W numerze
 
marzec/kwiecień 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkanocna »

Zrodzeni do żywej nadziei

Drukuj
Zamknięte drzwi, obawa, żądanie dowodów. A wszystko to dzieje się tak szybko, tak niespodziewanie, że wydaje się być niemożliwe? Dlaczego? Dlatego, że jeszcze kilka dni temu byli pewni, że Jezus jest kimś niezwykłym, kimś kto poprowadzi ich do Królestwa samego Boga. Widzieli Jego moc, widzieli jak uzdrawiał, wskrzeszał, jednym słowem pętał moc duchów nieczystych. I mieli nadzieję, że „On wyzwoli Izraela”. Mieli nadzieję. Czy teraz, po dniach Jego hańby, męki i tragicznego konania, nadal ją mają? Czy apostołowie są ludźmi nadziei?
„Tam, gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami. A Tomasz nie był z nimi (…) powiedział: Jeśli nie zobaczę, nie włożę, nie uwierzę!”.
Zamknięte drzwi, obawa, żądanie dowodów. A wszystko to dzieje się tak szybko, tak niespodziewanie, że wydaje się być niemożliwe? Dlaczego? Dlatego, że jeszcze kilka dni temu byli pewni, że Jezus jest kimś niezwykłym, kimś kto poprowadzi ich do Królestwa samego Boga. Widzieli Jego moc, widzieli jak uzdrawiał, wskrzeszał, jednym słowem pętał moc duchów nieczystych. I mieli nadzieję, że „On wyzwoli Izraela”. Mieli nadzieję. Czy teraz, po dniach Jego hańby, męki i tragicznego konania, nadal ją mają? Czy apostołowie są ludźmi nadziei?
Co mówią o nadziei „drzwi zamknięte z obawy”? Czy mówią, że jej nie ma? Że zanikła całkowicie? Na pierwszy rzut oka tak może się wydawać, ale tyle dojrzy powierzchowny obserwator. Drzwi mogą być zamknięte z obawy, ale to nie przekreśla nadziei. Ważne jest, co się za tymi zamkniętymi drzwiami dzieje. Nadzieja czasem jest małym, ledwo tlącym się płomyczkiem wśród ciemności. I zdaje się, że taka była nadzieja apostołów, ledwo tląca się, ale obecna. Gdyby nie nadzieja, zupełnie niewytłumaczalna, zupełnie wbrew wszelkiej ludzkiej logice, powinni uciec z Jerozolimy, opuścić nieprzyjazne im miasto Mistrza z Nazaretu. Dlaczego tego nie zrobili? Na co czekali? Może sami wtedy nie umieli odpowiedzieć na takie pytania. Może sami nie wiedzieli dlaczego jeszcze są razem, dlaczego pozostaję na miejscu, gdy zdaje się to być najgorszym wyjściem z sytuacji. Może sami nie mieliby odwagi powiedzieć, że zatrzymała ich „(…) wątła dziewczynka nadzieja”?
 
CZY TY JESTEŚ BEZ-NADZIEJNY?
Czy ty i ja jesteśmy ludźmi nadziei? Nie wiem. Każdy musi odpowiedzieć za siebie. Warto jednak przyjrzeć się obszarom nadziei i beznadziei w naszym życiu.
Niektórzy mówią, że obecne czasy są beznadziejne, bo tyle teraz zamętu, cierpienia, łez i grzechu. Tak ich wiele, jak nigdy do tej pory. To prawda, chwilami świat zdaje się prześcigać w tym, co złe i przewrotne, ale czy to znaczy, że nie ma nadziei? Jeśli popatrzymy na to, bez Boga, nie ma mowy o nadziei, jeśli jednak poprosimy o Boże spojrzenie, ona mówi: „Tam, gdzie wzmógł się grzech, jeszcze obficiej rozlała się łaska”? Czy to znaczy, że słuszną rzeczą jest grzeszyć bez zastanowienia? Nie, ale to znaczy, że Bóg nigdy nie wyrzeknie się miłości do nas i ta wierność Boga, jest źródłem niezachwianej i niezawodnej nadziei.
Inni przeżywają osobiste dramaty. Cierpienie, choroby, śmierć najbliższych, nieszczęścia i kataklizmy. Mówią, nie ma nadziei na lepsze, bo nie ma Boga! Gdyby Bóg był, nie pozwoliłby na takie wielkie cierpienie. Zaprzeczając istnieniu i miłości Boga, zaprzeczają nadziei. Nie mają wiary, bez której nadzieja jest niemożliwa. Wiara zaś pozwala dostrzec Boga i Jego prawdziwą obecność w najbardziej niewyobrażalnym ludzkim cierpieniu. Eli Wiesel były więzień obozu koncentracyjnego w Auschwitz-Birkenau i Buchenwaldzie, w swojej książce Noc opisuje jedną z najstraszniejszych egzekucji, jakich był świadkiem w obozie. Na szubienicy zostaje powieszony kilkuletni chłopiec. Jest zbyt mały i lekki na to, żeby mógł szybko skonać. Wszyscy więźniowie są świadkami jego długiego konania. Eli Wiesel zapisuje takie wspomnienie: „Kiedy przechodziłem przed nim, wciąż jeszcze żył. Miał jeszcze różowy język i przytomne oczy. Usłyszałem za sobą ten sam męski głos, który raz jeszcze zapytał: «Gdzie jest Bóg, gdzie On jest?» Na co, jakiś głos we mnie odpowiedział: «Jak to – gdzie? Tu, wisi na szubienicy»”.
 
ZRODZENI DO ŻYWEJ NADZIEI
Jesteśmy powołani do nadziei. Tak samo, jak Bóg pragnie dla nas miłości, tak samo pragnie nadziei. Co więcej, przywraca nam ją w najbardziej beznadziejnych momentach. Gdy Adam i Ewa w raju doświadczają skutków grzechów, czują się nędzarzami, nagimi przed Bogiem i odartymi ze wszystkiego, co On im dał, wiedzą, że karą za grzech jest śmierć. Spodziewają się śmierci, dlatego drżąc ze strachu ukrywają się przed Bogiem. Ale On ich nie niszczy! Nie unicestwia. Bierze karę śmierci za grzech na siebie i wykonuje na swoim Synu, Jezusie Chrystusie! Gdyby Bóg nie wykonał kary za grzech na Jezusie, nikt z nas by nie istniał. Istniejemy z Bożej miłości, z Bożego wybrania i odkupienia. Prawem naszego istnienia jest Boża miłość i miłosierdzie, a nie nasze zasługi, świętość i nieskazitelność życia. W sobie samym, człowiek może odczytać tylko wyrok śmierci, gdy jednak patrzy na siebie oczyma Boga, odczytuje „wyrok życia”. W Bogu w Jego miłości i miłosierdziu jest ukryta dla nas nadzieja, która nie zawodzi i zawieść nie może.
A że w ludzkiej słabości, nie dowierzamy tej nadziei, Bóg daje nam jeszcze jeden znak swej miłosiernej miłości – Święto Bożego Miłosierdzia, które dziś obchodzimy. Dziś Bóg chce nam wryć głęboko w serce nadzieję, że nie ma takiego grzechu, takiego nieszczęścia i oddalenia od Boga, którego On nie mógłby pokonać mocą swego Miłosierdzia. Wszystko, co Bóg nam daje, jest związane z nadzieją – nią wypełnione są sakramenty święte, Jego słowo, jego łaska i nieustanne nad nami czuwanie, dlatego za poetą możemy powtórzyć.
Co mnie zadziwia to nadzieja, mówi Bóg.
I nie mogę wyjść z podziwu.
Ta drobna nadzieja taka niepozorna.
Ta wątła dziewczynka nadzieja.
Nieśmiertelna. (Charles Peguy)
 
autor: s. Urszula Kłusek SAC