W numerze
 
marzec/kwiecień 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkanocna »

Lekcja w Wieczerniku

Drukuj
Minął już tydzień od Zmartwychwstania Pana Jezusa. Chcemy słuchać tego, co Jezus do nas mówi, bo pragniemy być Jego uczniami.
Kilka dni temu znajoma nauczycielka powiedziała mi ze smutkiem, że jej uczniowie przychodzą do szkoły, ale nie chcą się uczyć. Nie słuchają nauczycieli, rozmawiają na lekcjach, przeszkadzają. Było mi za nich wstyd, bo to także moi uczniowie. Wierzę jednak, że skoro przyszliśmy do świątyni, to wszyscy bardzo uważnie pragniemy słuchać nauki najlepszego na świecie Nauczyciela.
Minął już tydzień od Zmartwychwstania Pana Jezusa. Chcemy słuchać tego, co Jezus do nas mówi, bo pragniemy być Jego uczniami.
Kilka dni temu znajoma nauczycielka powiedziała mi ze smutkiem, że jej uczniowie przychodzą do szkoły, ale nie chcą się uczyć. Nie słuchają nauczycieli, rozmawiają na lekcjach, przeszkadzają. Było mi za nich wstyd, bo to także moi uczniowie. Wierzę jednak, że skoro przyszliśmy do świątyni, to wszyscy bardzo uważnie pragniemy słuchać nauki najlepszego na świecie Nauczyciela.
Ewangelia prowadzi nas dziś do Wieczernika. To bardzo niezwykłe miejsce. W tej sali, jakby „klasie” w swojej szkole, Pan Jezus uczył apostołów trudnych i ważnych prawd. Tłumaczył im to, czego nie rozumieli, stawiał trudne pytania i zadawał zadania, które rozwiązywać trzeba było przez całe życie, jeśli nie chciało się zawieść nadziei Mistrza.
Spróbujmy teraz przypatrzeć się jak wyglądała lekcja w tej wieczernikowej szkole. To On sam był Nauczycielem. Rozumiał swoich uczniów. Znał ich doskonale. Nie musiał pytać czy odrobili lekcje; dlaczego nie nauczyli się najważniejszych prawd; czy są przygotowani do odpowiedzi.
Jedna sprawa zadziwiała mnie zawsze w opisie tej Jezusowej lekcji. Apostołowie wcale nie byli odważni i pewni siebie. Przecież było ich aż dziesięciu, mieli silne ręce, które potrafiły wyciągnąć sieci pełne ryb i mocno trzymać wiosła, a bali się. Zamknęli nawet drzwi z obawy przed Żydami. Pan Jezus rozumiał ich lęk. „Wszedł, stanął pośrodku” i przywitał się z nimi. Dziwne to były słowa. „Pokój wam”. Nie wiemy, czy uczniowie coś odpowiedzieli. Boski Nauczyciel nie sprawdzał obecności. Nie pytał o usprawiedliwienia. Nie rozliczał ich z niezdanych egzaminów. Sami doskonale znali swoje oceny: w Ogrójcu – niedostateczny; przed sądem arcykapłanów – niedostateczny; w pałacu Piłata – niedostateczny; na drodze krzyżowej – niedostateczny; na Golgocie – niedostateczny. Na taką ocenę zasłużyli prawie wszyscy apostołowie. Tylko święty Jan „zaliczył” egzamin na celujący. Zmartwychwstały Nauczyciel mówi serdecznie: „Pokój wam”. Święty Jan w swojej Ewangelii pisze jedno dziwne zdanie: „Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana”.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: do waszej klasy wchodzi pani, która uczy języka polskiego lub matematyki, a cała klasa, bez wyjątku wszyscy, otrzymali ocenę niedostateczną ze sprawdzianu. Czy mogliby się uradować ujrzawszy nauczycielkę? Pewnie w ich sercu byłyby różne uczucia: wstyd, żal, strach, złość na samego siebie, ale nie radość.
Jak bardzo apostołowie ufali swemu Nauczycielowi, jak bardzo wierzyli w Jego pełną miłości wyrozumiałość skoro mogli się cieszyć przy tym pierwszym spotkaniu. Wiedzieli, że On ich rozumie i daruje grzech. Uczniom, którzy otrzymali przebaczenie daje Pan Jezus kolejne zadanie. Mówi do nich: „Ja was posyłam”. Nie pisze nam święty Jan jak zareagowali uczniowie. Chyba jednak ulękli się tego zadania. Nauczyciel powiedział: „posyłam was, jak Mnie posłał Ojciec”. Przecież uczniowie pamiętali, co czynił Jezus posłany przez Ojca. Pamiętali też, jak tragicznie zakończyła się Jego misja.
Nauczyciel wiedział co dzieje się w ich sercach. Znał ich zapał, ale także lęki i obawy. Chciał ich uspokoić – pokazał im ręce przebite i bok zraniony. Wiedzieli przecież jak bardzo cierpiał, jak wielka była ofiara złożona za ludzkie grzechy. Bez wymówek, że go zawiedli i zdradzili daje im wielką szansę i uzupełnia swoje polecenie: „Weźmijcie Ducha Świętego!” To znaczy, że nie będą sami, że swoje czynności będą sprawować mocą Bożą, w Imieniu Jezusa. „Którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
Odtąd apostołowie, a później ich następcy – biskupi, kapłani mówią ludziom w milionach konfesjonałów na całym świecie „ja odpuszczam tobie grzechy” i serca ludzi stają się wolne od grzechu, czyste, piękne i święte.
W wielu kościołach był dawniej taki zwyczaj: po spowiedzi ludzie przyklękali przed konfesjonałem i ze czcią całowali stułę. To był znak wiary w tę wielką prawdę, że przez kapłana działa sam Pan Jezus przebaczający. Znak wdzięczności za Bożą miłość.
Zanim wyjdziesz dziś ze świątyni popatrz przez chwilę na konfesjonał. To tam czeka na ciebie Pan Jezus w osobie kapłana. Ilekroć nie zdasz egzaminu z życia, zawiedziesz Nauczyciela, jak kiedyś apostołowie, On będzie czekał, by przez usta kapłana powiedzieć „Pokój z tobą” i znakiem krzyża przekazać ci swoje miłosierdzie.
 
autor: s. Rafaela Płudowska