W numerze
 
marzec/kwiecień 2005 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkanocna »

Zawierzyć miłosierdziu

Drukuj

Kiedy myślę o Miłosierdziu Bożym, mam przed oczami postać znanego krakowskiego malarza, który w sposób ewidentny został dotknięty Bożą miłością i od blisko 20 lat świadczy o Bożym Miłosierdziu tym jak żyje. To było coś spektakularnego. Profesor Nowosielski mówił o nim, że urodził się po to, aby rozwinąć talent Modiglianiego. Wyobraźcie sobie, że ten człowiek, utalentowany artysta, współczesny Modigliani rzadko kiedy był w stanie donieść wypłatę do domu. Bywało, że po drodze przepijał wszystko z kolegami. Jego młoda żona często nie miała co włożyć do garnka, bo brakowało na życie. Bywało, że mąż zjawiał się w domu po dwóch, trzech dniach nieobecności. A jak się w końcu zjawiał, to nie był to najciekawszy widok. Jak to artysta, miał wrażliwą duszę i wcale nie było mu z tym dobrze. Zaczął sięgać po Pismo św., czytał, modlił się, tęsknił, pragnął zmiany, ale zmiana nie nadchodziła. W końcu poczuł się bezsilny. I to był “ten” moment.

Spotkanie

Właśnie wracał po kolejnej imprezie do mieszkania, które wynajmował z żoną. Droga prowadziła obok kościoła Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Opowiadał mi, że kiedy był na wprost wejścia, coś go nieomal wciągnęło do środka. Wszedł z oporami, bo nie czuł się najlepiej. Kiedy wszedł, poczuł czyjś wzrok na sobie. Zauważył, że jakiś mężczyzna bacznie mu się przygląda. Z półmroku zaczęła się wyłaniać powoli cała postać. Po chwili uświadomił sobie, że patrzy na niego Jezus. Jezus miłosierny. To był Jezus z obrazu, który kazała namalować siostra Faustyna, a który wisi dzisiaj w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach. Przez dobrą chwilę ci dwaj mężczyźni patrzyli na siebie bez słowa. Ten, który namalował niejeden dobry obraz czuł, że coś się z nim dziwnego dzieje, czuł, że ten obraz “żyje”. Aż w końcu usłyszał wewnętrzny głos: “Ja ciebie tak kocham, a coś Ty z sobą zrobił?” To nie było oskarżenie, to nie był nawet wyrzut. To brzmiało jak prośba. W głosie Jezusa była troska.

I jak myślicie? Co się stało? Tym razem malarz wracał do domu szybszym krokiem, trzeźwiał i dziwił się, i nie dowierzał jeszcze, ale tego głosu nie zapomniał: “Ja Ciebie tak kocham, a coś ty z sobą zrobił?” Kiedy wrócił, umył się, ogolił się i …już wiedział. Zaczęło się coś zupełnie nowego. Od tej pory przestał pić, zaczął systematycznie malować, zaczął z powodzeniem sprzedawać swoje obrazy. Dzisiaj nie tylko nie ma problemów z utrzymaniem rodziny, ale miał pieniądze na to, by kupić działkę i wybudować dom. Ciągle maluje, pięknie maluje, a jego obrazy można spotkać w największych galeriach w Polsce i zagranicą. On sam mówi, że to wszystko zawdzięcza Miłosierdziu Bożemu. W rozmowie podkreśla, że nic nie zrobił własnymi siłami, bo tych mu brakowało, ale to zrobił dla niego Jezus miłosierny. Po tym doświadczeniu wydał broszurę, którą opracował w oparciu o dzienniczek siostry Faustyny. Spośród wielu słów Jezusa wybrał następujące zdanie: “Powiedz największym grzesznikom, że oni mają największe prawo do miłosierdzia Mojego”. Chciałbym, abyśmy zabrali dzisiaj ze sobą te właśnie słowa: “Powiedz największym grzesznikom, że oni mają prawo do Mojego miłosierdzia”. To nie jest zaproszenie do grzeszenia! Ale jeśli czujesz się największym grzesznikiem i nie wiesz, co zrobić ze swoim grzechem, to pamiętaj: te słowa są dla ciebie!

Bóg kocha grzesznika

Uroczystość Miłosierdzia Bożego jest okazją, by podziękować naszemu Bogu za Jego miłosierdzie i poprosić o to doświadczenie. Tu nie chodzi o jakieś intelektualne przyjęcie kolejnej teologicznej prawdy. To nie ma wartości. Chodzi o serce, chodzi o doświadczenie! Chodzi o więź. Przychodzi mi teraz do głowy takie pytanie: Co by było, gdyby Bóg był tylko sprawiedliwy? Wyobrażacie to sobie? Co by się stało z nami i ze światem, gdyby Bóg był tylko sprawiedliwy, gdyby sprawiedliwie odpłacał nam za nasze postępowanie? Proszę nie myśleć o tych, którzy mordują, są skorumpowani, okradają ubogich, albo molestują i krzywdzą dzieci. Pomyślmy o sobie. Nie porównujmy się z innymi ludźmi. Co by było, gdyby Bóg był wobec nas tylko sprawiedliwy? Jestem pewien, że gdyby Bóg chciał nas sprawiedliwie traktować i karać nas od razu za nasze grzechy, wtedy niejeden z nas wyszedłby z tego kościoła bez ręki, inny bez nogi, ktoś inny bez oka, albo bez ucha, nie mówiąc o innych częściach ciała. A tym czasem tak się nie dzieje! Dlaczego? Bo nasz Bóg, bo nasz Ojciec jest miłosierny. On kocha nas dlatego, że jest dobry. Pamiętam jak byłem wzruszony, kiedy dotarła do mnie ta prawda, że Bóg jest moim Ojcem i poczułem, że On kocha mnie takiego, jakim jestem. A czułem się wtedy jak zbity pies. Nie miałem siły, aby się modlić, nie miałem siły się skarżyć, nie miałem nawet siły, aby nad sobą zapłakać. I nagle dotarły do mnie te słowa: “Ja ciebie kocham. Nic nie musisz robić. Pozwól tylko, abym cię kochał”. Bardzo mocno przemówiły do mnie słowa psalmu 27: “Choćby mnie opuścili ojciec mój i matka, to jednak Pan mnie przygarnie”. A ja się czułem wtedy tak opuszczony i osamotniony, było we mnie dużo żalu i goryczy. Sam siebie oskarżałem za niepowodzenia i kłopoty. I wtedy usłyszałem jak On mówi do mnie: “Ja ciebie nie oskarżam! Ja cię nie opuszczę! Pozwól, abym cię kochał”. Moje spotkanie z Miłosiernym nie było tak spektakularne jak w przypadku tego, krakowskiego malarza, ale jestem pewien, że Bóg potężny i mocny, mądry i sprawiedliwy, sędzia i Pan Wszechświata, ten Bóg jest moim miłosiernym Ojcem. Mogę zaświadczyć, że On dotrzymuje słowa, bo widzę jak powoli zmienia moje życie. Pomimo trudności potrafię się śmiać i cieszyć, poczucie osamotnienia pojawia się znacznie rzadziej niż przedtem i widzę, że w miejsce żalu i goryczy pojawia się przebaczenie i współczucie. To zrobił Jezus miłosierny dla mnie. A co jeszcze zrobi? Nikt nie wie. Ale mam pewność, że dzięki jego miłosierdziu będę czynił postępy w życiu i będę się rozwijał. Owszem nie sam, ale we wspólnocie wierzących. Bo Jezus obdarza nas miłosierdziem we wspólnocie wierzących i przez ludzi, którzy doświadczyli jego miłości. Pierwsi chrześcijanie wiedzieli o tym, dlatego “przebywali razem i wszystko mieli wspólne”. Przede wszystkim mieli wspólne, czyli takie samo doświadczenie Bożego miłosierdzia. A ponieważ czuli na sobie Bożą miłość, też byli zdolni, aby obdarzać innych miłosierdziem. “Powiedz największym grzesznikom, że oni mają największe prawo do miłosierdzia Mojego”.

Panie Jezu Chryste, który jesteś miłosierdziem naszego Ojca, proszę Cię, abyś dał mocne doświadczenie Twojej miłości każdemu, kto tego pragnie. Przekonaj opornych do Twojego Miłosierdzia, i dotknij każdego i każdą z nas tu obecnych swoją łagodnością, dobrocią i współczuciem. Spraw, Panie, abyśmy nie rozpamiętywali przeszłości, ale całkowicie zawierzyli siebie Twojemu Miłosierdziu i otworzyli się na nowe życie. Daj nam odwagę do dzielenia się twoim miłosierdziem ze wszystkimi. Bo Twoje jest Królestwo i potęga i chwała, na wieki wieków.

autor: ks. Lesław Juszczyszyn CM