W numerze
 
styczeń/luty 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela okresu zwykłego »

Radość wspólnotowego spotkania ze słowem Pana

Drukuj
„Nie smućcie się, wszak radość z Pana jest waszą ostoją” (Ne 8, 10c). Dzisiejsze teksty koncentrują naszą uwagę na słowie i na głoszeniu go. W Starym Testamencie spotykamy opisy ludzi zasłuchanych w słowie, którzy reagują bardzo spontanicznie na czytane teksty Prawa. Kiedy oczyma wyobraźni widzę tę scenę, mam skojarzenia z poznańskimi (i nie tylko) „maratonami” biblijnymi, podczas których nieprzerwanie odczytywane jest przesłanie zawarte na kartach Starego i Nowego Przymierza.

„Nie smućcie się, wszak radość z Pana jest waszą ostoją” (Ne 8, 10c). Dzisiejsze teksty koncentrują naszą uwagę na słowie i na głoszeniu go. W Starym Testamencie spotykamy opisy ludzi zasłuchanych w słowie, którzy reagują bardzo spontanicznie na czytane teksty Prawa. Kiedy oczyma wyobraźni widzę tę scenę, mam skojarzenia z poznańskimi (i nie tylko) „maratonami” biblijnymi, podczas których nieprzerwanie odczytywane jest przesłanie zawarte na kartach Starego i Nowego Przymierza. To porównanie nie jest do końca trafne, bowiem tam, w Jerozolimie, słuchaczy było zdecydowanie więcej niż w Poznaniu, a też i reakcje słuchających – w relacji autora perykopy starotestamentowej – były zdecydowanie „żywsze” niż reakcje nam współczesnych. Ktoś może powiedzieć: tamta reakcja była usprawiedliwiona czasem, okolicznościami i nieznajomością słowa. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Przecież dla słuchających wtedy i dziś, czas był i jest ten sam – teraźniejszy. Ówcześnie, tak jak i dziś, ludzie spotykali się, aby słuchać słowa.
W ewangelii dzisiejszej spotykamy Chrystusa Pana, który powraca w rodzinne strony, a za Nim idzie wieść o tym, czego dokonał wcześniej. Do nas kieruje Pan życia zapewnienie, że słowo Jego Ojca wypełnia się, tu i teraz, wśród słuchaczy. Mówi do nas Pan Jezus: „Dzisiaj wypełniło się proroctwo Pisma, które usłyszeliście” (Łk 4, 21 b; tłumaczenie ekumeniczne).
Słowo Boże, o którym mówi Chrystus Pan kierowane jest do wszystkich. Chrystus jest bowiem polifoniczny (jak napisał ks. prof. Cz. Hryniewicz), jest ponadkonfesyjny. Doświadczamy tego w sposób szczególny w tych dniach, kiedy modlimy się w wielu świątyniach z okazji Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Ta wzajemna modlitwa uczy nas szacunku, ubogaca nas, pozwala zrozumieć, że „inny nie znaczy gorszy”, jak powiedział papież Jan Paweł II w czasie historycznego nabożeństwa w ewangelicko-augsburskim kościele Świętej Trójcy w Warszawie w czerwcu 1991 roku. Ten czas daje ludziom wiary radość ze wspólnotowego czytania słowa. O tym wspólnotowym czytaniu słyszeliśmy dziś w lekcji ze Starego Testamentu i ewangelii.
Z kolei Apostoł Narodów – św. Paweł, w dzisiejszym tekście, zresztą bardzo ekumenicznym, zwraca nasza uwagę na współodpowiedzialność tych, którzy uznali Jezusa Chrystusa swym Panem i Zbawicielem, za innych wierzących. Często jednak nie umiemy, nie chcemy zrozumieć tych, którzy mają jakieś problemy, nieco inaczej wierzą w tego samego przecież w Trójcy Jedynego Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego. Doświadczenia i cierpienia dotykają przecież chrześcijan mieszkających niedaleko naszego kraju. To wspaniałe, że na przykład w Poznaniu działa Poznańska Grupa Ekumeniczna, że organizowane są wspólne modlitwy, nabożeństwa, spotkania. Ale nie można zapomnieć, że są też nasi bracia i nasze siostry w wierze, którzy za to, że wyznają Chrystusa Jezusa Panem i Bogiem, cierpią prześladowania, a nawet składają najbardziej dramatyczne wyznanie swej wiary, ginąc często w strasznych cierpieniach. W Indiach, Sudanie, Chinach i w wielu innych częściach świata to nie chrześcijanie wysadzają się w powietrze, lecz cierpią prześladowania i nie wyrzekają się wiary.
A czy my potrafimy modlić się jeden za drugiego? Pozwolę sobie na złożenie pewnego świadectwa.
Kilka lat temu zachorowała jedna z moich córek (duchowni ewangeliccy, zgodnie z zasadami panującymi w Kościołach poreformacyjnych, mogą zakładać rodziny). Miała wtedy 10 lat. Diagnoza była przygnębiająca – jałowa martwica kości. „Nie ma lekarstwa. Trzeba mieć nadzieję, że choroba nie doprowadzi do trwałego kalectwa. Być może po kilku latach objawy częściowo ustąpią” – tak mniej więcej brzmiały słowa lekarza. „Wszechmogący Boże, dlaczego tak dotknąłeś moje dziecko? Mogłeś to zrobić ze mną, a nie z nią” – taka była moja reakcja: z jednej strony modlitwa, z drugiej – bunt. Jednak modlitwa pozwoliła mnie i mojej żonie wyciszyć się. Wszechmogący Bóg postawił też na naszej drodze wielu wspaniałych ludzi z różnych społeczności chrześcijańskich: katolików – świeckich i duchownych – zakonników i siostry zakonne (siostry urszulanki w Pniewach), ewangelików, zielonoświątkowców. Znanych i nie znanych. Stworzyli łańcuch modlitwy. Parafrazując dzisiejszy tekst Pawłowy: cierpiała jedna z części ciała i całe ciało walczyło o jej zdrowie. Po jedenastu miesiącach lekarz prowadzący powiedział do mojego dziecka: „Zuzanna, ty nie musisz już do mnie przychodzić. Jesteś zdrowa!”.
Wszyscy jesteśmy Ciałem Chrystusa (patrz 1 Kor 12, 27) i dlatego miejmy radość, spotykając się z Panem w Jego słowie, bo „błogosławiony lud, który umie się radować i chodzić w światłości oblicza Twego, Panie”(Ps 89, 18), starając się usilnie o większe dary łaski, a On, Pan panów i Król królów – Jezus Chrystus wskaże nam drogę jeszcze doskonalszą (wg 1 Kor 12, 31). Tak więc nie smućmy się, bo radość z Pana jest naszą ostoją (Ne 8, 10 c).

autor: ks. Sup. Jan J. Ostryk