W numerze
 
maj/czerwiec 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkanocna »

Uwolnić oczy i serce

Drukuj

Jezus nie pozostawia jednak swoich uczniów w takim stanie. Cierpliwie tłumaczy im słowa Pism, które zapowiadały i przygotowywały Jego Paschę. Być może wtedy jeszcze nie uświadamiają sobie tego, że słuchają Jezusa z pałającymi sercami. On już przygotowuje ich na to, aby mogli Go rozpoznać. Rzeczywiście tylko Jezus może ostatecznie wyjaśnić słowa Pisma Świętego, bo wszystko, co ono zawiera, odnosi się do Jego osoby. Bez Niego, chociaż byśmy znali na pamięć cały tekst Biblii, nie poznamy jego duchowego sensu, nie doświadczymy jego żywej mocy. I tak wszyscy trzej docierają do Emaus, a Tajemniczy Wędrowiec okazuje, jakoby miał iść dalej. Piękne jest to, że Jezus nie narzuca uczniom swojej obecności; pozostawia im zupełną wolność. W ten sposób mogą pozwolić Mu odejść, albo zatrzymać Go. Ich zaproszenie, wprost przymuszenie, aby został z nimi, jest wyrazem tego pragnienia bycia z Nim, potrzeby, która zrodziła się podczas obcowania ze słowem Bożym wyjaśnianym i rozważanym. Ich wspólny wieczorny posiłek jest przez ewangelistę przedstawiony tak, że staje się wyraźną aluzją do Eucharystii, której synonimem w pismach Łukaszowych jest „łamanie chleba” (por. Dz 2,42; 20,7).

 

 
Dzisiejsza scena ewangeliczna, kiedy ją rozważam, często przedstawia mi się tak, jak ją ukazał w artystycznej perspektywie Robert Zünd (1827-1909) na obrazie zatytułowanym Droga do Emaus (Der Gang nach Emmaus, 1877, Kunstmuseum, Sankt Gallen, Szwajcaria). Oto trzy postacie przemierzają drogę ocienioną przez wielkie, rozłożyste drzewa. Wprawdzie leśny krajobraz zaaranżowany przez malarza odbiega od realiów rzeczywistej drogi łączącej Jerozolimę z Emaus, ale za to bardzo pięknie ujmuje okoliczności wydłużających się popołudniowych cieni tego dnia, w którym tak wiele w życiu uczniów się zmienia, chociaż oni sami jeszcze nie zdają sobie z tego sprawy. Piechurzy z każdym krokiem oddalają się od Jerozolimy. Święte Miasto jest świadkiem męki i śmierci ale również i zmartwychwstania ich Mistrza. W ten sposób Jeruzalem staje się miejscem nowego życia, wspólnoty świętych. Odejście z tego miasta jest jakby oddalaniem się od nowego życia ofiarowanego przez Chrystusa. Wkrótce dowiemy się, że przyczyną podjęcia drogi do Emaus mogły być zawiedzione nadzieje i niespełnione własne plany dotyczące Jezusa („A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela” Łk 24,21). Te plany i nadzieje dotyczyły, w oczywisty sposób, także ich samych; stąd porażka Mistrza stała się życiowym niepowodzeniem Jego uczniów. Łukasz zaznacza, że w drodze rozmawiali ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. To nie mogła być po prostu zwykła rozmowa o zewnętrznych wydarzeniach. Oni sami są bardzo mocno zaangażowani w to, co ich tak boleśnie naznaczyło. Ewangelista powtarza i podkreśla, że wędrowcy rozmawiają i rozprawiają ze sobą. O ile pierwszy czasownik (w języku oryginalnym) mówi o braterskiej wymianie zdań, drugi („suztein” – rozprawiać, spierać się) przywołuje skojarzenie ze sporem, nawet gwałtownym (przy pomocy tego czasownika Łukasz opisuje w Dziejach Apostolskich spory Szczepana, a potem Pawła z tymi, którzy chcieli ich zabić, por. Dz 6,9; 9,29). Do tak żywo i, powiedzielibyśmy, boleśnie rozmawiających ze sobą dołącza Jezus. On sam, zwycięski Pan życia jest z nimi, przyłącza się, aby dzielić ich drogę, to wszystko, czym żyją. Oni jednak są zbyt zajęci sobą, są zbyt zawiedzeni, żeby Go poznać. Można powiedzieć, że nie tylko ich oczy, ale i serca są uwięzione przez ich własne niespełnione plany. Pytanie Jezusa o przedmiot ich dyskusji wywołuje prawdziwą erupcję smutku, który noszą w sercach. Ciekawe jest to, że kiedy na prośbę Jezusa opowiadają o wydarzeniach poprzedzających dni, sami nie tylko mówią o Nim z przekonaniem jako o niezwykłym nauczycielu: „był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu” (Łk 24,19), ale również, w pewien sposób wyznają prawdę o Jego zmartwychwstaniu. Mówią dosłownie: „On żyje” (Łk 24,23)! Gdyby sami usłyszeli swoje własne słowa z wiarą, z pewnością zupełne inne uczucia zapanowałyby w ich sercach. Jednak w tym momencie jeszcze nie rozpoznają tej prawdy; mają wciąż uwięzione oczy i serca. Jezus, wciąż nie rozpoznany, wskazuje właśnie ich serca jako miejsce, do którego nie może się przedostać radosna nowina o zmartwychwstaniu, mimo że ich umysł i ich słowa już o tym mówią. To jakieś bolesne rozdwojenie przechodzące przez sam środek człowieka; oddzielenie umysłu od serca. Ten podział jest wprost niedorzeczny i głupi. Słowa Jezusa określające stan uczniów można by równie dobrze, za Jakubem Wujkiem, przetłumaczyć: „O głupi a leniwego serca ku wierzeniu temu wszystkiemu, co powiedzieli Prorocy!” (Łk 24,25).
Jezus nie pozostawia jednak swoich uczniów w takim stanie. Cierpliwie tłumaczy im słowa Pism, które zapowiadały i przygotowywały Jego Paschę. Być może wtedy jeszcze nie uświadamiają sobie tego, że słuchają Jezusa z pałającymi sercami. On już przygotowuje ich na to, aby mogli Go rozpoznać. Rzeczywiście tylko Jezus może ostatecznie wyjaśnić słowa Pisma Świętego, bo wszystko, co ono zawiera, odnosi się do Jego osoby. Bez Niego, chociaż byśmy znali na pamięć cały tekst Biblii, nie poznamy jego duchowego sensu, nie doświadczymy jego żywej mocy. I tak wszyscy trzej docierają do Emaus, a Tajemniczy Wędrowiec okazuje, jakoby miał iść dalej. Piękne jest to, że Jezus nie narzuca uczniom swojej obecności; pozostawia im zupełną wolność. W ten sposób mogą pozwolić Mu odejść, albo zatrzymać Go. Ich zaproszenie, wprost przymuszenie, aby został z nimi, jest wyrazem tego pragnienia bycia z Nim, potrzeby, która zrodziła się podczas obcowania ze słowem Bożym wyjaśnianym i rozważanym. Ich wspólny wieczorny posiłek jest przez ewangelistę przedstawiony tak, że staje się wyraźną aluzją do Eucharystii, której synonimem w pismach Łukaszowych jest „łamanie chleba” (por. Dz 2,42; 20,7). Wtedy właśnie otwierają się oczy uczniów i poznają swojego Mistrza. Możemy powiedzieć, że wchodząc w komunię z żywym Jezusem, który ofiaruje sam siebie w Eucharystii, oni sami odzyskują integralność. Teraz ich rozum i serce współdziałają ze sobą. Teraz prawda zmartwychwstania, o której słyszeli, schodzi do ich serca. Teraz ich oczy i serce są wolne i mogą zobaczyć żyjącego Jezusa. On jednak znika im z oczu, jakby odsyłał ich do pozostałych uczniów, do wspólnoty. Jakby chciał, aby odnajdując Go, nie przestawali Go szukać. W tej samej godzinie, a musiało być już późno, wybrali się z powrotem do Jerozolimy. W ten sposób wracają do świętego miasta, powracają do życia.
Warto zobaczyć naszą drogę życia jak drogę do Emaus. Trosk i zawiedzionych nadziei na niej nie zabraknie. Możemy być jednak pewni, że nie braknie na niej również żyjącego Jezusa. On cierpliwie idzie z nami, nawet nie rozpoznany. Jeśli zechcemy słuchać i rozważać Jego słowo, dotkniemy Jego obecności przy łamaniu chleba. I także nam otworzą się oczy, a On uwolni nasze serce.
 

 

autor: ks. Adam Kalbarczyk