W numerze
 
wrzesień/październik 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 25 Niedziela okresu zwykłego »

Uczeń według serca Bożego

Drukuj
Nasza ludzka mentalność sprawia, że na pewnym etapie zaangażowania się w jakąś sprawę, z reguły każdy zadaje to samo pytanie: „A co ja z tego będę miał? W ten sposób ujawnia się w nas jakaś wyrachowana, handlowa kalkulacja (Czy mi się to opłaca?) oparta o ludzkie kryteria oceny (w stylu: jestem w stanie się poświęcić, ale oczekuję proporcjonalnego rewanżu). Jest to zatem pytanie o zapłatę, sprawiedliwe wynagrodzenie jakiego człowiek spodziewa się po dobrze spełnionym zadaniu, obowiązku.
Nasza ludzka mentalność sprawia, że na pewnym etapie zaangażowania się w jakąś sprawę, z reguły każdy zadaje to samo pytanie: „A co ja z tego będę miał? W ten sposób ujawnia się w nas jakaś wyrachowana, handlowa kalkulacja (Czy mi się to opłaca?) oparta o ludzkie kryteria oceny (w stylu: jestem w stanie się poświęcić, ale oczekuję proporcjonalnego rewanżu). Jest to zatem pytanie o zapłatę, sprawiedliwe wynagrodzenie jakiego człowiek spodziewa się po dobrze spełnionym zadaniu, obowiązku.
Z tym samym problemem przyszli do Jezusa Jego uczniowie, kiedy zadali Mu pytanie: Co my będziemy mieli z tego, że zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą? (por. Mt 19,27). Jezus chce raz na zawsze rozprawić się z taką mentalnością i dlatego w odpowiedzi odmalowuje przed nimi tę przypowieść. Chce zniszczyć aż do korzenia po ludzku rozumianą logikę posiadania i roszczeń wobec daru, jakim jest bycie i praca w „winnicy Pańskiej”, która sama z siebie jest absolutnym darem Boga, w niczym niezasłużonym. Jezus jakby świadomie sprowokował swoich słuchaczy, aby najpierw z całą wyrazistością zobaczyli „skandal” Bożej hojności i miłosierdzia i w tym świetle zbadali swoje motywacje: dlaczego są Jego uczniami i dlaczego chcą pracować w Jego winnicy.
Sytuacja jest typowa dla środowiska rolniczego Palestyny. Właściciel wychodzi o różnych godzinach, aby zatrudnić do pracy w swojej winnicy. Z pierwszymi została ustalona dokładna kwota wynagrodzenia (jeden denar za dniówkę), zatrudnionym później gospodarz zapewnia słuszną zapłatę, a tym z ostatniej godziny nic nie obiecuje. Są zdani na Jego dobroć i wielkoduszność. „Ostatnią godziną” jest chwila obecna, to czasy ostateczne, w których nam przyszło żyć (por. Hbr 1,1–2).
Kiedy przyszedł moment wypłaty, jako pierwsi zostali wezwani ci z „ostatniej godziny” i otrzymali po denarze. Pan okazuje się w ten sposób nad podziw hojny: otrzymują tyle, ile potrzebują do przeżycia. Problem zaczyna się wtedy, kiedy przychodzą ci, którzy od rana pracowali w pocie czoła, ale i oni dostali po denarze. Czują się oszukani, są niezadowoleni, bo myśleli, że dostaną więcej, zaczynają szemrać, źle się czują z tym, że zostali zrównani z tymi ostatnimi. Tymczasem właściciel wyjaśnia, że wypłacił im należność stosownie do umowy i zaczyna im wyrzucać, że patrzą złym okiem na jego wielkoduszność.
Cała ta historia pokazuje, że wielu ludziom łatwiej jest zgodzić się na surowość Boga, niż na Jego bezinteresowną i niczym nieograniczoną dobroć. Tę samą cechę ujawnił starszy brat z przypowieści o miłosiernym Ojcu (Łk 15). Wygląda to trochę tak, jakby człowiek zarzucał Bogu Jego niesprawiedliwość w traktowaniu ludzi (np. bo ja się tyle musiałem napracować w twojej winnicy) i pouczał Go, jak należy być Bogiem. Wręcz twierdzą, iż taka postawa Boga jest zagrożeniem dla moralności. Myślą bowiem, że Bóg zamiast serca ma kalkulator, a religia polega na tym, co oni dają Bogu lub robią dla Niego. To najemnicy, którzy przy każdej okazji podkreślają jak im to ciężko i mruczą z zazdrością pod nosem: „Temu to dobrze”. Wówczas w miejsce radości pojawia się narzekanie i pretensje, w miejsce wdzięczności – niechęć i niezadowolenie, w miejsce prawdziwej cnoty – zgorzknienie.
Ten rodzaj mentalności zagraża każdemu tak zwanemu „porządnemu katolikowi”. Naszych relacji z Bogiem nie można ujmować w kategoriach sprawiedliwości wymiennej (daję, aby otrzymać lub pracy i słusznej zapłaty), bo rządzi nimi łaska. Kluczem do zrozumienia tej postawy są słowa z dzisiejszego pierwszego czytania mówiące o Bogu, który jest hojny w przebaczaniu: Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami… oraz przykład życiowej postawy św. Pawła, dla którego życie jest wyjątkową okazją do uwielbienia Chrystusa przez swoją ofiarną pracę (czytanie drugie). Bóg jest takim właścicielem winnicy, który o każdej porze dnia wychodzi na ulicę i wszystkim składa swoje zaproszenie. Nie patrzy zbytnio na referencje (grzesznicy i prostytutki), nie przeprowadza testów sprawiedliwości (celnik Mateusz, Judasz), nie patrzy na zegarek (Dobry Łotr na krzyżu), a przy zapłacie kieruje się „skandaliczną” hojnością.
Prawdziwy uczeń Jezusa to ten, którzy czuje się zaszczycony i wyróżniony możliwością pracy w Jego winnicy. Sam ten fakt jest dla niego najcenniejszą zapłatą. Zatem jeśli naprawdę spotkałeś Boga i masz odwagę iść za Nim, to musisz pozbyć się swoich ludzkich, zmanierowanych kryteriów, swojej pretensjonalności i oceny. Ponieważ oprócz rzeczywistego oddalenia się od Boga, jeszcze bardziej zagraża ci rzekoma bliskość z Nim, w której będziesz się gorszył Bożą dobrocią. Nieszczęście nasze polega również na tym, że nasze oczy są bardzo mocno powiązane z sercem. Jeśli ktoś będzie patrzył na świat złymi oczami najbardziej szkodzi samemu sobie, gdyż ryzykuje, że zachoruje również jego serce i przez to zepsuje sobie całą wieczność.
Jezus zaś chce mieć uczniów według serca Bożego, dlatego potrzeba abyśmy uczyli się być dobrymi od samego Boga (trzeba przylgnąć sercem do serca Boga). Jeżeli w takiej szkole będziemy kształtować swoje serca, będziemy mieli zdrowe nie tylko serce, ale i oczy. Dzięki temu będziemy umieli kochać nie tylko Boga (to znaczy być Mu posłuszni, wierni, zaangażowani), ale i ludzi (inaczej na nich patrzeć, oceniać i traktować).
 
autor: ks. Włodzimierz Guzik