W numerze
 
marzec/kwiecień 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkanocna »

Donośny głos

Drukuj
Tak naprawdę to nikogo, kto uwielbia „mocne uderzenie” w muzyce nie dziwi, że są fani tak zwanego „ostrego grania”. Istotą prawie każdego utworu rockowego (z wszelkimi odmianami rocka) jest po prostu tak silne nagłośnienie, że aż uszy puchną. Aby grać lub odgrywać tego typu utwory trzeba mieć nie byle jaki sprzęt, a szczególnie potężne kolumny głośnikowe. Szczególnie jest to widoczne, a raczej słyszalne na koncertach dla wielotysięcznej widowni.
Tak naprawdę to nikogo, kto uwielbia „mocne uderzenie” w muzyce nie dziwi, że są fani tak zwanego „ostrego grania”. Istotą prawie każdego utworu rockowego (z wszelkimi odmianami rocka) jest po prostu tak silne nagłośnienie, że aż uszy puchną. Aby grać lub odgrywać tego typu utwory trzeba mieć nie byle jaki sprzęt, a szczególnie potężne kolumny głośnikowe. Szczególnie jest to widoczne, a raczej słyszalne na koncertach dla wielotysięcznej widowni. W jednej z piosenek muzyki pop są takie słowa: „Na koncertach krzyczysz: Więcej czadu!”. No bo faktycznie! Jak muzycy „dadzą czadu” (państwo Czad zapewne się nie obrazi), to publika po prostu szaleje. Ciekawe to jest, bo są takie momenty, kiedy to lubimy posłuchać dobrej muzyki głośno – nawet bardzo głośno. A przecież nie tylko rock’and’roll ma takie głośne utwory. Jeśli ktoś się choć trochę zna na muzyce organowej, to wie, że są takie utwory, które przy wspaniałym wykonawstwie i porządnych organach podnoszą duchową adrenalinę.
 
Odwaga
To co się stało z Piotrem i pozostałymi apostołami w dniu Pięćdziesiątnicy można nazwać jednym krótkim słowem: odwaga. Oni naprawdę odważnie wystąpili przed całym ludem. My wiemy, że otrzymali tę moc od Ducha Świętego, ale i tak podziwiamy ich za to, że już nie czuli strachu. Donośny głos Piotra wcale nie oznacza, że krzyczał. To, co mówił do zgromadzonych tam ludzi było tak nośne, iż musiało zmienić ich umysły i serca. I tak się faktycznie stało. Podobnie było z uczniami idącymi do Emaus. Nie bali się wrócić, aby rozpowiadać wszystkim wokół fakt spotkania zmartwychwstałego Pana. Oni swoją postawą rzeczywiście zaświadczyli o niezwykłym spotkaniu. Po ich natychmiastowym odejściu w Emaus było zapewne głośno.
 
To nie sprawa decybeli
Odwaga mówienia głośno nie oznacza, że trzeba podnosić ton o ileś decybeli wyżej. Istotą owego donośnego mówienia jest to, co ma się do powiedzenia. Zazwyczaj ci, którzy krzyczą – to krzykacze! Ci zaś, którzy mają coś konkretnego do powiedzenia – ci mówią normalnym głosem, umiarkowanym tonem.
Na jednym z koncertów chrześcijańskiego rocka grano ostro, ale to naprawdę bardzo ostro. Kościół był wypełniony po brzegi młodymi ludźmi. Ponieważ koncert miał miejsce zaraz po mszy świętej, dlatego kilku starszych wiernych zostało na chwilę, aby posłuchać. Jednakże już po kilku pierwszych taktach wyszli ze świątyni. Wrażliwi na wszystko, co się dzieje w kościele, poszli na skargę do księdza proboszcza. Nie mieściło im się w głowie, że w kościele może być taki hałas, taki huk, takie tarabanienie w bębny, w kotły i tak mocne granie na gitarze. Ksiądz był w rozterce. Koncert był dla młodych ludzi. Grupa muzyków została zamówiona na dni ewangelizacji. Wybrnął z opresji. Powiedział, że ci muzycy nawrócili się, gdyż jeszcze nie tak dawno nie chodzili do kościoła, nie spowiadali się, a po nawróceniu głoszą wszystkim młodym prawdę o Jezusie. Wtedy jedna z kobiet zapytała, czy muszą to czynić tak głośno, że aż uszy bolą. W odpowiedzi usłyszała, że oni od początku tak grali, więc trudno się im jest przestawić na inny rodzaj muzyki. A poza tym są bardzo odważni, bo gdy wyznali publicznie swoją wiarę, to wielu ich fanów odwróciło się od nich i już ich nie słuchają, nie kupują ich płyt, nie chodzą na ich koncerty. A na jednym z koncertów, gdy powiedzieli, że ich Panem jest Jezus Chrystus, to wygwizdano ich i obrzucono jakimiś owocami. Tak więc to nie sprawa decybeli, choć one faktycznie psują nasze uszy, lecz sprawa głębi wiary i sposobu dotarcia do serc ludzi młodych. No i trzeba się cieszyć, że do nas przyjechali.
Podziwiamy tych, którzy głośno potrafią mówić i śpiewać o swojej miłości do Chrystusa.
W głębi duszy pragniemy tak jak oni przyznawać się do Niego. Nierzadko czegoś nam brakuje. Czego? Odwagi! Zwyczajnej odwagi, którą obdarza nas Zmartwychwstały Pan.
Jeśli wierzysz, że On naprawdę zmartwychwstał, to nie będziesz się wstydził swojej wiary i na pewno nie zabraknie ci odwagi do wyznawania jej.
 
autor: s. Arletta Ziółkowska