Odpowiedzialni za dany nam czas
Zbliżamy się do połowy świętego czasu Wielkiego Postu. Co on zmienia w naszym życiu? Ewangelia skłania nas do wyciągania wniosków z wydarzeń dziejących się wokół nas. Często słyszymy o tragediach; słyszymy, że giną ludzie: kataklizmy, wypadki, rozboje. A my mamy jeszcze czas. Czy jesteśmy Bogu wdzięczni za dar czasu, za ten Wielki Post, może ostatni po tej stronie życia? Bóg nasz jest Bogiem dającym nieustannie szansę człowiekowi, człowiek jest powołany do wykorzystania ofiarowanej mu szansy i okazji do zbawienia. Promocja na zbawienie trwa w Kościele aż do końca świata. Ilu przyjdzie, by z niej skorzystać? Boża oferta zbawienia. Trzeba jednak na nią odpowiedzieć, zareagować. Jesteśmy odpowiedzialni przed Bogiem za dany nam czas. To jest czas zbawienia, czas wyboru Jezusa i współpracy z Nim. Jezus chce porównać dziś każdego z nas do drzewa figowego. Ojciec szuka na nas owoców – przecież mocno w nas zainwestował – chrzest, bierzmowanie, komunia święta, dar przebaczenia, przykazania, ewangelia. Bóg dał swego Syna – a my jak to wykorzystujemy? Bóg ma prawo szukać owoców w naszym sercu. Jezus występuje przed Ojcem w roli ogrodnika. Chrystus wierzy, że wydamy owoce. Bóg po raz kolejny przedłuża czas szansy, czas oczekiwania. Miłosierdzie Ojca i Syna. Ale musimy mieć świadomość, że czas nam dany na owocowanie kiedyś się skończy. Jesteśmy drzewami figowymi z wolną wolą i rozumem. Wydarzenia, które się dzieją wokół nas przypominają, że tragedią duchową jest brak nawrócenia w sercu człowieka. Kto się nie nawraca skazuje się na uschnięcie, ginie. Ilu ludzi z wyschniętą wiarą jest wokół nas? Bóg przychodzi dziś i szuka na mnie owoców Wielkiego Postu? Czego szuka, jakie to owoce? Co w Wielkim Poście ma się na mnie urodzić?
Walka z grzechem; pogłębiona modlitwa; jałmużna, czyli dzielenie się z potrzebującymi; post rozumiany jako opanowanie mojego ciała i jego zbędnych zachcianek.
Musimy też zadać sobie pytanie, które pochodzi od Ojca: czy wyjaławiam ziemię, czy coś wnoszę w moje środowisko? Wyjaławiać, to tylko brać i nic nie dawać, to podobnie jak pasożytowanie. Co ja jako chrześcijanin wnoszę w relacje rodzinne, w towarzystwo kolegów, w moją klasę, grupę na studiach, w stosunki w pracy? Czy tylko wyjaławiam te środowiska? Mam dać swój czas, swoje poświęcenie, przebaczenie, życzliwość, pracowitość i dobre świadectwo.
Jezus chce okopać drzewo i obsypać nawozem. Co to znaczy dla nas? Okopać to poruszyć zastaną, twardą ziemię naszych serc. Czy daję poruszyć się słowu Bożemu? Gdy słucham ewangelii i kazania mam dać się poruszyć. Czy mnie w ogóle ewangelia – słowa Jezusa – także ta odczytana dzisiaj – porusza? Jeśli nie, to należy bić na alarm. My musimy pozwolić poruszyć się Bogu. Okopać także to. Co wewnątrz przełożyć na zewnątrz, a to, co było na wierzchu ukryć i zakopać. To piękna metafora spowiedzi i modlitwy. Mam pokazać Jezusowi moje ukryte grzechy, to, czego się wstydzę i to, co bym najchętniej głęboko w moim życiu ukrył. Mam schować to, czym się chlubię. Nie mam żyć na pokaz. Bóg widzi w ukryciu. Ukryj w sercu dobro – ono nie może być na pokaz, a pokaż Bogu grzechy i słabości – na tym polega post.
Jezus obkłada mnie nawozem, to Jego słowo i Ciało Eucharystyczne. Post odkrywa moją słabość oraz świadomość, że potrzebuję lektury i rozważenia słowa także poza liturgią. Co czytam? Rzeczy jałowe – tylko rozrywkę czy Boże słowo? Czy księga Biblii zajmuje w Wielkim Poście uprzywilejowane miejsce w rozkładzie mojego dnia świątecznego, codziennego? Czy komunię przyjmuję z przyzwyczajenia i tradycji, czy rozmawiam z Jezusem, który mieszka w sercu?
Wykorzystajmy dany nam przez właściciela winnicy czas, pozwólmy ogrodnikowi dokonać zbawiennych zabiegów. Niech Zmartwychwstały i ludzie żyjący blisko nas znajdą na gałęziach naszego życia dobre owoce. Już czas je wydać! Bóg przychodzi ze swoją szansą.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






