Otworzyć się na tajemnicę Boga
W dziesięć dni po Bożym Narodzeniu Kościół podejmuje w liturgii głębszą refleksję nad wydarzeniem Nocy Wigilijnej. Wtedy, podczas Pasterki, słyszeliśmy realistyczny opis faktów, okoliczności, wydarzeń, osób uczestniczących w akcji. Dziś słyszymy spokojną, pogłębioną analizę i interpretację tego, co się wydarzyło. Bez niej nie potrafilibyśmy pojąć wagi i znaczenia tego, co się stało w Betlejem. Te słowa mają wymowę uniwersalną, odnoszą się do każdego z nas i ukazują, jak powinniśmy zareagować na Narodziny Boga. Chodzi o to, by to wydarzenie sprzed ponad dwóch tysięcy lat stało się ważne i dzisiaj. Podejmując tę refleksję, stajemy się uczestnikami tamtej tajemnicy i poddajemy się jej wpływowi. Dlatego wsłuchajmy się jeszcze raz w słowa św. Jana.
Słynny prolog Janowej Ewangelii ukazuje nam nieskończony dystans, a z drugiej strony nieskończoną bliskość Boga i człowieka. To wielki paradoks, który urealnił się w Jezusie Chrystusie. A właściwie absolutna sprzeczność, która znalazła swe przezwyciężenie w Osobie Syna Bożego. Oto bowiem Bóg stał się człowiekiem, Stwórca – stworzeniem. Jakże trafnie ukazują tę sprzeczność słowa naszej kolędy: „Bóg się rodzi, Moc truchleje, (…) ogień – krzepnie, blask – ciemnieje, ma granice Nieskończony…”. Druga Osoba Trójcy Świętej – Logos, Słowo – stała się malutkim, kwilącym Niemowlęciem, całkowicie zdanym na łaskę i miłość innych ludzi. Stwórca natury i Autor jej praw sam poddał się ich ograniczeniom.
Właściwie nie da się tego paradoksu ogarnąć ludzkim umysłem, nie da się go w żaden sposób naukowo wytłumaczyć ani nawet właściwie nazwać. Może tylko poezja potrafi zbliżyć się do tej tajemnicy w swoich obrazowych określeniach. Teologia z trudem torowała drogę do stworzenia pewnych pojęć, a i tak mają one charakter tylko analogiczny, a nie dosłowny. Dopiero wiara pozwala nam stwierdzić tajemnicę Wcielenia, ale właśnie jako tajemnicę, nieprzeniknione misterium.
Możemy w nie wniknąć jedynie przez kontemplację, ale są to na ogół doświadczenia nieprzekazywalne. Łaska w połączeniu z wielkim wysiłkiem człowieka, długotrwałą ascezą i oczyszczeniem wewnętrznym, pozwala poszczególnym jednostkom, świętym, natchnionym teologom, zbliżyć się nieco do tej tajemnicy – ale tylko tyle. Właśnie w ten sposób św. Jan mógł nam przybliżyć w prologu swej Ewangelii jakiś odblask tej tajemnicy. Ale żeby coś z tego zrozumieć, musimy potraktować jego tekst tylko jako punkt wyjścia do własnych poszukiwań, modlitwy i doświadczeń kontemplacyjnych. Ten trud musimy podjąć już sami, z pomocą łaski Bożej; w przeciwnym razie nic nie zrozumiemy. Okres Bożego Narodzenia, rodzinne ciepło szopek betlejemskich w naszych kościołach, poezja kolęd i pastorałek, bardzo sprzyjają zadumie nad cudem Bożych Narodzin.
Ale zanim dojdziemy do intelektualnej jasności i zrozumienia prawdy o Jezusie Chrystusie, musimy najpierw w praktyce podjąć pewne ryzyko, a właściwie prosty akt wiary. Polega on na otwarciu się i przyjęciu Boga do swego życia, ufnym uznaniu, że Bóg jest pierwszy, że wie lepiej; ale przede wszystkim, że jest miłością, że nas kocha. A uwierzyć w miłość Boga jest znacznie trudniej, niż uwierzyć w Jego istnienie.
Nie jest łatwo zdobyć się na taki akt wiary, bo miłość zobowiązuje, a wolelibyśmy takich zobowiązań uniknąć. Nieraz przejawia się to w niedbalstwie, nieraz w egoizmie, obojętności, zakłamaniu, rozwiązłości, grzechach… Niekiedy w swoim dążeniu do niezależności człowiek jest gotów posunąć się aż do otwartego buntu przeciw swemu Stwórcy, a nawet do zabójstwa Boga. Wydaje się, że są to przypadki skrajne, ale niestety, nierzadko jesteśmy bliscy takiej postawy. Mieszkańcy Betlejem, Herod, a potem Żydzi z Palestyny, Judei i Jerozolimy, nie byli wyjątkiem – mają dziś swoich licznych naśladowców.
Natomiast ci, którzy Bogu zaufają i odpowiedzą na Jego miłość, zaznają nowego życia. My też możemy do nich dołączyć. Drogą do tego aktu wiary jest świadectwo innych wierzących. Wtedy był to Jan Chrzciciel, dziś może to być nasza babcia, proboszcz, kolega z pracy, papież… Bylebyśmy ich świadectwa wiary nie zlekceważyli i nie zaprzepaścili swojej życiowej szansy.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






