W numerze
 
marzec/kwiecień 2008 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkanocna »

Rozmawiali oni ze sobą...

Drukuj
Spoglądając na dziecko, które wypowiada pierwsze niewyraźne sylaby i usiłuje je powtarzać łącząc w niezamierzoną całość, zadałem sobie pytanie: Po co człowiek mówi? Odpowiedź wydaje się prosta. Mówimy po to, by móc się porozumiewać, wymieniać podglądy, wyrażać swoje przeżycia i stany emocjonalne, nazywać otaczającą nas rzeczywistość.
Spoglądając na dziecko, które wypowiada pierwsze niewyraźne sylaby i usiłuje je powtarzać łącząc w niezamierzoną całość, zadałem sobie pytanie: Po co człowiek mówi? Odpowiedź wydaje się prosta. Mówimy po to, by móc się porozumiewać, wymieniać podglądy, wyrażać swoje przeżycia i stany emocjonalne, nazywać otaczającą nas rzeczywistość. Artykułowane dźwięki układają się w wyrazy, a te połączone w logiczny szereg, dają zdania, których używamy by rozmawiać. Dar mowy, udzielony od Stwórcy jest sposobem poznawania siebie i innych. Jest również metodą na odkrywanie, nazywanie i uczenie się otaczającego nas świata. Każdy, kto potrafi mówić, wie jak ważną rolę w procesie uczenia odgrywa nauczyciel. Dziecko uczy się mowy od swoich najbliższych lub tych, którzy najczęściej z nim przebywają (stąd biorą się w słowniku dziecka zaskakujące, wulgarne słowa zasłyszane u rówieśników i natychmiast zasymilowane). Młodzież zdobywa nowy zasób słownictwa sięgając po książki (dziś bardzo zapomniany sposób). Dorośli poszerzają swoje słownictwo poświęcając się lekturze fachowej literatury, bądź prowadząc rozmowy (na odpowiednim poziomie). Wszystko to ma pomóc człowiekowi umiejscowić siebie w społeczności i świecie. Ma mu pozwolić odkryć, zrozumieć i zrealizować swoją życiową drogę i powołanie.
Właśnie po to, by objawić ludziom odwieczny zamysł Boga, Syn – Słowo Ojca – stał się człowiekiem. Wcielenie Jezusa, który jest objawieniem prawdy o Bogu, pokazuje jak podstawową rzeczywistością w nazywaniu także Tego, co Nienazwane, jest słowo. Cała działalność nauczycielska Jezusa opierająca się na słowie i poparta czynami jest ukazywaniem woli Ojca. Właśnie dlatego spotykając uczniów idących do Emaus, Jezus jeszcze raz (mimo że wcześniej robił to wiele razy) wyjaśnia „im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego”. Spotkanie ze słowem wyjaśnienia, zachęty, czy konstruktywnej krytyki budzi w myślącym człowieku nowy zapał i gorliwość. Dlatego ci, których „serce pałało, gdy do nich mówił” natychmiast podejmują drogę powrotną i chcą dzielić się radością i nadzieją. Do tej nadziei nawołuje święty Piotr w pierwszym swoim liście, odczytując jej źródło objawione i będące w Jezusie Chrystusie. Ten sam Piotr napełniony Duchem Świętym w dniu Pięćdziesiątnicy do zebranych mówi „donośnym głosem: Mężowie Judejczycy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy, przyjmijcie do wiadomości i posłuchajcie uważnie mych słów…” opowiadając dalej o Jezusie z Nazaretu.
Słowo, które stało się zbawieniem ludzkości może jednak zostać potraktowanie jako niepotrzebne i niewspółczesne. Wielu ludzi odrzuca Jezusa i Jego naukę, szukając sobie mniej wymagających nauczycieli i drogi, która będzie łatwiejsza. Czasem kończy się to tylko zachwianiem życiowego porządku, ale bywa też tak, że staje się to długotrwałą tragedią. Jeżeli się nie słucha i nie stara się zrozumieć Tego, który jest Słowem Ojca, to trudno samemu mówić słowa znaczące i wartościowe, które byłyby odczytywaniem woli Bożej.
Przychodząc na Eucharystię – Ucztę Bożego Słowa – otwierajmy swoje serce i koncentrujmy się na tym co chce nam objawić Bóg.
 
autor: ks. Robert Klemens COr