Dlaczego mnie nikt nie uprzedził?
Obserwuj dorosłych. Znajdź takich, których podziwiasz i takich którzy cię niepokoją, może nawet brzydzą. Myślisz, że kiedy byli w twoim wieku, zaplanowali sobie że tak właśnie będą żyli? Rozdzielili między sobą w klasie – „ja będę wspaniały, a ja podły; ja będę kochał swoje dzieci, a ja się będę nad nimi znęcał; ty zrobisz karierę, a ty stoczysz się na dno”? Pewnie, że nie planowali. Statystyka ich rozdzieliła, tak jak rozdzieli twoich rówieśników. Domyślisz się, kto z nich powędruje w górę, kto zostanie szarakiem, kto się stoczy? I gdzie przydzieli ciebie?
Zapomnij o wszystkich pewnikach. Wielu dorosłych alkoholików jako dzieci ze wstrętem patrzyło na pijanych i przyrzekało sobie nigdy tak nisko nie upaść. Wielu dorosłych, którzy dzisiaj nie przyjdą wcale na mszę i nie przychodzą na nią od lat, w dzieciństwie głęboko wierzyło. Należeli do ministrantów, scholi, Oazy, KSM… a dziś są strasznie daleko od wiary. Jak sobie wbijesz do głowy, że ciebie to nie dotyczy, to jesteś w połowie drogi do klęski. Dlaczego? Bo kiedy przyjdzie kryzys, nie będziesz na niego gotowy. Nie obronisz się.
Obserwuj dorosłych. Znajdź takich, których podziwiasz i takich którzy cię niepokoją, może nawet brzydzą. Myślisz, że kiedy byli w twoim wieku, zaplanowali sobie że tak właśnie będą żyli? Rozdzielili między sobą w klasie – „ja będę wspaniały, a ja podły; ja będę kochał swoje dzieci, a ja się będę nad nimi znęcał; ty zrobisz karierę, a ty stoczysz się na dno”? Pewnie, że nie planowali. Statystyka ich rozdzieliła, tak jak rozdzieli twoich rówieśników. Domyślisz się, kto z nich powędruje w górę, kto zostanie szarakiem, kto się stoczy? I gdzie przydzieli ciebie?
Zapomnij o wszystkich pewnikach. Wielu dorosłych alkoholików jako dzieci ze wstrętem patrzyło na pijanych i przyrzekało sobie nigdy tak nisko nie upaść. Wielu dorosłych, którzy dzisiaj nie przyjdą wcale na mszę i nie przychodzą na nią od lat, w dzieciństwie głęboko wierzyło. Należeli do ministrantów, scholi, Oazy, KSM… a dziś są strasznie daleko od wiary. Jak sobie wbijesz do głowy, że ciebie to nie dotyczy, to jesteś w połowie drogi do klęski. Dlaczego? Bo kiedy przyjdzie kryzys, nie będziesz na niego gotowy. Nie obronisz się.
Statystycznie jako dorosły będziesz wiódł przeciętne, śmiertelnie nudne życie. Z pracą, której nie będziesz znosił i rodziną, która będzie Cię drażnić. Czy się wybijesz? Na szczyty nie przydziela statystyka, ani inny dobry wujek. Tylko siła woli, ambicja, pracowitość, zęby i łokcie… Będziesz szedł jak walec naprzód, nie do zatrzymania? Brawo. Ach, nie potrafisz, szybko się zniechęcasz, rozczulasz nad sobą… Jednak zostaniesz w szaraczkowie.
Będziesz żył w małżeństwie, może w konkubinacie – szanse na to drugie statystycznie rosną. Twój związek będzie przeżywał statystyczne kryzysy, a ty będziesz jak każdy inny jęczał, że ciężko, że nie wiedziałeś, że aż tak. Jakie są teraz prawdopodobieństwa rozwodu? Jedna para na cztery, na trzy? Masz więc spore szanse, że twoje statystyczne jedno czy dwoje dzieci będzie obserwować waszą szarpaninę rozwodową, a potem będą się błąkać między wami. Rozwalając sobie dzieciństwo. Jak to wpłynie na ich dorosłe życie?
Oczywiście, może być gorzej. Na przykład, dorośli mają zwyczaj tak mocno naciskać na upijanie się alkoholem, aż jakaś część ich znajomych, która nie chce lub nie potrafi się sprzeciwić, uzależni się. A potem piekło dla rodziny, utrata pracy, degeneracja… Rosną też twoje szanse na stanie się narkomanem. Możesz też po prostu zostać po skończeniu szkół z otwartą buzią i bez pomysłu co dalej z sobą robić. Życie może cię przeżuć i wypluć na wiele różnych sposobów. I statystycznie będziesz dość pustym dorosłym, skupionym na prostych, prostackich wręcz sprawach. Bo kiedy zaczniesz myśleć o sensie życia zobaczysz, że twoje nie ma go za wiele. Nie dramatyzuję dla efektowniejszego kazania. Niemal na sto procent to wszystko się zdarzy w tej grupie. Pytanie tylko czy to będą twoi znajomi, czy ty sam?
Dziś czytania mszalne mówią o powołaniu. Bóg ciebie wzywa, żebyś był dobrym człowiekiem, wartościowym. Żebyś jako dorosły czy starszy człowiek nie brzydził się swojego życia. Tylko był z niego dumny. I kilka osób stąd będzie dumnych. Ale nikt ci nie da gwarancji że to będziesz ty. Wspominałem ci, że dorośli często jęczą – dlaczego nikt mnie nie uprzedził, dlaczego mi nikt nie doradził. Dlaczego mnie nikt nie powstrzymał – byłem głupi, dziś już bym tego nie zrobił… Ciebie ja uprzedzę – będzie cię strasznie ciągnęło, żeby sobie spaprać życie. Wszystkie twoje myśli że coś tam ciebie nie dotyczy – że na przykład nie wpadniesz w nałogi, nie będziesz cudzołożył, nie porzucisz wiary – to takie strasznie teoretyczne rozważania. Skąd możesz to wiedzieć, przecież na razie wcale tego nie chcesz? Powoli tylko zaczynasz się rozkręcać, stawiać żądania, coraz bardziej dbać o swoje przyjemności. I dorośli cię powstrzymują; uprzedzają, żeby nie wpaść w rozrywkowe życie, nie stracić kontroli nad swoimi pragnieniami. A ty odbierasz to jako atak na ciebie. Jako brak zaufania. Jako odbieranie ci wolności. I nagle najpobożniejsze dzieciaki rozwalają sobie życie i wiarę na cudzołóstwie. Dopóki nie spotkali właściwej osoby, nie wiedzieli, że aż tak ich będzie ciągnęło. Dopóki się nie rozstali z kilkoma takimi „właściwymi osobami” nie myśleli, że kiedyś staną się ludźmi rozwiązłymi, zmieniającymi kolejno partnerów. Przyjdzie czas że urwiesz się spod kontroli rodziców i może się okazać, że sam nie zapanujesz nad swoim życiem – nie będziesz potrafił się zatrzymać w zabawie, zmusić do pracy. Przyjdzie czas na małżeństwo i być może nie będziesz potrafił się dogadać wystarczająco, by się nie rozpadło. To nawet nie jest kwestia pilnowania się, bo jedyny w życiu błąd może ci odebrać wszystko. Jak jedna jedyna zdrada małżeńska. Jak jedno jedyne prowadzenie auta po alkoholu. Takich błędów nie można popełnić nawet jeden raz.
Dziś ja ciebie uprzedzam, że w życiu wszystko jest ze sobą powiązane – zabawa, praca, wiara, życie prywatne i zawodowe – i jak chcesz to ogarnąć, uniknąć pułapek, to nie wystarczą jakieś mętne plany czy zasługi z dzieciństwa. Cokolwiek zrobisz, pociągnie sznureczkami sto innych spraw. Nie tylko w twoim życiu. Nadasz sens życiu wybierając, czy ty pójdziesz za Bogiem. Jak Abraham, jak apostołowie. I to trudne, bo wiele trzeba poświęcić. Np. ucinając kontakty z rozwodnikiem, by uniknąć konkubinatu. Np. odrzucając te części twego życia, które są grzeszne, choćbyś bardzo przez to cierpiał. Wiara to ciągłe decyzje – co wybrać, co odrzucić – Bóg czy człowiek, grzech czy łaska Boża. Tu nie ma kompromisów, tak jak nie można być trochę uczciwym, trochę prawdomównym, trochę trzeźwym. Albo idziesz za Bogiem i jesteś posłuszny – całkowicie i we wszystkim – albo ściągają cię grzechy obietnicami przyjemności. I niszczą wszystko czego się dotkniesz.
A najważniejsza będzie ta decyzja, z którą będziesz miał największy problem.
Moje przestrogi mają ograniczony sens i zasięg – naprawdę parę osób tutaj skopie sobie życiorysy. Taka statystyka. Ale czy to będziesz właśnie ty – to już nie statystyka, to życie i śmierć, szczęście i rozpacz. Zbawienie i potępienie.
autor: ks. Piotr Wojnar
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






