Spotkać Jezusa, gdy nic się nie złowi…
Długa i wielowątkowa jest dzisiejsza ewangelia. Wiele jest pokazane i wypowiedziane w kilkunastu zdaniach. Im więcej dzieje się w jakiejś opowieści, tym uważniej musimy się jej przyjrzeć, zwłaszcza jeśli ta opowieść jest ewangelią. Nie jest bowiem tak, że to co w niej opisane zdarzyło się tysiące lat temu i już nie istnieje. Ewangelia ma to do siebie, że dzieje się nieustannie – teraz, w twoim i moim życiu, w twojej i mojej codzienności. Jezus Zmartwychwstały ciągle żyje i dlatego jest zawsze z nami, w naszym życiu, losie i doświadczeniu. Ktoś powie, że Go nie widzi, nie czuje, nie doświadcza. To może być prawda. Jezusa można całkowicie przeoczyć i całkowicie zignorować Jego obecność. Jednak nie można tej obecności wyrzucić ze swojego istnienia. Ona bowiem zależna jest od Boga i Jego miłości, a nie od świadomości człowieka.
Tak samo było wtedy, gdy Apostołowie Jezusa przeżyli koszmar Jego męki, a potem pełni zdumienia spotkali Zmartwychwstałego Pana. Znali Jezusa. Chodzili z nim dzień w dzień wszędzie przez prawie trzy lata. Słuchali Jego nauk, widzieli cuda, które zdziałał. Przywykli do wędrownego stylu życia i do myśli, że ich nauczyciel, choć często niemożliwy do pojęcia, zaprowadzi ich do czegoś wielkiego. Niektórzy nawet rezerwowali sobie przy Nim miejsce, gdy już zasiądzie On jako Pan na swoim tronie. A potem był lęk w Ogrójcu i Wielki Piątek Męki i Konania. Potem godziny śmiertelnego strachu o to, co teraz będzie z nimi – Jego uczniami. I tyle nie wypowiedzianych głośno myśli, uczuć i doznań. Może czuli się zawiedzeni, oszukani? Może myśleli, że skoro zabito Pana, to minione lata są porażką i stratą czasu? Może czuli się rozbici i nawet wtedy, gdy Pan już się im ukazał, tak trudno było wierzyć i znaleźć swoje miejsce w tym ciągu niespodziewanych i nieprzewidzianych zdarzeń. Nie bardzo wiedzieli, co mają robić, więc aby zabić czas i gnębiące ich myśli, poszli łowić ryby. Nieświadomie (a może świadomie) wracali do tego, kim byli, zanim spotkali Jezusa.
Ewangelia ciągle się dzieje. Naprawdę! W twoim życiu także! Nawet jeśli tego nie dostrzegasz. Każdy z nas obecny na tej mszy św. ma jakąś swoją historię życia i doświadczenia Boga. Los każdego jest inny, ale coś mamy wspólnego. Zagubienie i poczucie, że z Bogiem jest coś nie tak wówczas, gdy nasze życie nie toczy się po naszej myśli. Gdy przychodzi cierpienie, nieszczęście, smutek, doświadczenie wewnętrznego rozbicia, tak łatwo nam wtedy myśleć, że Bóg nas opuścił, albo że Go nie ma, a cała nasza dotychczasowa wiara była zwodniczym przekonaniem, które zostało nam zaszczepione w dzieciństwie, ale nie jest prawdziwe. Czujemy się wtedy jak uczniowie Jezusa, którzy pracowali całą noc i nic nie złowili. Nic! Puste ręce i łodzie! Pustka i zmęczenie. Wtedy przychodzi Jezus. Staje na brzegu i proponuje, aby jeszcze raz zarzucili sieci. Uczynili to i wyłowili całe mnóstwo ryb. Zdaje się nam, że to proste. Nie! Prośba Jezusa, nie była ani prosta, ani oczywista. Oni byli rybakami. Wiedzieli, kiedy ryba „bierze”, a kiedy zarzucanie sieci jest niedorzecznością. Posłuchali mimo wszystko, wbrew swojej wiedzy i doświadczeniu.
To właśnie jest wiara – uwierzyć słowom Jezusa wbrew swojej wiedzy i doświadczeniu. Gdy po ciężkim grzechu czuję, że Bóg nie może mi już przebaczyć, bo przecież upadłem tak strasznie, nie należy słuchać siebie i własnych lęków, ale posłuchać Jezusa, który, ilekroć do Niego przychodzę, mówi do mnie: „dziecko”! Kiedy przychodzi doświadczyć cierpienia swojego lub tych, których kocham, i wszyscy moi bliscy mówią: „Gdzie jest Bóg, skoro dopuszcza tak wielkie cierpienie?”, nie trzeba wierzyć tym słowom, ale Jezusowi, który mówi: „Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a ja was pokrzepię”. Gdy świat krzyczy, że nie ma Boga, że wiara jest ciemnotą, nie ma prawd odwiecznych i niezmiennych, trzeba z wiarą przyjąć słowa Jezusa: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”.
Wiara jest trudna. Łatwa wiara mogłaby dotyczyć takiego Boga, którego człowiek wymyśliłby sobie sam, na swój obraz i podobieństwo. Bóg prawdziwy przerasta nasz rozum, doświadczenie, wyobrażenia. Czyni rzeczy, których ludzkim rozumem nie jesteśmy w stanie pojąć, tak samo jak nie możemy sobie wyobrazić i pojąć, czym jest zmartwychwstanie Jezusa i nadzieja naszej nieśmiertelności. Apostołowie też mieli z tym problem. Wiedzieli jednak, jak ten problem rozwiązywać – słuchali Jezusa Zmartwychwstałego również wtedy, gdy On polecił im uczynić to, czego nie rozumieli.
Zmartwychwstały Jezus zostawił nam Kościół i sakramenty. Nie pojmujemy, jak wielkie to dary. Często obawiamy się z nich korzystać, ale jeśli chcemy iść za Jezusem, trzeba nam sieci naszego życia zarzucić właśnie w stronę Kościoła i sakramentów. Pan da nam obfity połów wiary i ufności, a ostatecznie zbawienia. Da nam tak wiele, że obfitości Jego darów nie będziemy w stanie unieść.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






