W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkanocna »

Sugestie słuchacza

Drukuj

Jak to się stało – intryguje nas, słuchaczy – że lęk i wątpliwości przerodziły się w Bożą radość i prostotę serca, zamknięta grupka – w otwartą, codziennie rosnącą, jednomyślną wspólnotę, niemoc – w znaki i cuda, wrogość otoczenia – w życzliwość i bojaźń.

Przyczyną tej radykalnej przemiany jest przychodzący Jezus, który przynosi pokój i Ducha Świętego, działającego z mocą na naszych, ludzkich drogach. Różnie to w życiu bywa: jak św. Tomasz kombinujemy po swojemu, błądzimy, odchodzimy i wracamy, wszystkiego musimy dotknąć i doświadczyć, żeby coś do nas dotarło. Najważniejsze jednak, abyśmy wcześniej czy później jasno, z serca, powiedzieli „Pan mój i Bóg mój”. Przyjęcie Jezusa jako Pana swojego życia i Ducha Świętego jako nieodłącznego towarzysza i przewodnika otwiera niesamowitą perspektywę. Tak dotknięty i umocniony człowiek zostaje niejako posłany przez Boga do innych – chce się dzielić z innymi tą radością, mocą, znakami i cudami, wszystkim co posiada.

Jakże odmienne są dwa obrazy z liturgii słowa II Niedzieli Wielkanocnej. Z jednej strony ukazani w Janowej Ewangelii apostołowie zamknięci w wieczerniku w obawie przed Żydami, a wśród nich trapiony wątpliwościami Tomasz. Z drugiej strony – idylliczna wizja pierwotnego chrześcijaństwa z Dziejów Apostolskich. Liturgia słowa nie zachowuje tu chronologii, warto więc słuchaczowi uzmysłowić kolejność wydarzeń i wydobyć ze Słowa ten porażający kontrast. Jak to się stało – intryguje nas, słuchaczy – że lęk i wątpliwości przerodziły się w Bożą radość i prostotę serca, zamknięta grupka – w otwartą, codziennie rosnącą, jednomyślną wspólnotę, niemoc – w znaki i cuda, wrogość otoczenia – w życzliwość i bojaźń.
Przyczyną tej radykalnej przemiany jest przychodzący Jezus, który przynosi pokój i Ducha Świętego, działającego z mocą na naszych, ludzkich drogach. Różnie to w życiu bywa: jak św. Tomasz kombinujemy po swojemu, błądzimy, odchodzimy i wracamy, wszystkiego musimy dotknąć i doświadczyć, żeby coś do nas dotarło. Najważniejsze jednak, abyśmy wcześniej czy później jasno, z serca, powiedzieli „Pan mój i Bóg mój”. Przyjęcie Jezusa jako Pana swojego życia i Ducha Świętego jako nieodłącznego towarzysza i przewodnika otwiera niesamowitą perspektywę. Tak dotknięty i umocniony człowiek zostaje niejako posłany przez Boga do innych – chce się dzielić z innymi tą radością, mocą, znakami i cudami, wszystkim co posiada.
Piękne, ale naiwne – powie niejeden „twardo chodzący po ziemi”, poraniony i zmęczony życiem słuchacz. Istotną pomocą – taką „twardo stąpającą po ziemi” – mogą się tu stać słowa z listu św. Piotra. Choć czasem człowiek w godzinie próby „musi doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń”, jest jednak „przez wiarę strzeżony mocą Bożą”, mało tego – jest przeznaczony do radości i nadziei, do dziedzictwa niezniszczalnego, do wieczności. Warto więc, żeby „twardo stąpający po ziemi” człowiek dał się od niej oderwać i ponieść Chrystusowi. Choć nie widzi i nie może dotknąć, niechaj uwierzy, a „ucieszy się radością niewymowną i pełną chwały”. Jak wielu spośród nas, przygiętych do ziemi, potrzebuje takiej wizji wiary niosącej radość. Gdyby udało się kapłanowi choć trochę wyprostować i „podnieść nad ziemię” nas, słuchaczy, cel tej liturgii słowa zostałby osiągnięty.
 
 

autor: Rafał Bernard