Najważniejsze jest nawrócenie
Wymiana informacji, doświadczeń między ludźmi, wzajemne uczenie się od siebie, jednym słowem „komunikacja”, była od samego początku warunkiem rozwoju. Dlatego od zarania dziejów człowiek chciał porozumiewać się jak najskuteczniej. Poszukiwał coraz doskonalszych form przekazu. Dziś, w Dzień Środków Społecznego Przekazu, modlimy się, aby Kościół potrafił wykorzystać nowe zaawansowane sposoby komunikacji do przekazywania najważniejszego orędzia – Ewangelii. Dzięki temu będzie przekazywał je owocniej, na wzór Chrystusa, który starał się docierać skutecznie do słuchacza, np. poprzez opowiadanie przypowieści.
Wymiana informacji, doświadczeń między ludźmi, wzajemne uczenie się od siebie, jednym słowem „komunikacja”, była od samego początku warunkiem rozwoju. Dlatego od zarania dziejów człowiek chciał porozumiewać się jak najskuteczniej. Poszukiwał coraz doskonalszych form przekazu. Dziś, w Dzień Środków Społecznego Przekazu, modlimy się, aby Kościół potrafił wykorzystać nowe zaawansowane sposoby komunikacji do przekazywania najważniejszego orędzia – Ewangelii. Dzięki temu będzie przekazywał je owocniej, na wzór Chrystusa, który starał się docierać skutecznie do słuchacza, np. poprzez opowiadanie przypowieści.
Piękne są te trzy (dwie w krótszej wersji Ewangelii), usłyszane przez nas, ewangeliczne opowiadania. Ale też bardzo niewygodne dla każdego, kto słucha ich, siedząc w kościelnej ławce. „Jak to? Ten sąsiad którego tu dzisiaj nie ma jest dla Jezusa cenniejszy niż ja? Bóg bardziej się cieszy z jednego nawróconego niż ze wszystkich których ma przy sobie? (Ktoś kto był przez większość swojego życia daleko od Boga, ale się nawrócił, zostanie zrównany z tym kto był przy Nim całe życie?)”. To rzeczywiście bardzo niewygodne. Ale niewygodne tylko wtedy, kiedy stawiamy siebie pośród 99 sprawiedliwych owiec, 9 zachowanych drachm, (albo jeśli czujemy się starszym synem). Wówczas trochę żal, że tyle się staramy a jak powiedział kiedyś Jezus: „celnicy i nierządnice wchodzą przed nami do królestwa niebieskiego” (Mt 21,31). Kiedy jednak zaczynamy sobie uświadamiać, że tak naprawdę to my zaginęliśmy, odeszliśmy (a temu mają służyć przypowieści opowiedziane przez Chrystusa) to wtedy już znacznie łatwiej się zgodzić na to, że pasterz zostawia wszystkie owce aby szukać jednej.
Chrystus wzywa dzisiaj ciebie do nawrócenia. Nie twojego sąsiada! Nie kolegę! Ciebie! To ty jesteś tą zagubioną owcą! To my wszyscy, którzy tu siedzimy jesteśmy jedną zgubioną drachmą! Trudno to przyznać, bo nikt dobrze nie widzi własnych grzechów. Często pytamy „z czego ja mam się nawracać?” Dlatego Jezus prowokuje nas mówiąc, że jednym nawróconym cieszy się bardziej niż 99 sprawiedliwymi. Chce nas wyrwać z wygodnego przekonania, że my nie mamy sobie nic do zarzucenia.
Można przychodzić do kościoła nawet codziennie, przyjmować Komunię, ale od lat nie odzywać się do kogoś w rodzinie (czasem najbliższej), uchodzić za naprawdę ”nie najlepszą” sąsiadkę, bez zmrużenia oka wręczać parę złotych konduktorowi w pociągu albo policjantowi żeby poprzestał na „drogowym pouczeniu”. Można uważać się za chrześcijanina, podłączyć sobie gaz „poza licznikiem” i sądzić, że wszystko jest w porządku.
Trudno nam dostrzec nasze grzechy. Trudno się do nich przyznać przed samym sobą. Nie mówiąc już o tym żeby ujawnić je przed innymi. To między innymi dlatego w Kościele mamy sakrament pokuty. Wyznawanie grzechów to niełatwa sprawa. Ale i słuchanie o ludzkich słabościach to nic przyjemnego. To jest jednak potrzebne. Bo dopóki przed drugim człowiekiem, anonimowo, nie wypowiesz swojej słabości, to nie masz żadnej gwarancji, że swoje grzechy dostrzegasz i że się do nich przed sobą przyznałeś. Twoja natura będzie się usprawiedliwiać: „To nie moja wina, takie były okoliczności, tak musiałem postąpić, inni też tak robią”. Wyznanie rozwiązuje ten problem.
Często słyszę: „Proszę księdza, ja się nie mam z czego spowiadać, nie zabiłem, nie ukradłem”. A ja wtedy z uśmiechem pytam: „Ciekaw jestem co o tej twojej bezgrzeszności mówi Twoja żona (czasami to jest druga żona!) albo koledzy w pracy? Czy też są przekonani o twojej świętości”?
To, że grzeszymy to wcale nie jest najgorsze. Bóg zna naszą słabość i potrafi sobie z nią poradzić. Święty Paweł pisze przecież: Jezus „przeznaczył do posługi mnie, ongiś bluźniercę, prześladowcę i oszczercę. Dostąpiłem jednak miłosierdzia” (1 Tm 1,12-13). Ważne jest, że Apostoł Narodów ma świadomość swoich grzechów. Najgorzej jeśli własnych grzechów nie widzimy albo nie chcemy się do nich przyznać. Kiedy stawiamy siebie wśród 99 sprawiedliwych owiec. Wtedy nie mamy już szans na nawrócenie.
autor: ks. Adam Słomiński TChr
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






