W numerze
 
marzec/kwiecień 2009 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 2 Niedziela Wielkiego Postu »

Matematyka i religia w pigułce

Drukuj
Na lekcji matematyki nauczyciel zapowiedział gimnazjalistom, że za dwa tygodnie będą pisać klasówkę. Tylko paru uczniów zapisało sobie do zeszytu tę wiadomość. Inni nawet nie zwrócili na to uwagi. Na przerwie kilkoro z nich podeszło do nauczyciela i zapytało, czego mniej więcej można się spodziewać na klasówce. – Tego, co przerabialiśmy w ostatnim miesiącu – usłyszeli.
I dni popłynęły jak zwykle… jeden z drugim. W międzyczasie miały miejsce szkolne rekolekcje wielkopostne. Niestety, przykro o tym mówić, ale na pierwsze spotkanie z księdzem rekolekcjonistą przyszła zaledwie garstka gimnazjalistów. No trudno! Przecież wszyscy wiemy, że na siłę nikogo nie można przyprowadzać do kościoła na modlitwę. Niektórzy z nieobecnych wyjechali gdzieś daleko. Ponoć w góry… A inni? Nie wiadomo co się z nimi stało. Skończyły się rekolekcje i znów trzeba było pójść do szkoły.
Cel homilii: Chrystus pragnął ukazać Apostołom swą boską chwałę oraz chciał ich umocnić na czas swej męki. Dlatego wyprowadza ich na górę i tam się przemienia. Ukazujemy dzieciom potrzebę pokonywania trudów, aby osiągnąć w życiu coś więcej, niż same tylko dobre stopnie w szkole.
Uwaga: Homilia ma formę opowiadania.
 
Na lekcji matematyki nauczyciel zapowiedział gimnazjalistom, że za dwa tygodnie będą pisać klasówkę. Tylko paru uczniów zapisało sobie do zeszytu tę wiadomość. Inni nawet nie zwrócili na to uwagi. Na przerwie kilkoro z nich podeszło do nauczyciela i zapytało, czego mniej więcej można się spodziewać na klasówce. – Tego, co przerabialiśmy w ostatnim miesiącu – usłyszeli.
I dni popłynęły jak zwykle… jeden z drugim. W międzyczasie miały miejsce szkolne rekolekcje wielkopostne. Niestety, przykro o tym mówić, ale na pierwsze spotkanie z księdzem rekolekcjonistą przyszła zaledwie garstka gimnazjalistów. No trudno! Przecież wszyscy wiemy, że na siłę nikogo nie można przyprowadzać do kościoła na modlitwę. Niektórzy z nieobecnych wyjechali gdzieś daleko. Ponoć w góry… A inni? Nie wiadomo co się z nimi stało. Skończyły się rekolekcje i znów trzeba było pójść do szkoły.
Nadszedł ów dzień zapowiedzianej klasówki z matematyki. Już z samego rana niektórych gimnazjalistów z nerwów bolały żołądki. A dwie dziewczyny w ogóle nie przyszły na lekcje. Mama jednej z nich zadzwoniła do pani wychowawczyni i usprawiedliwiała córkę. Powiedziała, że córeczka ma załamanie nerwowe z powodu krótkiego terminu przygotowania się do sprawdzianu z wiadomości z matematyki. Klasówka odbyła się. Już na samym początku kilku uczniów oddało czyste kartki. Nic nie napisali! Wyobraźcie sobie, że najlepiej napisali klasówkę ci uczniowie, którzy byli na rekolekcjach! Jak myślicie, dlaczego? (Dzieci będą podpowiadać, że tamci za karę nie zdali, że Pan Bóg im pomógł, że na rekolekcje poszli zdolni i mądrzejsi uczniowie). Nie wiem, czy na rekolekcjach byli zdolniejsi czy też nie. Ale co innego się wydarzyło, co miało wpływ na wyniki z klasówki. Otóż na samym początku rekolekcji prowadzący spotkanie z samymi gimnazjalistami misjonarz mówił o potrzebie systematycznej pracy nad swym sercem, umysłem, duszą, wolną wolą. Wspomniał o silnej wierze Abrahama, o jego zawierzeniu Panu Bogu i o jego trudnej drodze wiary. Spotkanie było bardzo ciekawe, bo okazało się, że ów ksiądz przed wstąpieniem do seminarium studiował matematykę! Chciał zostać naukowcem, ale Pan Jezus szepnął mu do serca: „Pójdź za Mną”! Przerwał więc studia matematyki i wstąpił do seminarium.
Gdy mała grupa gimnazjalistów dowiedziała się, że ksiądz umie doskonale matematykę, powiedzieli mu o czekającej ich klasówce. Wtedy misjonarz zaproponował im dodatkowe spotkanie po południu, na którym będą rozwiązywali rozmaite trudne zadania z tej dziedziny, z której miała być klasówka. Tak też się stało. Po południu przyszła owa garstka uczniów. To było niesamowicie ciekawe spotkanie! Ksiądz naprawdę umiał matematykę. Przez cały czas gimnazjalistom wydawało się, że weszli w ciekawy świat równań, niewiadomych, iksów i igreków. Na koniec, gdy już się rozchodzili, jedna z dziewcząt powiedziała, że teraz już lepiej rozumie te zagadnienia i nie boi się klasówki. A druga dodała:
– Szkoda, że ksiądz nie jest naszym nauczycielem matematyki i religii zarazem. – To by były dwa najciekawsze przedmioty! – dodała.
Ksiądz się uśmiechnął i powiedział:
– Każdy z nas powinien razem z Jezusem wchodzić na górę swego przemienienia. Już o tym wspominałem na dzisiejszej nauce. Teraz, gdy macie po trzynaście lub czternaście lat, trudnością są dla was zadania z matematyki, fizyki lub chemii. Ktoś inny ma kłopoty z językiem angielskim lub polskim. Ilekroć pokonasz samego siebie poprzez to, że będziesz systematycznie kształtować swój umysł i serce, to tym samym pokonasz siebie samego. Nawet nie wiecie, jak wiele zdolności Stwórca dał człowiekowi. Tak samo stało się z tymi Apostołami, którzy wspięli się ze swym Mistrzem na Górę Tabor i byli świadkami Jego boskości. Już byli odważniejsi i wiedzieli, co ich czeka. Ja sobie zdaję sprawę, że to nie jest łatwe. Tak samo wie o tym nauczyciel matematyki, języka polskiego, angielskiego… Oni mają całą klasę, dlatego tak trudno jest dotrzeć do każdego ucznia z osobna. Kto pracuje nad swym wnętrzem pokona więcej niż mu się wydaje. Ale na dzisiaj to już koniec, bo wy macie rekolekcje a nie lekcje matematyki, logiki i filozofii. A teraz już sio do domu! A może spotkamy się raz jeszcze jutro? Będziemy mieli lekcje matematyki, logiki i religii w pigułce!
Uczniowie tylko na to czekali. Po tym spotkaniu było jeszcze jedno nabożeństwo wieczorem. Przyszli wszyscy ci gimnazjaliści, którzy mieli ową krótką lekcję z matematyki, logiki i filozofii z księdzem. Po nabożeństwie nie dali spokoju misjonarzowi. Usiedli z nim przy herbacie i opowiadali o szkole. Na drugi dzień znów mieli swoje spotkanie. Na trzeci dzień zakończyły się rekolekcje. Grupa gimnazjalistów ze smutkiem żegnała misjonarza. To były dla nich bardzo ciekawe i wspaniałe dni. Nawet pani katechetka była zdziwiona, że ta grupa była wciąż razem i to na wszystkich naukach. Rozmawiała na ten temat z misjonarzem. Ów ponoć miał jej powiedzieć takie słowa:
– To wspaniali uczniowie! Oni już weszli na swoją Górę Tabor. Teraz pani musi umiejętnie z nimi zejść i kontynuować przemianę, którą Chrystus w nich dokonał. Proszę im powiedzieć, żeby się niczego w życiu nie lękali. Niech idą przed siebie i czynią to, co mają czynić. Przecież sam Chrystus jest z nimi.
 
autor: ks. Andrzej Ziółkowski CM