marzec/kwiecień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkanocna »

Sugestie słuchacza

Drukuj
Dlaczego to opowiadanie o spotkaniu ze Zmartwychwstałym wydaje się takie dziwne – jakieś tajemnicze czy może baśniowe? Zresztą tak jest i w innych przypadkach, gdy Jezus ukazuje się po zmartwychwstaniu… Coś więcej niż zdumienie czy niezrozumienie, raczej jakiś niepokój czy nawet strach ogarnia odbiorcę Ewangelii, która do tej pory – mimo że pełna cudów – nie kojarzyła się z baśnią.

Dlaczego to opowiadanie o spotkaniu ze Zmartwychwstałym wydaje się takie dziwne – jakieś tajemnicze czy może baśniowe? Zresztą tak jest i w innych przypadkach, gdy Jezus ukazuje się po zmartwychwstaniu… Coś więcej niż zdumienie czy niezrozumienie, raczej jakiś niepokój czy nawet strach ogarnia odbiorcę Ewangelii, która do tej pory – mimo że pełna cudów – nie kojarzyła się z baśnią.

Dlaczego Zmartwychwstały pojawia się to tu, to tam; i nie wiedzieć czemu akurat w takim, a nie innym momencie? Jakby sam Pan nie za bardzo wiedział, czego chce… Pyta o posiłek, a potem sam sobie przyrządza. Każe zarzucić sieci, aby uczniowie nałapali ryb, a okazuje się, że sam już jedną smaży – nie mógł sobie więcej „wyczarować”?

Ma ciało, bo przecież zjada posiłek, a z innego fragmentu wiemy, że ciało to przeszło przez zamknięte drzwi. Czy mam założyć, że Jezus jest jakby pomiędzy tym światem a tamtym? Jedną nogą na ziemi, po której jeszcze chodzi, a drugą już po tej stronie, gdzie nie istnieją prawa fizyczne, rządzące tym światem, jest już u Ojca? Od czego jednak zależy, że raz Jego ciało tak się zachowuje, a raz inaczej?

Raz wiadomo, że to Jezus, innym razem się Go nie rozpoznaje. Niby uczniowie wiedzą, że to On – ale chyba jest jakiś „inny”, skoro nie mają odwagi pytać; tłumaczenie Jana, że dlatego nie pytają, bo są tak pewni, można chyba między bajki włożyć – normalnie nie potrzebujemy podkreślać, że osoba, z którą się spotkaliśmy, rzeczywiście była tą osobą…

Czy to wszystko znaczy, że świat po tamtej stronie jest nielogiczny, baśniowy właśnie? Ale jeżeli tak, to jakoś niespecjalnie zachęcająco on się przedstawia. O co w tym wszystkim chodzi?

Słuchacze chcieliby też pewnie zrozumieć, dlaczego aż trzykrotnie Pan kieruje to samo pytanie do Piotra. Czy jest to tylko powtórzenie, czy też użycie raz słowa „miłować”, a raz „kochać” nie jest przypadkiem i coś znaczy? Czy Piotr rozumie, co zapowiada mu Pan? A jeśli tak, to nie boi się tego?

I w końcu: czy tak należy nam czytać wezwanie Pana skierowane do Piotra, że każdemu, kto bardziej niż inni kocha Go, złoży On podobną propozycję? Panie, a co ze mną będzie?

autor: Sławomir Zatwardnicki