Zapisałem cię na rękach swoich
Ma szesnaście lat i na pytanie – czyja jesteś? – odpowiada: niczyja! Ma zawsze smutne oczy i chyba jeszcze bardziej smutną duszę. Spytacie o powód? Sami odpowiedzcie. Znacie odpowiedź, bo przecież wielu z was odpowiedziałoby podobnie – jestem, czuję się niczyj, nikomu niepotrzebny i przez nikogo niekochany. Tak, owszem, są rodzice, rodzeństwo, przyjaciele i koledzy. Nie pochodzisz z patologicznej rodziny, nie miałaś myśli samobójczych, masz plany i marzenia na przyszłość, ale gdzieś głęboko, w najbardziej ukrytym zakątku serca czujesz, że coś jest nie tak. Czujesz, że choć w jakiś sposób należysz do każdej z osób, która cię kocha, choć wiele osób, które należą do ciebie, bo ty ich kochasz w gruncie rzeczy nie są twoimi, tak samo, jak ty do końca nie jesteś ich. Czyj, czyja więc jesteś? Do kogo należy na zawsze, zupełnie i niezmiennie? Kto pragnie posiadać cię tak, abyś przez to bycie posiadanym był w pełni sobą, w pełni wolny, szczęśliwy i żyjący?
O kim teraz myślisz? O rodzicach? Tak, oni na pewno chcą tego wszystkiego dla ciebie, ale czy potrafią ci to w pełni dać? Czy mogą dać ci wieczność? Przyjaciele? Tak, są skarbem i dziękuj za każdego, kto jest ci przyjacielem, ale czy potrafią w pełni, na dziś i na wieki zaspokoić twoje pragnienia bycia kochanym?
Może ktoś z was odpowiada teraz w sercu, że to Jezus jest tą osobą. Tak, o Nim teraz mówię, ale pozwól, że zapytam – dlaczego pomyślałeś o Jezusie? Powiem ci, dlaczego ja o Nim myślę, gdy chcę wiedzieć, czyj jestem.
Mam przyjaciół, tych, których kocham i którzy mnie kochają, ale tylko Jezus wie o mnie wszystko. Tylko on zna do głębi moje wnętrze i tyko On patrzy z miłością nieskończoną na mnie mówiąc – Jesteś mi drogi, droga mi jest twoja dusza, droga tak bardzo, że nie wahałem się za ciebie cierpieć i umrzeć!
Dziś, gdy Ewangelia przypomina nam spotkania Zmartwychwstałego z uczniami, gdy pokazuje On im swoje przebite ręce i bok, gdy pozwala Tomaszowi dotknąć swoich ran, Jezus raz jeszcze chce ci niejako przed oczy, jasno i wyraźnie pokazać dowód na to, jak bardzo cię kocha. Siostrze Faustynie, przez którą przypomniał nam wszystkim prawdę o Miłosierdziu, Jezus powiedział kiedyś: “O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim”.
Takie same słowa mówi dziś do ciebie i do mnie. Jezus dziś mówi “Zapisałem cię na rękach swoich”. Drogo kosztował Go ten zapis, ale jest to zapis wieczny! Na zawsze, na wieczność jesteś w rękach Miłości. Te miłujące ręce nie tylko czyniły dobro, ale dały się przybić do krzyża, abyś uwierzył, abyś doświadczył, że jesteś kochany. Te same dłonie na obrazie Jezusa Miłosiernego, nieustannie wznoszą się w geście błogosławieństwa. Nie są zwinięte w pięść, nie są zaciśnięte, ani nie grożą karą, bo zostały za ciebie i dla ciebie zranione, przebite na wieki, abyś wiedział, że na wieki jesteś ukryty w miłosnym uścisku Boga. Te dłonie nigdy nie wzniosą się w geście potępienia, choć ty możesz potępiać. Te dłonie nigdy cię nie odrzucą, choć, ty możesz odrzucać. Te dłonie nigdy cię nie odepchną, choć ty możesz odepchnąć!
Wierzysz tym przebitym dłoniom? A może jak Tomasz nie dowierzasz? Może jak on chcesz dotknąć ran Jezusa by móc uwierzyć? Możesz ich dotknąć, bo one na wieki w Nim zostaną, na wieki te święte rany będą cię bronić i mówić o nieskończonej miłości Pana. Ale nie patrz już na ręce. Spójrz dalej, głębiej. Spójrz na serce, bo Jezus mówi Ci dziś: “Wyryłaś się głęboką raną w sercu moim”. W Jego zranionym, przeoranym włócznią Sercu jest Twoje miejsce. Do tego właśnie Serca należysz zawsze i nieodwracalnie. To Serce nie może potępiać, Ono zawsze darzy Miłosierdziem.
Szukasz miłości? Zrozumienia? Sensu życia? Wpatruj się w Serce Pana, w którym jesteś. W Nim się odnajdziesz w pełni wolny i w pełni kochany. I nie musisz podejmować nadzwyczajnych wysiłków, szukać daleko. Wystarczy, że tak jak dziś przyjdziesz na Eucharystię. Przyjdziesz i nie będziesz biernym widzem, ale otworzysz przed Jezusem swoje serce, oddasz Mu swoje myśli, pragnienia, tęsknoty, rany i łzy. Dotkniesz Jego Serca, zawsze wtedy, gdy z wiarą i skruchą przyjdziesz do konfesjonału i wyznasz Mu swój grzech, nie ukryjesz prawdy o sobie, ale powiesz Mu, że jesteś grzesznikiem, który pragnie Jego Miłosierdzia.
Gdy zaś będziesz w Jego Sercu, Jego mocą będziesz żyć i spełniać Jego przykazania. Wiarą wówczas zwyciężysz świat, który mówi ci, że nie należysz do nikogo, że wszystko jest zmienne, niestałe i nie ma miłości bezinteresownej. Jest taka Miłość i ta Miłość mówi ci dzisiaj: “O, jak droga mi jest dusza twoja. Zapisałem cię na rękach swoich. I wyryłaś się głęboką raną w sercu moim”.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






