Ofiarnicza przemiana człowieka dziełem Ducha Świętego
Każdy wie, że bez wody nie ma życia. Ktokolwiek był na pustyni, ktokolwiek zajmuje się uprawą jakichkolwiek roślin wie, że brak wody to śmierć. Woda jest źródłem i znakiem życia. Jeżeli badacze wszechświata chcą odkryć na jakiejś planecie ślady życia, to pierwsze czego szukają jest właśnie woda. Wszystkie znane nam formy życia wymagają wody.
Każdy wie, że bez wody nie ma życia. Ktokolwiek był na pustyni, ktokolwiek zajmuje się uprawą jakichkolwiek roślin wie, że brak wody to śmierć. Woda jest źródłem i znakiem życia. Jeżeli badacze wszechświata chcą odkryć na jakiejś planecie ślady życia, to pierwsze czego szukają jest właśnie woda. Wszystkie znane nam formy życia wymagają wody.
Także Biblia jest przeniknięta obrazem wody, która towarzyszy stwórczemu i zbawczemu działaniu Boga. Począwszy od bezmiaru wód, nad którymi unosił się Duch Boży, który stwórczym aktem uporządkował chaos i dał początek naszemu światu. Woda jest obecna w najbardziej znaczących wydarzeniach biblijnych – niezależnie od tego czy są to obrazy symboliczne, czy fakty historyczne. Wystarczy wspomnieć potop, wyjście z Egiptu przez Morze Czerwone, wody Massa i Meriba, o których słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, wody wypływające spod świątyni, przepisane przez prawo obmycia jako znak czystości. To tylko niektóre przykłady znaczenia wody w tradycji biblijnej. Jednak myśl biblijna nie wyczerpuje się na wymiarze chemicznego, czy biologicznego znaczenia wody. Można nawet powiedzieć, że to znaczenie wody wcale nie jest przedmiotem zainteresowania biblijnych autorów. Oni zawsze ukazują wodę jako znak Bożej mocy i Bożego działania. Tak jest przecież w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Woda wyprowadzona ze skały, będąc oczywiście czymś koniecznym do przeżycia na pustyni dla ludzi i zwierząt, jest przede wszystkim znakiem Bożej wierności wobec narodu wybranego i Bożej opieki nad wędrującymi przez pustynię Izraelitami.
Temat wody powraca w dzisiejszej Ewangelii. Jezus siedzi przy studni Jakubowej i rozmawia z Samarytanką. Z jej strony jest to rozmowa o zwykłej wodzie – tej do codziennego użytku. Jezus jednak – na wzór myśli Starego Testamentu – nadaje wodzie znaczenie duchowe i religijne. Mówi o nowej wodzie, która dzięki mocy Bożej będzie działać we wnętrzu człowieka. Dla nas jest oczywiste, że chodzi o wodę Chrztu św. Jest to woda, która daje człowiekowi nowe życie, czyni z niego dziecko Boże, oczyszcza go z grzechu pierworodnego, wprowadza do wspólnoty Kościoła.
W tej perspektywie woda chrzcielna musi być widziana jako skuteczny – to znaczy sakramentalny – znak działania Boga w nas, bo przecież tylko działanie Bożej mocy może przynieść wyżej wymienione skutki. To są skutki nieosiągalne dla samego człowieka, wykraczające poza zasięg ludzkich sił.
Co jest takiego w działaniu tej wody? Co decyduje o jej mocy? Odpowiedź na te pytania zawarta jest w dzisiejszej Ewangelii. W teologiczno-narodowej dyskusji z Samarytanką Jezus stwierdza: „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie”.
To Duch Boży, a mówiąc językiem Ewangelii, to Duch Święty działa w nas przemieniając nasze wnętrze uzdalnia nas do oddawania Bogu prawdziwej czci. To Jego łaska i moc nadaje naszemu życiu zupełnie inny wymiar i sens.
Duch Boży, czy Duch Święty działał na przestrzeni historii naszego zbawienia. A jak działa On w nas?
Od chwili chrztu, a więc od chwili obmycia nas wodą opatrzoną Bożą mocą, jesteśmy włączeni w to jedyne, niepowtarzalne, aczkolwiek dla nas ciągle aktualne wydarzenie, jakim jest Ofiara Jezusa Chrystusa – Arcykapłana nowego Przymierza. To właśnie przez chrzest to najważniejsze wydarzenie – zbawcza męka, śmierć i zmartwychwstanie są dla nas ciągle dostępne, możemy się w nie włączyć i z jego darów korzystać.
Bóg Ojciec i uwielbiony Jezus dał nam wówczas i nieustannie udziela nam swego Ducha, tego samego „Ducha Wiecznego”, który przemienia nasze grzeszne i śmiertelne człowieczeństwo. Apostoł Paweł jest świadom tego Daru i jego działania w człowieku, dlatego w dzisiejszym drugim czytaniu zapewnia nas, że „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany”. On – Duch-Miłość – jest tą łaską, która w momencie chrztu i przez całe życie nas czyni kapłanami, którzy własne życie składają Bogu w ofierze. W Niej „trwamy i chlubimy się, mając nadzieję przyszłej chwały” – czyli nadzieją wzniesienia naszego życia i osoby do Nieba.
Trzeba podkreślić, że nie są to – i nie powinny tak być widziane – słowne ozdobniki. To są rzeczywiste skutki działania Ducha Świętego w nas. Jeżeli tylko otworzymy się na Jego działanie, przyjmiemy Jego moc, będziemy zdolni do współofiarowania z Chrystusem całego naszego życia. Nasze codzienne doświadczenia nabiorą nowego sensu. Zwłaszcza doświadczenia trudne i wymagające, które będziemy przeżywać w duchu miłości Bożej, o której mówi św. Paweł, staną się dla nas pełną miłości ofiarą, a nie przekleństwem. Będą całopalną ofiarą składaną Bogu już nie ze zwierząt i płodów ziemi, ale z naszych czynów miłości. To dzięki działaniu Ducha Świętego w nas zdolni jesteśmy do właściwego, dynamicznego i osobowego przeżywania naszej relacji z Bogiem.
W jaki sposób otwieram się na coraz to nowe natchnienia Ducha Świętego? Jak wyglądają moje spotkania z Duchem Świętym? Gdzie Go spotykam i jak rozpoznaję Jego głos a równocześnie żar Jego Miłości? W połowie Wielkiego Postu, czasu rozważania ofiarnej miłości Boga do człowieka, tajemnicy paschalnej, w którą przez chrzest zostaliśmy wszczepieni i przemienieni w świątynię Ducha Świętego warto te pytania postawić i na ich kanwie uczynić rachunek sumienia.
autor: ks. Adam Sikora
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






