Zostań z nami – zostań ze mną! Ile już razy w życiu chcieliśmy zatrzymać drugiego człowieka, prosiliśmy, żeby nie odchodził, myśleliśmy w duchu, żeby pozostał z nami. To niezwykłe uczucie – pragnąć czyjejś obecności.
Jednocześnie coraz częściej, w pogoni dzisiejszego świata, gotowi bylibyśmy kazać drugiemu człowiekowi jak najszybciej odejść. Zagadani przez otaczających nas ludzi, chcemy być sami.
Zostań z nami – zostań ze mną! Ile już razy w życiu chcieliśmy zatrzymać drugiego człowieka, prosiliśmy, żeby nie odchodził, myśleliśmy w duchu, żeby pozostał z nami. To niezwykłe uczucie – pragnąć czyjejś obecności.
Jednocześnie coraz częściej, w pogoni dzisiejszego świata, gotowi bylibyśmy kazać drugiemu człowiekowi jak najszybciej odejść. Zagadani przez otaczających nas ludzi, chcemy być sami.
Wtedy, w uczniach idących do Emaus, te dwie postawy spotkały się ze sobą. Z jednej strony mieli głowy zaprzątnięte przerażającym wydarzeniem śmierci Nauczyciela. Rozmawiali ze sobą w drodze, ale była to rozmowa odchodzących z Jerozolimy uczniów Jezusa, świadomych, że coś się zakończyło. Może chcieli wreszcie być sami, trochę uciec od zgiełku i niepewności. Nawet ich oczy były niejako „zasłonięte”, „na uwięzi”.
Ale powoli, w drodze, pojawiło się „pałanie serca”, uczucie trudne do zdefiniowania. Potem powiedzą: „serce pałało w nas”. To właśnie serce prosiło w nich: „Zostań z nami, Panie”. Właśnie tak brzmiało zaproszenie skierowane do nieznajomego-znajomego Wędrowca.
ROZMOWA O WIERZE
Spotkanie w drodze i przy stole w Emaus stawia nam przed oczy kilka ważnych kwestii. Najpierw zauważamy, że uczniowie nie wierzą. Nie uwierzyli w zmartwychwstanie Jezusa, bo opowieść niewiast potraktowali jedynie jako dziwną, tajemniczą historię (brednie?). Nie dawali też wiary świadectwu innych uczniów, którzy widzieli pusty grób. Ich sceptycyzm, ostrożne podejście do minionych wydarzeń sprawiło, że spotkał ich wyrzut z ust Wędrowca: „O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia!”.
Warto zapytać Jezusa: jak wierzę? jak mocno? czy jeszcze wierzę? czy potrafię patrzeć na własne życie w perspektywie tajemnicy zmartwychwstania?
W Emaus okazało się, że warto rozmawiać o wierze – czy nawet o „niewierze”. To właśnie wątpliwości uczniów – z krwi i kości, jeden z nich miał na imię Kleofas – sprawiły, że Jezus zaczął wyjaśniać im Pisma. Brak przekonania do świadectwa niewiast i innych uczniów stał się punktem wyjścia „debaty” nad wydarzeniem zmartwychwstania. Warto rozmawiać o naszej wierze, bo wiele naszych wątpliwości powinno zostać jak najszybciej rozwianych. Przekonywał o tym kilka miesięcy temu studentów Uniwersytetu „La Sapienza” w Rzymie Ojciec Święty Benedykt XVI. Tuż po odwołaniu swojej wizyty na tej jednej z największych uczelni Europy z powodu protestu nielicznych profesorów i studentów (na 145 tys. studentów pod protestem podpisało się ok. 150), mówił do nich: „Jako, by tak rzec, emerytowany profesor, który spotkał w swym życiu tak wielu studentów, zachęcam wszystkich was, drodzy studenci uniwersyteccy, byście z szacunkiem odnosili się do cudzych opinii i w wolnym, i odpowiedzialnym duchu szukali prawdy i dobra” (Benedykt XVI, Pozdrowienie po modlitwie Anioł Pański, 20 stycznia 2008). Tylko szacunek dla cudzych opinii może być punktem wyjścia w poszukiwaniu prawdy i dobra.
WARTO ROZMAWIAĆ Z JEZUSEM
Wydarzenia w Emaus pozwalają nam także dostrzec, że na naszej osobistej drodze, pełnej niepokojów, pytań, rozczarowań, Jezus stale nam towarzyszy. To On chce codziennie wsłuchać się w nasze wątpliwości, usłyszeć o naszych smutkach. To On nas pyta: „Cóż to za rozmowy prowadzicie?”. To On chce uczestniczyć w każdym niepokoju naszego życia. Rozmawiajmy z Nim o tym, co nas trapi! Nie bójmy się powiedzieć Mu wszystkiego, rozmawiajmy z Nim także o naszych upadkach. Modlitwa ludzi świętych niech będzie nam przewodniczką: oni zawsze znajdowali czas na rozmowę z Panem. W takiej rozmowie wiele może nam się rozjaśnić.
Ta rozmowa poprowadzi nas do sakramentu. Bo przecież uczniowie rozpoznali Jezusa przy stole. Choć wcześniej „nasłuchali” się Jego słów, tak, że serce w nich zapałało, to dopiero prosty gest „łamania chleba” otworzył im oczy. My rozumiemy ten gest lepiej w świetle sakramentu Eucharystii, bo właśnie w Eucharystii ten prosty gest łamania chleba zostaje powtórzony. To tutaj Chrystus w osobie kapłana łamie dla nas – dla mnie – chleb. To tu najpełniej „komunikuje” się z nami, tworzy wspólnotę życia. „Ustanawiając Eucharystię, Chrystus dał nam najwspanialszy wzór «komunikowania», jaki jest dostępny ludziom na ziemi, mianowicie, zjednoczenie, komunikowanie między Bogiem i człowiekiem, a przez to samo wzór najściślejszego i najdoskonalszego zjednoczenia między ludźmi” (Papieska Komisja ds. Środków Społecznego Przekazu, Communio et progressio, 11). Można powiedzieć, że także w naszym kościele, kiedy już serca nasze zostaną oświecone, rozgrzane słowem Bożym, zacznie przemawiać znak łamanego chleba. Nawiążą do tego za chwilę słowa Modlitwy Eucharystycznej, którą odmawiać będzie kapłan: „Wysławiamy Cię, Ojcze Święty: Ty nas zawsze podtrzymujesz w doczesnym pielgrzymowaniu, a zwłaszcza w tej godzinie, w której Jezus Chrystus, Twój Syn, gromadzi nas na świętej wieczerzy. On, podobnie jak uczniom w Emaus, wyjaśnia nam Pisma i łamie dla nas chleb” (V Modlitwa Eucharystyczna – może warto ją odmówić).
NIE IDZIEMY SAMI
W dzisiejszym pierwszym czytaniu usłyszeliśmy słowa kazania św. Piotra wygłoszonego w dniu Zesłania Ducha Świętego: „Bóg wskrzesił [Jezusa] z martwych, czego my jesteśmy świadkami” (Dz 3,15). Długa była jednak droga apostołów do wiary silnej, zdolnej dawać świadectwo o zmartwychwstałym Panu. Choć uczniowie z Emaus natychmiast powrócili do Jerozolimy, nie od razu gotowi byli iść i głosić światu: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał”. Żeby głosić tę prawdę nie tylko przy stole w Emaus, czy za zamkniętymi drzwiami Wieczernika, trzeba było otworzyć się na działanie Ducha Świętego.
I my idziemy tą drogą. Chciejmy porzucić smutek grzechu i trwać w łasce Pana. Szukajmy Chrystusa, który sprawia, że nie idziemy sami na drodze naszego życia. Chciejmy mieć Pana zawsze przed oczami i pragnąć Jego obecności, jak łania pragnie wody ze strumieni (por. Ps 16; 42). Do Niego warto mówić: „Zostań z nami, Panie”, z Nim warto zasiąść przy tym samym stole i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać.
autor: ks. Maciej Szczepaniak
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






