W numerze
 
marzec/kwiecień 2005 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkanocna »

Zrozumieć pisma, rozpoznać Jezusa

Drukuj

Pilna potrzeba świadectwa

Jeśli uważnie słuchaliśmy mowy św. Piotra, przytoczonej w pierwszym czytaniu, to prawdopodobnie czujemy, że to jest to, czego dzisiaj potrzebuje Kościół i każdy z nas. Potrzebujemy wyrazistego, jednoznacznego i przekonującego świadectwa, że jest Bóg, że nas kocha i że konkretnie działa w naszym życiu. Jezus Chrystus nie jest abstrakcją, wymyśloną ideą, straszakiem na niegrzeczne dzieci czy tanią obiecanką na pociechę dla rozgoryczonych. Jest Zbawicielem każdego człowieka, Synem Bożym, Panem całego świata. Lecz zanim Piotr osiągnął tę pewność i posiadł odwagę, by przemówić do tłumów, musiał wraz z innymi Apostołami przebyć długą i trudną drogę – od zwątpienia i lęku do odważnej wiary.

Symbolicznym obrazem tej drogi Kościoła i chyba każdego z nas, jest wędrówka dwóch u­czniów do Emaus, opisana w dzisiejszej Ewangelii. Warto przeanalizować każdy element tego wydarzenia i odczytać jego współczesny sens i przesłanie dotyczące wiary i życia.

Śmierć Jezusa i zwątpienie w Boga

Uczniowie byli bardzo przejęci wydarzeniami tragicznego piątku: komentowali śmierć Jezusa i szukali zrozumienia tego, co się stało. Jeszcze tydzień temu Jezus tryumfalnie wkraczał do Świętego Miasta, witany entuzjastycznie przez tłumy. Jego nauk w Świątyni słuchało mnóstwo ludzi. Co prawda faryzeusze czyhali na jakiekolwiek potknięcie i pretekst, by oskarżyć Jezusa, ale miał On za sobą wielkie poparcie ludzi i to było Jego siłą. Jak to się stało, że nagle w nocy został aresztowany i przesłuchany, a zaraz potem oficjalnie oskarżony i oddany pod sąd Piłata? A co gorsza: jak to się stało, że na propozycję ułaskawienia skazańca, tłum opowiedział się przeciw Jezusowi, a wybrał zabójcę? Dlaczego Bóg nie interweniował? Jak mógł do tego dopuścić?

Ludzkie oczekiwania i rozczarowania

A jednak. Może na tej nieoczekiwanej przemianie zaważyło rozczarowanie postawą Jezusa? Wszyscy się spodziewali, że wreszcie okaże On swoją Mesjańską godność, moc i władzę. Przecież tak było: Jezus umiał czynić cuda, nauczał jak nikt dotąd i chociaż Jego nauka była trudna, niekiedy wręcz obrazoburcza, to jednak w Jego słowach była jakaś moc i mądrość Boża. Tylko że Jezus nie potrafił swoich możliwości i wpływów wykorzystać jak należy. Co by Mu szkodziło udowodnić wobec arcykapłana i najwyższej rady kim jest, uczynić jakiś ewidentny cud. Przecież mógłby – gdyby tylko zechciał – zeskoczyć ze szczytu Świątyni i rozwiać wszelkie wątpliwości co do swej osoby. Mógłby na dziedzińcu Świątyni zamienić kamień w chleb. Albo po tryumfalnym wjeździe do miasta ogłosić się arcykapłanem i przejąć władzę. Ludzie by za Nim poszli. Udałoby się i wszystko byłoby wtedy inaczej. Ale Jezus przegapił dobry moment i dał się złapać, osądzić i zabić. Jakby sam tego chciał.

Pytania, wątpliwości, roszczenia – zamiast pokory

W dzisiejszych czasach te same treści, choć wyrażone zupełnie innymi słowami, pojawiają się i w naszych myślach, oczekiwaniach, rozmowach i wyobrażeniach. Może z tą różnicą, że kierujemy je bardziej pod adresem Kościoła niż Boga, bo w realną i konkretną ingerencję Boga, raczej mało kto wierzy. Ale w naszym życzeniowym myśleniu, często pojawia się postulat, że Kościół powinien odważniej wykorzystać swoje wpływy dla zaprowadzenia porządku i sprawiedliwości w świecie; albo wręcz przeciwnie: że powinien swoje bogactwa przeznaczyć na lepszą troskę o biednych, głodujących i upośledzonych. Lub ubolewamy: dlaczego Pan Bóg toleruje wojny, obozy koncentracyjne, głód, przemoc i niesprawiedliwość? Przecież mógłby tym wszystkim pokierować inaczej.

Powinniśmy chyba jednak zapytać: a my, a nasza odpowiedzialność i wkład w urządzenie świata? Czyż to raczej nie my jesteśmy winni, że tak ten świat wygląda? Przecież jak się uczciwie zastanowimy, to większość nieszczęść i trudnych sytuacji, jakie nas spotykają, to nasza własna bezpośrednia lub pośrednia wina! To nasza beztroska, niedbalstwo, tchórzostwo i głupota sprawiają, że na świecie jest tyle zła i niesprawiedliwości. Sami jesteśmy winni swemu rozgoryczeniu. Ale łatwiej jest mieć pretensje do Boga, niż uderzyć się ze skruchą we własne piersi i zmienić coś w swoim postępowaniu.

Boża odpowiedź

Ale Bóg nie zostawia nas w takiej sytuacji samych. Chrystus w drodze do Emaus dyskretnie przyłączył się do wędrowców po to, by ukazać im Boży punkt widzenia, odkryć przed nimi prawdę i sens zawarty w Słowie Bożym. Trzeba więc, byśmy i my szukali odpowiedzi na swoje pytania w Piśmie św. To jest główna droga do zrozumienia Boga, świata, człowieka i życia.

Oczywiście Pismo św. nie od razu odsłania przed nami swoją zawartość: uczniowie na pewno znali teksty cytowane przez Jezusa, ale nie potrafili wydobyć z nich głębszej myśli; dopiero objaśnienia Jezusa pozwoliły im zobaczyć Boży zamysł względem człowieka. Zrozumienie treści Pisma św. wymaga sporo wysiłku: uwagi, skupienia, dobrej znajomości całego tekstu, stawiania pytań i szukania odpowiedzi. Jeśli na ten wysiłek się zdobędziemy, wtedy doświadczymy niezwykłego stanu “pałającego serca”, jasności i pewności, jakie płyną z poznania i przyjęcia prawdy objawionej.

Od prawdy do Osoby

Ale ta prawda nie ma charakteru teoretycznej wiedzy, sensacyjnych ciekawostek ani tym bardziej ideologii. Sama znajomość zasad i wyjaśnień nie wystarczy, by rozwiać nasze wątpliwości i niepokoje. Chrystus chce nam dać więcej niż wiedzę: chce nam dać samego siebie. Wiara, chrześcijaństwo to nie jest system czy ideologia. Chrześcijaństwo to sama Osoba Jezusa Chrystusa, to bliska, osobista więź człowieka z Bogiem, to komunia czyli wspólnota, jedność. We wierze Bóg daje nam samego siebie, a nie tylko wiedzę o sobie.

Niestety, często poprzestajemy tylko na wiedzy, a wiarę sprowadzamy do pustosłownych deklaracji i formalności. Wiedza i deklaracje są wierze potrzebne, ale nie powinniśmy zatrzymywać się w połowie drogi – naszym celem musi być Chrystus. Tylko On może w całej pełni zaspokoić potrzeby i pragnienia ludzkiego serca.

Odkrycie obecności Jezusa

I dlatego właśnie uczniowie w Emaus tak bardzo nalegali, by Jezus z nimi pozostał. Wiedzieli już wszystko, wrócił im entuzjazm i nadzieja, ale to było jeszcze mało: potrzebowali żywej i bliskiej obecności Jezusa, choć nie do końca zdawali sobie sprawę, że to jest On. Dopiero wymowny gest błogosławienia i łamania chleba otworzył im oczy i rozświetlił umysły. W jednej chwili zrozumieli, że Ukrzyżowany żyje, jest tu z nimi.

Drogą do tego odkrycia było uprzednie zrozumienie Pisma św., ale samo odkrycie dokonało się przez fakt wspólnego posiłku: łamania chleba. I to jest właśnie pierwowzór Eucharystii. To, co dokonało się wtedy w Emaus, dziś możemy przeżyć podczas mszy św. Co do istoty, jest to to samo: najpierw wyjaśnianie Pisma św., potem wspólny posiłek przy stole eucharystycznym. A wszystko w obecności Jezusa: rzeczywistej, choć niewidzialnej. Tylko od naszej wiary i zaangażowania zależy, czy uda nam się tę obecność rozpoznać, czy też nadal pozostaniemy obojętni i ślepi.

autor: ks. Mariusz Pohl