chyba że te słowa należy traktować niedosłownie; ale – wtedy – co one mają oznaczać naprawdę?
Proszę o wyjaśnienie, ale takie, żeby nie łagodziło ono radykalnego wezwania. Słuchacz zdaje sobie pewnie sprawę, że nie wolno mu traktować li tylko metaforycznie słów Jezusa. Wie, że takie żądania pochodzić muszą z radykalizmu miłości czy też po prostu konieczności wyboru tego, co proponuje Jezus. No właśnie, czy miłość wymaga, czy nędza naszej człowieczej kondycji każe Jezusowi sformułować takie twarde warunki bycia uczniem?
I po trzecie, oczekiwałbym próby zmierzenia się z powszechnym cierpiętnictwem – religią wielu katolików. Przecież nie może Ten, który prosił Ojca o odsunięcie krzyża, ot tak sobie proponować noszenia krzyża innym; a jednak to robi. Dlaczego? Domyśla się być może słuchacz, że nie trudności i cierpienia same w sobie są dobre; i nie sam krzyż chyba warunkuje, czy ktoś jest czy nie jest uczniem Pana?
W końcu po czwarte – trzeba by odnieść się również do twardej mowy: „kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”. Świecki słuchacz rozumie wagę posiadania; oj, spróbowałby zrezygnować z tego, co ma! Czy w takim razie ma odrzucić słowo Pana?
autor: Sławomir Zatwardnicki
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






