Jego rany naszą nadzieją
Jan Paweł II w Encyklice Dives in misericordia (n. 8) napisał: „Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Do najbardziej bolesnej i wstydliwej rany należy grzech. To największy „ośrodek zapalny” naszego życia, który niszczy je „od – środka”. W samej jego głębi, bo zrywa wieź z Bogiem, który jest Źródłem życia. Dlatego w Niedzielę Miłosierdzia Bóg chce, abyśmy doświadczyli prawdy, że nasza rana serca spowodowana grzechem może zostać uzdrowiona w ranach Chrystusa. Że Jego rany są naszą nadzieją.
Jak wtedy do swoich uczniów zranionych bólem rozstania, tak dzisiaj przychodzi do nas Zmartwychwstały Pan. Staje pośrodku nas na Eucharystii, którą z wiarą sprawujemy, i mówi tak jak wtedy: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok.
Rany Jezusa – to Jego znak rozpoznawczy. Wizytówka Boga, który dla nas stał się człowiekiem podatnym na zranienie. Spełnia się proroctwo proroka Habakuka (3,4): „Wspaniałość Jego podobna do światła, promienie z rąk Mu tryskają, w nich to ukryta moc Jego”. Rany kojarzą nam się z bólem. Raczej się ich wstydzimy niż chlubimy. Szczególnie te duchowe, są przedmiotem naszej największej tajemnicy. Ale Zmartwychwstały Jezus proponuje nam przedziwną kurację: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. To znaczy: człowieku dotykając bólu życia uwierz, że cierpienie to nie przypadek lub złe fatum, ale spróbuj doświadczyć w tym obecności Boga. „Miejscem, w którym się ze Mną – twoim Bogiem spotkasz – wbrew wszystkim swym wątpliwościom, będą rany świata, twoje rany, ponieważ są to także Moje rany”(ks. Tomaš Halik). To może dlatego św. Piotr daje nam taką wskazówkę: radujcie się, choć musicie doznać trochę smutku.
Jan Paweł II w Encyklice Dives in misericordia (n. 8) napisał: „Krzyż stanowi jakby dotknięcie odwieczną miłością najboleśniejszych ran ziemskiej egzystencji człowieka”. Do najbardziej bolesnej i wstydliwej rany należy grzech. To największy „ośrodek zapalny” naszego życia, który niszczy je „od – środka”. W samej jego głębi, bo zrywa wieź z Bogiem, który jest Źródłem życia. Dlatego w Niedzielę Miłosierdzia Bóg chce, abyśmy doświadczyli prawdy, że nasza rana serca spowodowana grzechem może zostać uzdrowiona w ranach Chrystusa. Że Jego rany są naszą nadzieją.
Czy trudno jest tego doświadczyć? Nie, ponieważ to jest dar Boga. Wystarczy tylko go przyjąć. Bóg nie pragnie utrudniać nam życia, lecz napełnić je nowym blaskiem. Nie może dokonać się to jednak inaczej, jak tylko w blasku prawdy. Prawdy o nas. Dlatego na innym miejscu Jan Paweł II powie, że „warunkiem zbawienia jest poznanie swej grzeszności i wyznanie jej przed Bogiem, który niczego innego nie oczekuje jak tylko przyjąć to wyznanie i zbawić człowieka, tzn. ogarnąć i przeniknąć odkupieńczą miłością, która zawsze jest większa od jakiegokolwiek grzechu”. Dlatego szczęśliwi ci, którzy pozwolili ogarnąć się Jego przemieniającej miłości i poznali miłosierdzie Boże już teraz. To pozwala zacząć życie od nowa, by nie „grzebać” się ciągle we własnych ranach, lecz pozwolić Bogu je zabliźnić i żyć w pokoju. Choć są takie rany, które pozostaną „niezabliźnione”, ale Jezus wskazując na swoje rany pokazuje nam, że je także można pokochać, gdy staniemy się wierzący. Wierzący w nowy sens cierpienia.
Przemieniająca miłość to taka, która pozwala zobaczyć nowy sens życia. Grecki malarz Apelles mawiał: „Pracuję dla wieczności”. O ileż bardziej my chrześcijanie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa możemy i powinniśmy mówić: pracuję, cierpię, poświęcam się, staram się (choć czasami nie wychodzi), kocham – dla wieczności.
Przez miłość miłosierną jesteśmy zrodzeni do żywej nadziei pomimo naszych ran. Zrodzeni do nowego życia. Można wtedy przestać się bać o swoją przyszłość, bo jest ona w rękach Chrystusa, konkretnie w Jego ranach na rękach. Tam odnajdziemy ukrytą moc, abyśmy mieli ufność, nawet wbrew każdej naszej słabości.
autor: ks. Dariusz Dąbrowski COr
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






