Wielu z nas tutaj obecnych uczestniczyło już w uroczystościach weselnych. Nie da się zaprzeczyć, że były to chwile niezwykle przyjemne, powodujące radość w sercach i uśmiech na twarzach. Miłe wspomnienia do dzisiaj jeszcze wywołują pięknie przystrojone stoły, wyszukane potrawy i zimne napoje. Atmosferę beztroski i zabawy tworzyła muzyka, w takt której poruszały się tańczące pary.
Na taką właśnie uroczystość został zaproszony Pan Jezus wraz z apostołami. I całe szczęście, że nie odmówił. Dzięki Niemu bowiem został uratowany honor i dobre imię państwa młodych. Przemieniając wodę w najlepsze wino „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”.
Trzech młodych Afrykanów wprowadzono do chaty rady. Wódz siedział w głębi, otaczali go starzy wojownicy. Chłopcy podeszli bliżej. Przed sześcioma dniami – rzekł wódz, a mówił powoli – zostawiono was w lesie, abyście dowiedli waszych zdolności, po to, byśmy mogli osądzić, czy jesteście godni uznania za wojowników. Powróciliście zdrowi i cali, pomimo tysięcznych niebezpieczeństw. Ale to nie wystarczy. Co uczyniliście, aby zasłużyć na miano wojowników?
Przy uważnym milczeniu ludzi z plemienia chłopcy opowiedzieli o swoich wyczynach. Jeden zabił lamparta, drugi walczył z pytonem. Nie odezwał się tylko trzeci chłopiec. A ty, Mamadu, co uczyniłeś? – zapytał wódz. – Podebrałem garniec miodu od dzikich pszczół – odrzekł cicho Mamadu.
Pozostali dwaj chłopcy uśmiechnęli się. Cóż to znaczy wykraść trochę miodu pszczołom? Potrzeba na to było cierpliwości, nawet odwagi, ale nie była to próba godna wojownika tego plemienia. – Dlaczego podebrałeś miód, a nie upolowałeś jakiegoś dzikiego zwierza? – spytał wódz. – Wiesz przecież – odrzekł Mamadu – że moi rodzice są starzy i chorzy; musiałem o nich pomyśleć i dlatego zaniosłem im miód.
Wódz wstał. Wyciągnął włócznię do Mamadu i powiedział: – Weź ją, ponieważ jesteś najgodniejszy ze wszystkich. Człowiek powinien być przede wszystkim człowiekiem, a dopiero potem myśliwym. A jest tylko jeden sposób, aby się dowiedzieć, czy tak jest: kiedy nad wszystko przedkłada się miłość (por. A. Manzi, O tym najbardziej godnym).
Wielu z nas tutaj obecnych uczestniczyło już w uroczystościach weselnych. Nie da się zaprzeczyć, że były to chwile niezwykle przyjemne, powodujące radość w sercach i uśmiech na twarzach. Miłe wspomnienia do dzisiaj jeszcze wywołują pięknie przystrojone stoły, wyszukane potrawy i zimne napoje. Atmosferę beztroski i zabawy tworzyła muzyka, w takt której poruszały się tańczące pary.
Na taką właśnie uroczystość został zaproszony Pan Jezus wraz z apostołami. I całe szczęście, że nie odmówił. Dzięki Niemu bowiem został uratowany honor i dobre imię państwa młodych. Przemieniając wodę w najlepsze wino „objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie”.
Cud uczyniony przez Chrystusa w Kanie Galilejskiej uświadamia człowiekowi konieczność działania. Nie można marnować życia trwając w bierności. Nie na darmo bowiem zostaliśmy obdarzeni zdolnościami i umiejętnościami, którymi zobowiązani jesteśmy dzielić się z innymi.
Święty Paweł wylicza je szczegółowo: „Jednemu dany jest przez Ducha dar mądrości słowa, drugiemu umiejętność poznawania według tego samego Ducha, innemu jeszcze dar wiary w tymże Duchu, innemu łaska uzdrawiania w jednym Duchu, innemu dar czynienia cudów, innemu proroctwo, innemu rozpoznawanie duchów, innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków”. Ponieważ każdy z nas jest uzdolniony w innej dziedzinie, zobowiązani jesteśmy do wykorzystania wszystkich możliwości, dzięki którym ci, których spotykamy na co dzień, zostaną obdarowani przez nas tym, co sami posiadamy.
Mamadu okazał się najgodniejszy z wszystkich. Podbierając garniec miodu dzikim pszczołom, pokazał się z najlepszej strony. Doskonale rozumiał, że w życiu najważniejsza jest miłość. I ty postępuj podobnie, ponieważ okazując innym zainteresowanie i troskę, pokażesz, że i tobie zależy na tym, by szczęśliwy mógł być każdy z nas.