Kiedyś pewna mama powiedziała mi, że dla niej szczęśliwe chwile to te, gdy słyszy radosny szczebiot swoich dzieci, które razem się bawią. Czujesz się „cały happy”, bo może jesteś zakochany, zakochana. Ogarnia cię wielkie szczęście, gdy chłopak delikatnie dotyka twojej dłoni albo przytula cię. Jednak miłość to nie tylko uczucia. Miłość to przede wszystkim działanie, czynienie.
Jest taki wiersz ks. Jana Twardowskiego pt. „Już”. Proszę posłuchać: Już po ślubie. Odchodzą/Ona cała na biało/On jak pompa w ogrodzie/Oby ich nie dobił pocałunek na co dzień.//
Było pięknie, ładnie, miło. Nikt się nie spóźnił. Ksiądz powiedział fajne kazanie. Potem jeszcze te płatki róż, łzy radości i szczęścia. I mogłoby tak trwać i trwać… Potem przyszły zwykłe szare dni. Trud rodzenia i wychowywania dzieci, zmartwienia, kłopoty, brak pieniędzy, za ciasne mieszkanie. Zabieganie, zamęt wokół tych spraw sprawił, że coraz częściej zapominali o tym, co ich łączy – o miłości. O miłości odpowiedzialnej, wiernej, skłonnej do wyrzeczeń, o miłości, która pragnie dobra drugiej osoby. Zapominali, że to Chrystus, jak na weselu w Kanie, jest z nimi i pragnie ich szczęścia.
Ale to szczęście nie przychodzi samo. To my mamy starać się o nie i dostrzegać je w codzienności. Kiedyś pewna mama powiedziała mi, że dla niej szczęśliwe chwile to te, gdy słyszy radosny szczebiot swoich dzieci, które razem się bawią. Czujesz się „cały happy”, bo może jesteś zakochany, zakochana. Ogarnia cię wielkie szczęście, gdy chłopak delikatnie dotyka twojej dłoni albo przytula cię. Jednak miłość to nie tylko uczucia. Miłość to przede wszystkim działanie, czynienie. Postawa Jezusa na weselu w Kanie przypomina nam o tym. On każe zrobić coś konkretnego: „Napełnijcie stągwie wodą”. Chcesz być szczęśliwy, prosisz Boga o błogosławieństwo? – to dobrze. Ale do ciebie należy trud dźwigania wody do stągwi. Czasami wydaje nam się, że coś robimy niepotrzebnie, że na darmo się trudzimy. A tymczasem Jezus czyni cud – zamienia wodę w wino. Przemienia trud w szczęście, smutek w radość. Jakie to ważne, by w codziennym życiu pamiętać nie tylko o swoich problemach. Trzeba umieć zauważyć troski innych. W dzisiejszej ewangelii uczy nas tego Maryja. Jest współczująca i zatroskana. Delikatnie sugeruje swojemu Synowi, by zadziałał. A potem daje służącym konkretne polecenie: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”. Pragniemy szczęścia, prosimy o nie, czekamy na cud. Nie zapomnijmy napełnić naszych stągwi wodą, a Pan Jezus na pewno przemieni wodę szarej codzienności w wino wesela. Może jesteś tutaj ze swoimi pragnieniami, marzeniami. Przyszedłeś, bo chciałeś wyjść z domu, by nie słuchać kłótni. Masz dość zwyczajności i nudnych, wciąż tych samych zajęć. Spróbuj oddać to wszystko Chrystusowi, który jest Panem twojego życia. To jest właśnie „napełnianie stągwi wodą”.