W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela okresu zwykłego »

Rozmowy, które zapraszają do poszukiwań

Drukuj

Dzisiejsza liturgia Słowa skoncentrowana jest na dwóch dialogach, w których wspólnym mianownikiem jest poszukiwanie.
Ten pierwszy, zapisany w księdze Samuela, spowity w niesamowitą atmosferę świątynnego wnętrza, gdzie rozbrzmiewa uroczysty głos Boga: Samuelu, Samuelu – a potem poszukiwanie właściwej odpowiedzi, poszukiwanie niejako po omacku, z pomocą starca Helego: Oto jestem: przecież mnie wołałeś…, aby wreszcie odnaleźć właściwą drogę: Mów, Panie, bo sługa Twój słucha. Dialog zwracający uwagę na trud zrozumienia Bożego wezwania. Scena gdzie Bóg wychodzi z inicjatywą, woła po imieniu, a człowiek, w tym wypadku młody chłopak – Samuel, siłą rzeczy komplikuje wszystko, bo jeszcze nie zna Pana, nie miał okazji wcześniej zakosztować spotkania z Bogiem. Ale zaczyna szukać, zgłębiać, można powiedzieć krok po kroku zbliża się do tajemnicy spotkania.
I drugi dialog, który możemy obserwować w dzisiejszym fragmencie ewangelii, inny, taki bardzo codzienny, prawie rozmowa na ulicy… uczniowie Jana Chrzciciela zaniepokojeni, zaciekawieni przedstawieniem Jezusa, jako Baranka Bożego, idą zaspokoić swą ciekawość, ukoić niepokój i takimi zauważa ich Jezus: Czego szukacie? Jakby chciał powiedzieć: nie jesteście ze swoim niepokojem pozostawieni samymi sobie, pozwala im, tym samym na dalsze poszukiwania: Rabbi, gdzie mieszkasz? Pytanie proste, codzienne, ale trafiające w sedno, mówiące że szukają na poważnie, chcą poznać to co istotne – Chodźcie a zobaczycie… kolejny raz, już nie przyzwolenie ale zaproszenie. Jezus wpuszcza poszukujących do siebie, pozawala im tam pozostać – i to wielkie odkrycie uczniów: Znaleźliśmy Mesjasza
Dwie sceny, bardzo różne, ale ilustrujące jedną prawdę: wezwanie ze strony Boga domaga się rozpoczęcia poszukiwań, domaga się zaangażowania ludzkiej ciekawości, wyjścia poza swoisty błogostan osiągniętej małej stabilizacji. Zarówno młody Samuel, jak i uczniowie Jana Chrzciciela startowali z pozycji dość ustabilizowanej, mieli już swoich mistrzów, mentorów, mogli ze spokojem zatrzymać się na pewnej pozycji i udawać, że nie słyszą wymagającego Bożego wezwania. Niewątpliwie mieliby święty spokój trwając na już osiągniętych pozycjach, ale nie odkryliby autentycznej Bożej woli.
Przesłanie Bożego Objawienia, które dociera poprzez wieki do nas, zapraszając tym samym do odkrycia w naszej współczesności, nie tyle podobnej sceny, bo wydaje się że nie ma sensu oczekiwać równie niezwykłych dialogów, ale odkrycia podobnej zasady Bożego wezwania. Myślę, że przed każdym kto na poważnie zatrzymuje się nad swoim życiem duchowym, przed każdym kto odważył się wychylić, choć trochę, poza infantylne traktowanie wiary, jako chodzenie do kościoła czy też strach przed bozią, która wszystko widzi, pojawia się pytanie o to, czego Pan Bóg ode mnie chce, jakie jest moje powołanie – w tym bardzo szerokim znaczeniu tego słowa. I to jest ta chwila rozpoczęcia poszukiwań, nie jest ona związana tylko z jakimiś młodzieńczymi latami życia. Bo przecież każdy etap naszego życia domaga się rozpoznania woli Pana Boga. oczywiście są wezwania, które ogarniają całe życie (powołanie małżeńskie, powołanie kapłańskie, wierność Panu Bogu itp.), ale są też Boże wezwania na dzisiaj, gdzie Jezus chciałby, abyśmy teraz usłyszeli Jego wezwanie, bo to teraz jest coś do zrobienia naszymi rękami.
Ten dialog między Bogiem a człowiekiem dokonuje się nieustannie: Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego, który w was jest… i już nie należycie do siebie samych. I podobnie jak to było w tych zamierzchłych czasach Samuela, jak to było w ewangelicznych czasach uczniów Jana, pozostaje z jednej strony cierpliwe oczekiwanie Boga na odpowiedź, a z drugiej konieczność wejścia na drogę poszukiwań. Bo przecież to modlitewne wołanie dzisiejszego psalmu: Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę… nie jest gotowcem przygotowanym do bezmyślnego powtarzania, ale wypływa z wolnej decyzji człowieka, który musi zobaczyć swoje życie, przezwyciężyć obawy i niepokoje, podjąć trud rezygnowania ze swej małej wygodnej stabilizacji i zadecydować czy chce odpowiedzieć Bogu.
 

autor: ks. Paweł Pacholak