Sugestie słuchacza
Przesłanie dzisiejszej Ewangelii tylko z pozoru jest proste: pasterz szuka zagubionej owcy, kobieta wielkim wysiłkiem znajduje utraconą drachmę a ojciec przebacza marnotrawnemu synowi. Owca, drachma i powracający syn, to symbole nawróconych grzeszników.
Ja jednak nie do końca rozumiem symbolikę przytoczonych przypowieści. Powiem więcej: te trzy opowieści wydają mi się nie we wszystkim spójne. W związku z tym chciałabym uzyskać odpowiedzi na kilka pytań.
Przesłanie dzisiejszej Ewangelii tylko z pozoru jest proste: pasterz szuka zagubionej owcy, kobieta wielkim wysiłkiem znajduje utraconą drachmę a ojciec przebacza marnotrawnemu synowi. Owca, drachma i powracający syn, to symbole nawróconych grzeszników.
Ja jednak nie do końca rozumiem symbolikę przytoczonych przypowieści. Powiem więcej: te trzy opowieści wydają mi się nie we wszystkim spójne. W związku z tym chciałabym uzyskać odpowiedzi na kilka pytań.
Czy Pan Bóg zawsze szuka zagubionego grzesznika, tak jak pasterz owcy – czy raczej, w imię wolności, pozwala mu odejść i cierpliwie czeka na jego powrót, tak jak ojciec na syna marnotrawnego? Kiedy Bóg szuka, a kiedy czeka? Jeśli szuka, to jak się owo szukanie ma do wolnego wyboru człowieka? Przecież Pan Bóg szanuje wolność człowieka nawet wtedy, gdy ten odrzuca Bożą miłość. Jak długo Pan Bóg szuka grzesznika? Gdyby szukał każdego aż do skutku, to przecież wszyscy by się w końcu nawrócili, a chyba jednak tak nie jest? Kogo, kiedy i dlaczego przestaje szukać?
Do kogo bardziej skierowane są przytoczone przypowieści: do nas jako grzeszników, czy do nas jako pełniących różnorakie funkcje pasterskie? Mamy odczytać tylko przesłanie o Bożym miłosierdziu, czy również zobowiązanie, by zapalić światło i szukać drachmy, zostawić 99 owiec i udać się na poszukiwanie tej jednej, gdy jest nią syn, córka, uczeń, wychowanek, człowiek z poplątanym życiorysem? Czy każdy pasterz jest zobowiązany do szukania każdej zagubionej owcy? A parafianie, którzy się zagubili – czy będą poszukiwani przez duszpasterzy? Czy rzeczywiście można zostawić wszystkie inne owce? Czy tych „pozostawionych” nie narazimy na niebezpieczeństwo, na rozproszenie?
Zapewne mamy być również miłosiernym, przebaczającym ojcem. Ale widzę też problem „porządnego” syna. Czy dlatego, że nie sprawia on kłopotów, mamy prawo nie dostrzegać jego potrzeb i tęsknot? Może trzeba zwyczajnie zauważyć, że nie tylko trudne dzieci potrzebują naszego zainteresowania i okazywania im miłości?
Gdyby kaznodzieja zechciał ustosunkować się chociaż do części moich wątpliwości…
autor: Anna Lipczyńska
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






