Miłość Chrystusa jest naszym ocaleniem
Znaki i intencje
W miłości pomiędzy małżonkami, narzeczonymi, przyjaciółmi, słowa i znaki są ważnym sprawdzianem intencji. Ale zwykle wystarczy “prawdziwość” zachowań, by wiedzieć, że się jest kochanym. Prezenty, uśmiechy, uściski znaczą wiele i potwierdzają nasze uczucia, ale gdy nie ma uczuć, na nic prezenty i uśmiechy się nie zdadzą. Ważniejsze jest wewnętrzne nastawienie niż zewnętrzne znaki. Osoba kochająca czuje od razu, jeśli gesty wieją pustką nieszczerości i obojętności.
Tak jest też w dziedzinie naszej wiary, bo wiara rodzi się z miłości i ku miłości prowadzi. Nasza obecność na nabożeństwach jest ważna, cenna, ale na niewiele się zdaje, jeśli nie jest oddaniem naszego życia Panu Bogu, spotkaniem się z kimś kto kocha, obejmuje, kto z nami jest. Pan Bóg jest “gorejącym ogniskiem miłości” i tej miłości od nas pragnie, na nią czeka. Dlatego zmartwychwstając przywrócił nam życie, tchnął w nas nowe życie.
Dzisiejsza niedziela zachęca nas do pełnego miłości trwania przy Chrystusie, który daje życie i który jest miłosierny. Od Jubileuszu roku 2000 obchodzimy ją w całym Kościele jako Święto Miłosierdzia Bożego.
Uwierzyć miłości
To, co może najbardziej zaskakiwać w dzisiejszej ewangelii, która opisuje dwa spotkania apostołów z powstałym z martwych Chrystusem, w niedzielę zmartwychwstania i tydzień później, jest może nie tyle niedowiarstwo Tomasza, ale jego chwilowe zwątpienie w miłość Chrystusa. Poznał Go już przecież dobrze, uwierzył Mu, słyszał świadectwa swoich współbraci o powstaniu z martwych. Ale nie wierzył miłości, swojej i Jego.
Musiał czekać aż tydzień. Co wtedy robił, jakie myśli go dręczyły, jakie plany chodziły mu po głowie, nie wiemy. Wiemy tylko, że miłość Chrystusa zwaliła go z nóg dopiero po ośmiu dniach od Wielkanocy. Że dopiero po tygodniu na nowo uwierzył, przełamał swoje niedowiarstwo, zrozumiał, że Chrystus go kocha i jest z nim. Jego okrzyk: “Pan mój i Bóg mój” stał się pięknym wyznaniem wiary, które warto powtarzać. Niektórzy słowa te wypowiadają w ciszy w czasie przeistoczenia we mszy św., bo wtedy adorujemy Chrystusa zmartwychwstałego, który przychodzi do nas w sakramencie ołtarza.
Zbawienie – cel naszej wiary
Dlaczego Jezus ukochał nas do końca? Dlaczego to wszystko dla nas zrobił, przyjął ludzkie ciało, poniósł śmierć, zmartwychwstał? Jedną z odpowiedzi podsuwają nam czytania mszalne. Jest nią słowo “zbawienie”. Jezus nas do końca umiłował, ponieważ pragnie nas zbawić, ocalić, uratować. Zbawienie jest innym imieniem miłości. Ten, kto kocha, ratuje, pomaga się podnieść, ocala, za wszelką cenę. Jezus chce nas zbawić, czyli pragnie być z nami.
Święty Piotr przekonuje o tej prawdzie w swoim liście, którego fragment został przed chwilą odczytany. Stwierdza, że “celem naszej wiary jest zbawienie” (1 P 1,9). Mówi też, że wiara nas strzeże, broni, obdarza zbawieniem (1 P 1,5). Tym przekonaniem przepojone było całe nauczanie apostolskie. Przypomniała nam o tym dzisiaj księga Dziejów Apostolskich wspominając, że z każdym dniem coraz więcej ludzi dostępowało zbawienia (Dz 2,47). Takie też było dążenie świętego Jana apostoła, który napisał ewangelię “abyśmy wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyśmy wierząc mieli życie w imię Jego” (J 20,31). Bo przecież “błogosławieni, którzy uwierzyli” (J 20,29).
Apostołowie odpowiedzieli na miłość Chrystusa
Ewangelia opowiedziała nam o dwóch spotkaniach apostołów z Chrystusem, a Dzieje Apostolskie jakby stały się przedłużeniem tego opisu. Czytania przybliżyły nam, co apostołowie i ich uczniowie robili potem, kiedy do końca uwierzyli już w obecność Jezusa. “Trwali we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Ci, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra, i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca” (Dz 2,42.44-46). Tak uczyli się odpowiadać na miłość Chrystusa.
Bardzo nam potrzeba tej apostolskiej prostoty serca, która daje zbawienie. Tej jednomyślności w dobru, otwartości, radości. Bardzo trzeba się starać, by nasze życie nie stawało się walką o przetrwanie, w której depcze się godność drugiego człowieka, a liczy się tylko to, co moje.
Apostołowie odpowiedzieli już na miłość Chrystusa. Stali się świadkami Jego nauki o zbawieniu, Jego miłości, która zwycięża każde zło. Jak my odpowiemy Jezusowi? Jakie będzie nasze życie po osobistym spotkaniu z naszym Panem i Bogiem? Bo przecież spotykamy Go osobiście, także w tej mszy św. A Jego miłość przynagla nas (2 Kor 5,14).
Gorejące ognisko miłości
Święto Miłosierdzia Bożego wzywa nas do wewnętrznego wysiłku, by nasze gesty, znaki i słowa poparte były miłością. By nie były jedynie prostym równaniem rachunku, ale wypływały tylko i wyłącznie z potrzeby serca. Bo Chrystus wie, jakie lęki, niepokoje, uczucia w nas zamieszkują. Wie dobrze, jakie jest nastawienie naszego serca. Czy kochamy, czy tylko patrzymy.
Chrystus jest miłosierny, dlatego wybacza nam nasze grzechy. Powiedział przecież apostołom owego najważniejszego w dziejach ludzkości pierwszego dnia tygodnia: “Weźmijcie Ducha Świętego! Komu odpuścicie grzechy, są mu odpuszczone” (J 20,22-23).
Bóg jest miłosierdziem, dlatego cały daje nam siebie. Czeka tylko na miłość. Tak jak się czeka na syna, który gdzieś poszedł, na przyjaciela, który zaginął. On czeka z sercem zatroskanym, bo pragnie naszego zbawienia, naszego ocalenia, a nie naszej zguby. Czeka z sercem pokornym i pełnym miłości, bo jest gorejącym ogniskiem miłości.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






