W numerze
 
wrzesień/październik 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 24 Niedziela okresu zwykłego »

Trudna sztuka przebaczania

Drukuj
Przebaczenie należy niewątpliwie do najtrudniejszych aktów, jakich może dokonać człowiek, ale też i do aktów najważniejszych, które mają wpływ na całe nasze życie. Przebaczenie jest chyba jednym z najbardziej przekonujących dowodów istnienia Boga: wykracza ono bowiem całkowicie poza ramy natury i byłoby zupełnie niezrozumiałe, gdyby nie Bóg, który najpierw przebacza nam. Dlatego przez dar przebaczenia upodabniamy się do Boga i możemy jakoś uczestniczyć w Jego wspaniałomyślności. Możemy też okazać swoją wdzięczność za przebaczenie, które Bóg nieustannie okazuje nam. I właśnie ta wdzięczność jest najlepszą zachętą do przebaczania.
Przebaczenie należy niewątpliwie do najtrudniejszych aktów, jakich może dokonać człowiek, ale też i do aktów najważniejszych, które mają wpływ na całe nasze życie. Przebaczenie jest chyba jednym z najbardziej przekonujących dowodów istnienia Boga: wykracza ono bowiem całkowicie poza ramy natury i byłoby zupełnie niezrozumiałe, gdyby nie Bóg, który najpierw przebacza nam. Dlatego przez dar przebaczenia upodabniamy się do Boga i możemy jakoś uczestniczyć w Jego wspaniałomyślności. Możemy też okazać swoją wdzięczność za przebaczenie, które Bóg nieustannie okazuje nam. I właśnie ta wdzięczność jest najlepszą zachętą do przebaczania.
Pomaga w tym także świadomość proporcji, między przebaczeniem uzyskanym od Boga, a przebaczeniem, jakie my okazujemy innym. Oddaje to najlepiej dzisiejsza przypowieść. Dziesięć tysięcy talentów to równowartość około trzystu ton złota; sto denarów to mniej więcej trzy małe pensje. Dysproporcja może wydawać się przesadzona. Jeśli porównujemy zło, które my wyrządzamy Bogu, z tą krzywdą, jakiej sami doznajemy od innych, może się wydawać, że to my cierpimy bardziej. Może dlatego takie są nasze odczucia, bo bardziej boli krzywda, której doznaje się samemu, niż krzywda, którą się wyrządza innym.
Ale zwykle nie czujemy i nie zdajemy sobie sprawy z krzywdy, jaką wyrządzamy Bogu. Może dlatego, że nieraz nasze grzechy w bezpośrednim uczynku wydają się nam przyjemne? Albo też jakiś grzech uważamy za jedynie formalność, złamanie bezdusznego przepisu? Może uważamy, że ten grzech nikomu nie szkodzi, że jest po kryjomu i nie pociąga za sobą żadnych realnych skutków?
Jeśli tak myślimy, jesteśmy w błędzie. Poczucie krzywdy, wrażliwość na ból, zależy od stopnia miłości. Kto bardziej kocha, bardziej cierpi, gdy ukochana osoba wyrządzi jakieś zło. Ziarenko piachu na dłoni nic nie waży i nie znaczy; w oku, pod powieką, wywołuje wielki ból. Wrażliwość Boga jest nieskończona. Jak bardzo cierpią rodzice, gdy widzą lekceważenie ze strony swoich dzieci. Cierpią nawet nie ze względu na siebie, lecz na krzywdę, jaką dzieci same sobie wyrządzają, gdy nie słuchają przestróg rodziców.
Bóg cierpi, gdy widzi, że lekceważąc Jego przykazania, sami wyrządzamy sobie krzywdę. I dlatego w trosce o nas, z miłości do nas chce, byśmy umieli przyjąć Jego przebaczenie. Przebaczenie jest jak lekarstwo, jak balsam na ranę. Aby je jednak przyjąć i doznać ulgi, trzeba najpierw uznać swoją winę i uświadomić sobie ogrom miłości i miłosierdzia Boga, otworzyć się na nie i przyjąć je do swego wnętrza.
A to oznacza dalej, że przyjmując Boże miłosierdzie i otwierając się na Boże przebaczenie, sami również powinniśmy czynić to, czego doznaliśmy. Jeśli potrzebujemy przebaczenia, jeśli je cenimy i uznajemy za wartość dla nas, to najlepiej damy temu wyraz, gdy również sami będziemy je praktykować. Wyrazem naszej wdzięczności i czci dla Boga, który przebaczył nam, będzie przebaczenie, jakie my okażemy innym.
Piotr był przekonany, że gotowością siedmiokrotnego przebaczenia zaimponuje Jezusowi. Faktycznie, w porównaniu tradycyjnym „do trzech razy sztuka”, przebaczyć siedem razy to wielki postęp. Ale Jezus każe przebaczać siedemdziesiąt siedem razy, albo też nawet siedemdziesiąt razy po siedem, czyli czterysta dziewięćdziesiąt razy. To liczba niewyczerpana. Przebaczeniu nie można stawiać granic, bo i Bóg nie stawia granic swemu przebaczeniu. W tym cała nasza nadzieja, więc powinniśmy dawać tej nadziei wyraz, sami przebaczając bez ograniczeń.
Przebaczenie to powinno mieć charakter bezwarunkowy i całkowity, bo takie jest też przebaczenie Boże. Co nie znaczy, że nie powinny mu towarzyszyć odpowiednie okoliczności. Jezus mówi o nich w innych przypowieściach i wskazaniach. Co ciekawe, trud tworzenia tych okoliczności obciąża tego, kto ma przebaczyć, a nie tego, kto zawinił. To pokrzywdzony ma iść i pojednać się z bratem, który ma coś przeciwko. To pokrzywdzony ma iść i napomnieć krzywdziciela, i to najpierw w cztery oczy. Może chodzi o to, że krzywdzicielowi trzeba uświadomić ogrom krzywdy, jaką wyrządził, bo sam nie jest zdolny jej zobaczyć? Może trzeba mu pomóc w zrozumieniu winy i wyrażeniu skruchy? A może inicjatywa przebaczenia powinna wyjść od tego, kto jest bardziej zaangażowany w daną sytuację, a jest nią na ogół ta strona, która cierpi?
Jedno jest pewne: jeśli czuję się skrzywdzony, jeśli wiem, że ktoś zawinił wobec mnie, to znaczy, że do mnie należy inicjatywa jakiegoś działania. To wcale nie znaczy, że przez dodatkowe upokorzenie mam dopełnić czary goryczy, której i tak już dość zaznałem, doznając skrzywdzenia. Po prostu: ten, kto ma wiarę i sam czuje, że Bóg przebaczył jemu, powinien być gotów przekazać to przebaczenie dalej, dając go zakosztować komuś, kto być może nie czuje Bożego przebaczenia. Jest to nieraz akt heroiczny, ale Duch Święty, posłany nam na odpuszczenie grzechów, uzdalnia nas do takiego heroizmu.
Jeszcze jedno warto powiedzieć. Przebaczenie jest aktem woli, a nie uczuć. Uczucia na ogół przeszkadzają w udzieleniu przebaczenia. Jak często wskutek uczuć, czujemy że wszystko się w nas buntuje przeciw przebaczeniu, boli doznana krzywda, rodzi się uczucie mściwości. Nawet nie uświadamiamy sobie, że lekiem na te niszczące i bolesne uczucia, urazy, poczucie krzywdy, truciznę zemsty – że lekiem na to jest właśnie przebaczanie. Więcej zyskuje ten, kto przebacza, niż ten, komu przebaczono. Dlatego w naszym własnym interesie jest nauczyć się trudnej sztuki przebaczania.
 
 
autor: ks. Mariusz Pohl