Spotkali Zmartwychwstałego
„Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla świata ducha tym, czym – według pewnej teorii – dla fizycznego świata był Wielki Wybuch, kiedy to atom materii zaczął się przekształcać w energię, dając początek rozprzestrzenianiu się Wszechświata, który po miliardach lat wciąż jeszcze trwa” – Raniero Cantalamessa.
Można całe życie studiować zmartwychwstanie Chrystusa i napisać wiele książek na ten temat, a jednak zmartwychwstania, tak naprawdę, nie poznać. Gdzie zatem zaczerpnąć ducha zmartwychwstania? Jak rozpoznać ścieżki Pana? Gdzie szukać Prawdy i Życia? W Kościele?!
Jan Chrzciciel widząc przychodzącego Jezusa, wskazuje na Niego i wyznaje: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1,36). Izajasz, prorok Starego Testamentu, przedstawia Mesjasza, jako Baranka prowadzonego na rzeź (Iz 53). Tekst apokaliptycznej wizji Janowej wskazuje przede wszystkim na owoce ofiary Baranka: „Baranek zabity jest godzien wziąć potęgę i bogactwo, i mądrość, i moc, i cześć, i chwałę, i błogosławieństwo” (Ap 5,9-13). Baranek choć zabity, żyje na wieki. Tak głosili zmartwychwstanie prorocy i pierwotny Kościół: „Baranek podlega zniszczeniu, ale niezniszczalny jest Pan, który został złożony w ofierze jako baranek, a zmartwychwstał jako Bóg” (z homilii paschalnej Melitona biskupa z Sardes, II w. po Chr.).
Na przesłuchaniu przed sądem, św. Piotr z innymi uczniami wygłasza mowę o Bogu: „został przybity do krzyża, aby dać Izraelowi nawrócenie i odpuszczenie grzechów”. Stwierdzenie, że kto umarł na krzyżu, daje nowe życie z ducha było w ówczesnym świecie nie tylko czymś niemoralnym, było wprost szaleństwem. Piotr w ten sposób jakby chciał powiedzieć, że trzeba umrzeć, aby żyć; być przegranym, aby zwyciężyć; być bezużytecznym, żeby stać się pożytecznym. Czyż to nie brzmi jak prowokacja szaleńca?
Dla apostoła Jezus jest jak „pierwszy wybuch”, jest energią, światłem, siłą, która może zmienić całe życie, wywrócić do góry nogami myślenie, przezwyciężyć grzech, uwolnić od rozpaczy, strachu i śmierci. Baranek zabity i zmartwychwstały staje się siłą wiary św. Piotra i uczniów. Siłą potężną, bo tylko taka może zaprowadzić do męczeństwa...
„Apostoł leżał na ziemi z twarzą w prochu. Zdawało się że omdlał lub umarł. Lecz on powstał wreszcie, drżącymi rękami podniósł kij pielgrzymi i nic nie mówiąc zawrócił ku siedmiu wzgórzom miasta. Pacholę zaś, widząc to, powtórzyło jak echo: – Quo vadis Domine? – Do Rzymu – odrzekł cicho Apostoł i wrócił”.
Nie jesteśmy zdani na siebie, bo z Miłości powstaliśmy i do Miłości chcemy powrócić, bo każdy dzień zaczyna się świtem, a kończy zmierzchem dlatego, że tak chce Bóg. Nieraz słyszymy głosy: „Życie zmarnowałem, bo…”. Ale tak naprawdę naszemu życiu nie zagraża niebezpieczeństwo dopóki mamy szansę „wrócić do Rzymu”, albo „wyruszyć do Damaszku”.
Niezmarnowane życie jest nim dlatego, że stara się wypełniać to, co zamierzył dla nas Bóg. Czy to nie paradoks, że święci, choć z ziemskiego punktu widzenia przegrani, szaleni byli ludźmi spełnionymi i szczęśliwymi? „Czasem chciał ode mnie cierpienia. Wykonałem to” – pisał ks. Jan Twardowski.
Piotr mógł więcej nie powrócić do Jezusa. Dał się podejść kłamstwu, które karmiło się strachem. Piotr, jak wielu przed nim i po nim, skłamał. A kłamstwo, jak to kłamstwo jest kłamstwem do końca. I jeśli pozoruje, że umożliwi wyjście z sytuacji, to też jest kłamstwo.
Piotr uciekł tamtej pamiętnej nocy i złamał słowo. On, który zapewniał Jezusa: „Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie” (Mt 26,35), niedługo potem usłyszał pianie koguta, a z nim wezwanie do przebudzenia w prawdzie o sobie samym.
Musimy stanąć w prawdzie – jaka by ona nie była – i przyznać się, że sami jesteśmy winni klęsk, które sprowadzamy na siebie, bo nie ujrzeliśmy dotąd, nie chcieliśmy ujrzeć prawdy o nas samych. Potrzebny jest człowiekowi taki wstrząs spotkania ze Zmartwychwstałym. Z całym bólem ponownych narodzin w prawdzie przynosi ono też pewność, że nie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie. Z nami jest On – Droga i Życie.
Ewangelia mówi, że Jezus pojawił się uczniom, którzy całą noc łowili ryby i rozpaczali, że ich praca jest beznadziejna. W tym trudnym momencie smutku, zwątpienia pojawił się Zmartwychwstały. Czekał na nich z ciepłem, ze światłem, z posiłkiem. Piotr wyczerpany, bezsenny, upokorzony niepowodzeniem fachowca rybaka, nagle rzucił się w otwarte ramiona Jezusa, aby usłyszeć: „Czy ty Mnie miłujesz?”.
Co oznacza to po trzykroć zadane pytanie, skierowane do Piotra, który stanie się wkrótce skałą? Oznacza, że powinniśmy stale budować nie na sobie, lecz na Bożej prawdzie, że musimy być wierni swojemu powołaniu. „Panie Ty wiesz, Ty wiesz, że cię kocham”. „Paś owce moje”. Powierzam ci owce moje wraz z odpowiedzialnością: „komu wiele darowano od tego wiele wymagać będą”. To właśnie znaczy „paś owce moje”, jeśli mnie miłujesz. Bóg hojnie sieje, ale na grunt przeorany prawdą.
Jak dziś spotkać zmartwychwstałego Pana? Jak wśród kłębowiska kłamstwa, szantażu, podpisywania i zrywania umów, wśród popiołów sumień – jak można w tym wszystkim spotkać Chrystusa i rozpoznać Go? Trzeba stanąć w prawdzie, usłyszeć pianie koguta, a potem po trzykroć zadane pytanie: „czy ty Mnie miłujesz?”.
Jeśli będziemy pamiętać, że zmarnowane życie zaczyna się od kłamstwa, jeśli powierzymy nasze najmniejsze, drobne sprawy Bogu, to tak jakbyśmy gromadzili kapitał na godzinę próby, na chwile, kiedy dane nam będzie stanąć u boku Prawdy.
A tym, którzy dla mniejszych, czy większych korzyści, tego nie uczynili, zacytujmy słowa wypisane na tarczy zegara w pewnym mieście, wypowiedziane tak niedawno przez kogoś, kogo uznaliśmy namiestnikiem Chrystusa, a dziś uznajemy za świętego: „Czas ucieka – wieczność czeka”.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






