W numerze
 
marzec/kwiecień 2009 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkanocna »

Włożyć rękę do boku Jezusa

Drukuj
Jest coś dziwnego w zachowaniu się apostołów z dzisiejszej ewangelii. Wieczorem pierwszego dnia tygodnia już wiedzieli o zmartwychwstaniu. Przecież już z samego rana przybiegły niewiasty, aby im oznajmić, że Pana nie ma w grobie. Piotr z Janem już widzieli leżące płótna. Już zrozumieli Pismo, które mówi, że On ma powstać z martwych. Święty Jan sam zaświadcza, że już uwierzyli (por. J 20,9). Można by zatem oczekiwać, że te doświadczenia natychmiast zmienią ich życie, że z całych sił obwieszczą światu tę wielką radość, że wykrzyczą zmartwychwstanie głośniej niż dzwony rezurekcyjne naszych kościołów. Nie dzieje się jednak nic podobnego. Oni po prostu wracają znowu do siebie (por. J 20,10). Wieczór dnia zmartwychwstania zastaje uczniów zamkniętych razem z obawy przed Żydami. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Jezus Zmartwychwstały wchodzi w tę sytuację, przynosząc dar pokoju w zalęknione serca. Uczniowie uradowali się ujrzawszy Pana, a jednak po ośmiu dniach znowu znajdują się w tej samej sytuacji: zamknięci w jednym miejscu. Przychodzi znowu Jezus mimo drzwi zamkniętych. Po raz kolejny wchodzi w sytuację zalęknienia i niepewności apostołów.
W takich właśnie okolicznościach ma miejsce niezwykłe spotkanie ze Zmartwychwstałym. Jeden z uczniów ma trudności z daniem wiary tym, którzy widzieli Mistrza żyjącego. Tradycyjnie nazywamy go niewiernym, ale to właśnie dzięki niemu Ewangelia przekazuje ten wzruszający opis spotkania z Chrystusem. „Jeżeli […] nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25). Wprawdzie Pismo Święte o tym nie mówi, ale sztuka religijna utrwaliła obraz Tomasza dotykającego ran Jezusa. I to właśnie ten apostoł uroczyście wyznaje: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28), potwierdzając swoim świadectwem fakt zmartwychwstania.
Jest coś dziwnego w zachowaniu się apostołów z dzisiejszej ewangelii. Wieczorem pierwszego dnia tygodnia już wiedzieli o zmartwychwstaniu. Przecież już z samego rana przybiegły niewiasty, aby im oznajmić, że Pana nie ma w grobie. Piotr z Janem już widzieli leżące płótna. Już zrozumieli Pismo, które mówi, że On ma powstać z martwych. Święty Jan sam zaświadcza, że już uwierzyli (por. J 20,9). Można by zatem oczekiwać, że te doświadczenia natychmiast zmienią ich życie, że z całych sił obwieszczą światu tę wielką radość, że wykrzyczą zmartwychwstanie głośniej niż dzwony rezurekcyjne naszych kościołów. Nie dzieje się jednak nic podobnego. Oni po prostu wracają znowu do siebie (por. J 20,10). Wieczór dnia zmartwychwstania zastaje uczniów zamkniętych razem z obawy przed Żydami. Zupełnie jakby nic się nie wydarzyło. Jezus Zmartwychwstały wchodzi w tę sytuację, przynosząc dar pokoju w zalęknione serca. Uczniowie uradowali się ujrzawszy Pana, a jednak po ośmiu dniach znowu znajdują się w tej samej sytuacji: zamknięci w jednym miejscu. Przychodzi znowu Jezus mimo drzwi zamkniętych. Po raz kolejny wchodzi w sytuację zalęknienia i niepewności apostołów.
W takich właśnie okolicznościach ma miejsce niezwykłe spotkanie ze Zmartwychwstałym. Jeden z uczniów ma trudności z daniem wiary tym, którzy widzieli Mistrza żyjącego. Tradycyjnie nazywamy go niewiernym, ale to właśnie dzięki niemu Ewangelia przekazuje ten wzruszający opis spotkania z Chrystusem. „Jeżeli […] nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę” (J 20,25). Wprawdzie Pismo Święte o tym nie mówi, ale sztuka religijna utrwaliła obraz Tomasza dotykającego ran Jezusa. I to właśnie ten apostoł uroczyście wyznaje: „Pan mój i Bóg mój!” (J 20,28), potwierdzając swoim świadectwem fakt zmartwychwstania.
Około 1900 lat później Jezus Zmartwychwstały przychodzi do prostej zakonnicy drugiego chóru Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Płocku. W tle jednego z obrazów wymalowanych według tego widzenia (znajdującego się w kościele ojców jezuitów w Kaliszu) dostrzec można zamknięte drzwi celi siostry Faustyny. Pan Jezus przychodzi do niej, podobnie jak do apostołów – nieoczekiwanie. Ukazuje swoje chwalebne rany. Tak to wydarzenie opisuje sama siostra Faustyna: „Wieczorem, kiedy byłam w celi, ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach. Z uchylenia szaty na piersiach wychodziły dwa wielkie promienie, jeden czerwony, a drugi blady. W milczeniu wpatrywała się w Pana, dusza moja była przejęta bojaźnią ale i radością wielką” (Dzienniczek, 47). Wielkie promienie wychodzące z uchylenia szaty Jezusa są niczym zaproszenie z dzisiejszej ewangelii: „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku” (J 20,27). Obraz namalowany według wzoru widzianego przez siostrę Faustynę jest wezwaniem skierowanym do każdego z nas, abyśmy z ufnością weszli do Serca Zbawiciela. On rzeczywiście „jest Tym, który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha nie tylko w wodzie, lecz w wodzie i we krwi” (1 J 5,6), a Jego przejście otworzyło wszystkim drogę powrotu do wiecznego szczęścia. On pragnie, abyśmy wszyscy mieli „wielką łaskę”, aby nikt „nie cierpiał niedostatku” (Dz 4,33-34). Czyż to nie oszałamiająca propozycja: włożyć rękę do boku Jezusa i dotknąć Jego Serca?! Zanurzyć się w bezkresie Jego miłosierdzia! On mówi: „palą Mnie płomienie miłosierdzia, chcę je wylać na dusze ludzkie” (Dzienniczek, 50). Jemu naprawdę tak bardzo zależy na nas. I tak Go boli brak ufności w Jego miłość. Do siostry Faustyny skarży się: „Nieufność dusz rozdziera wnętrzności moje” (Tamże).
Około 2000 lat po owym pierwszym dniu tygodnia, dniu Zmartwychwstania, jesteśmy nadal, jak apostołowie zamknięci w Wieczerniku. Słyszeliśmy wprawdzie jak tydzień temu, w noc paschalną, uroczyście proklamowano Zmartwychwstanie Chrystusa. Słuchaliśmy świadectwa aniołów i niewiast wracających od pustego grobu. A jednak tak trudno nam się wyrwać z objęć własnych lęków i w pełni, bez zastrzeżeń, zaufać Jezusowi. A On wciąż przychodzi do nas mimo drzwi zamkniętych. Rękę wznosi do błogosławieństwa. Uchyla swoją szatę na piersiach tak, aby dwa wielkie promienie Krwi i Wody ogarnęły, przeniknęły i rozświetliły nas całkowicie. I mówi: „Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Nie bój się wejść do tego Serca. To naprawdę twój Pan i Bóg. Żyjący. Miłosierny!
 
autor: ks. Jacek Kacprzak