W numerze
 
marzec/kwiecień 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkiego Postu »

Daj mi pić... o pragnieniu Boga

Drukuj
Daj mi pić… ta prośba została powtórzona w okolicznościach o wiele bardziej dramatycznych… w chwili konania Jezus też woła Pragnę… w gruncie rzeczy, choć kontekst tych dwóch próśb Zbawiciela jest całkowicie odmienny, to jednak zbliża je do siebie jedna cecha wspólna, zarówno w pobliżu Sychar jak i na Golgocie Chrystus znajduje się wobec ludzi, którzy nie mogą nic samodzielnie zrozumieć. Scena dzisiejszej Ewangelii obrazuje to bardzo jednoznacznie.

 

Daj mi pić… ta prośba została powtórzona w okolicznościach o wiele bardziej dramatycznych… w chwili konania Jezus też woła Pragnę… w gruncie rzeczy, choć kontekst tych dwóch próśb Zbawiciela jest całkowicie odmienny, to jednak zbliża je do siebie jedna cecha wspólna, zarówno w pobliżu Sychar jak i na Golgocie Chrystus znajduje się wobec ludzi, którzy nie mogą nic samodzielnie zrozumieć. Scena dzisiejszej Ewangelii obrazuje to bardzo jednoznacznie.
Nic nie rozumie Samarytanka, obok Jezusa główna bohaterka opisywanego wydarzenia, całkowicie wytrącona jest ze swego codziennego postrzegania rzeczywistości. Nie tylko nie pojmuje dlaczego nieznajomy spotkany przy studni w ogóle ją zaczepia, ale nie może zupełnie przyjąć usłyszanych słów, więcej – interpretuje je opacznie, dopatrując się korzyści z tego spotkania (nie będzie trzeba więcej męczyć się dźwiganiem wody, skoro Nieznajomy zaoferował wodę gaszącą pragnienie na zawsze).
Gdy przyjrzeć się szerszemu kontekstowi tej sceny, zobaczymy, że również towarzyszący Jezusowi uczniowie, nie mogą pojąć znaczenia tego wydarzenia. Zadziwieni postawą Nauczyciela nie rozumieją co do nich mówi. A owo daj mi pić stanowi punkt wyjścia dla wszelkich wątpliwości jakie zaznaczają się w dzisiaj w Ewangelii. Pragnienie Boga, które nie koncentruje się na fizyczności, to pragnienie pociągnięcia do siebie każdego człowieka, podobnie jak na krzyżu Jezus wołając: Pragnę ­– wołał o człowieka, a nie o kilka kropli wody.
I choć owo pragnienie Jezusa napotyka niezrozumienie to jednak zostaje w końcu przyjęte… w spotkaniu z Samarytanką jest jeden wzruszający szczegół (przytoczony w dłuższej wersji tej perykopy), gdy po całej, jakże bogatej w teologię rozmowie kobieta zostaje dotknięta Jezusowym objawieniem: Ja Nim jestem… Ja jestem Mesjaszem, Ewangelista zapisuje krótkie zdanie: kobieta zaś zostawiła swój dzban i odeszła do miasta… poszła tam, aby zwołać ludzi, aby podzielić się swoją bardzo świeżą wiarą w Mesjasza, ale zostawiła swój dzban – znak tego do czego była przyzwyczajona, co nie pozwalało jej na początku przyjąć, że napotkany Nieznajomy tak naprawdę nie chce się wody napić, ale pragnie bliskości człowieka.
Spotkanie z Samarytanką wyznacza bardzo ważny etap na naszej wielkopostnej drodze, bowiem zwraca tak bardzo dobitnie uwagę że powtarzane wielokrotnie hasło aktualnego roku duszpasterskiego W komunii z Bogiem jest przede wszystkim wołaniem Boga samego. To nie tyle inicjatywa ochrzczonego czy też pomysł wspólnoty Kościoła, to nie tyle wyznacznik naszych zachowań czy przepis na dobre życie. To, nade wszystko Bóg który staje wobec każdego i mówi potrzebuję cię – Daj mi pić…, pragnę… Oczywiście, nie jest to takie wołanie które utożsamiać możemy z bezsilnością… Bóg jest Wszechmogący i nie udaje bezsilności… gdy zwraca się do człowieka natomiast podkreśla jak wielką wagę przykłada do wolnej współpracy. Jak bardzo stworzenie zostaje wyniesione do wielkiej godności współpracownika.
Dlatego też tradycja Kościoła od wieków, opis tego spotkania pod Sychar w Samarii, wplata w szlak chrześcijan wezwanych do nawrócenia, do przemiany, do jak najgorliwszego przygotowania się do świąt Wielkiej Nocy. W trzecią niedzielę świętego czasu Wielkiego Postu musimy sobie przypomnieć zaproszenie Boga – jakże delikatne to więc zaproszenie, bo przecież Jezus mówi o swoim pragnieniu, aby uświadomić nam nasze pragnienie… ten często podeschnięty strumyczek naszego zaangażowania w spotkanie z Nim. Jakże delikatna to postawa, która nie nakazuje, nie wytyka błędów, nie piętnuje, ale chciałoby się powiedzieć, szeptem, podpowiada: Daj mi pić… Może warto właśnie dzisiaj, choć na chwilę, w ów Boży szept wsłuchać się, dać się dotknąć Bożemu Objawieniu: Ja jestem Mesjaszem… i odczytać na nowo siebie samego… zobaczyć na nowo: we własnym życiu, w podejmowanych decyzjach, w realizowaniu własnej wiary, gdzie tak naprawdę sam pragnę, gdzie to mnie samemu chce się pić… gdzie już może od dawna chciałbym zaprosić Jezusa z Jego żywą wodą, tylko ciągle nie mogę zdobyć się na odwagę…. Samarytanka zostawiła swój dzban wraz z całym dotychczasowym życiem… zaryzykowała i wróciła do miasta, bo zobaczyła swoje własne pragnienie i co więcej odkryła Tego, który je potrafi zaspokoić… dla mnie to dzisiaj być może jest chwila aby uświadomić sobie jak bez Jezusa w wielu sprawach mojego życia, najzwyczajniej w świecie chce mi się pić i żaden ziemski sposób tego pragnienia nie zaspokoi… A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.
 
autor: ks. Paweł Pacholak