W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkiego Postu »

Pociecha dla drzewa figowego

Drukuj

Przeżywamy Wielki Post, przygotowujący nas poprzez nawrócenie, pokutę i pojednanie na doroczny obchód, przeżywanie tajemnicy naszego zbawienia - misterium męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. W dzisiejszej Ewangelii Jezus opowiada przypowieść o nieurodzajnym drzewie figowym - opowiada ją właśnie po to, by pobudzić swoich słuchaczy do nawrócenia. Kluczowym w tej przypowieści jest obraz drzewa. Każde drzewo czerpie swoją życiową siłę nie z siebie, a z ziemi, w której jest zakorzenione. Dlatego może być ono symbolem człowieka i jego życia, który żyje nie z siebie, lecz z Boga. Każdy z nas jest głęboko zakorzeniony w Bogu, w Jego stwórczej mocy i Jego miłości. To z Boga czerpiemy siły do tego, by – tak samo jak drzewo – rodzić owoce, dobre owoce.

Można przypuszczać, że Jezus celowo posłużył się w swojej przypowieści obrazem drzewa figowego: Figowiec jest bowiem drzewem mało wymagającym, nie potrzebuje jakichś szczególnych warunków do wzrostu i owocowania. Dwa razy w roku rodzi owoce: soczyste figi letnie i słodkie figi zimowe. Owoce te stanowią jeden z podstawowych środków żywnościowych w Ziemi Świętej, należąc do codziennego menu jej mieszkańców. To zaś ukazuje nam istotę owocu w ogóle: owoc jest po to, by stanowić pożywienie, by żywić. Owoc jest więc darem dla innych – po to, żeby mogli żyć.

Właściciel winnicy, w której rosło owo nieurodzajne drzewo figowe powiedział do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia”. Jezus przyrównuje człowieka zamkniętego na Jego zbawcze orędzie i dar życia wiecznego do nieurodzajnego drzewa figowego. Dlatego słowa właściciela winnicy powinniśmy odebrać jako przestrogę skierowaną także i do nas. My wszyscy skażeni jesteśmy grzechem, egoizmem, lubimy skupiać się na sobie i myśleć wyłącznie o sobie. Kto jednak nie potrafi być darem dla innych, ten spędza swoje życie bezowocnie. Dlatego potrzebujemy nawrócenia i otwarcia się na Bożą moc, na Jego miłość – po to, by wydać owoce, trwałe owoce naszego życia.

Jeżeli to wezwanie do nawrócenia rzeczywiście do głębi nas poruszy, to wtedy zwrócimy się też w stronę korzeni naszego życia – w stronę Boga. To właśnie Bóg jest pragruntem naszego życia. Jeżeli będziemy w Nim mocno zakorzenieni, jeśli uznamy w Nim źródło naszego życia i z Niego będziemy czerpać życiodajną moc, to wtedy nie przejdziemy przez życie bezowocnie.

W dzisiejszym czytaniu z Księgi Wyjścia słyszeliśmy słowa Boga, mówiącego do Mojżesza: „Dosyć napatrzyłem się na udrękę mego ludu w Egipcie i nasłuchałem się narzekań jego ciemięzców, znam tedy dobrze jego uciemiężenie”. Jak słyszeliśmy, Mojżesz pytał Boga o Jego imię. W odpowiedzi usłyszał: „Ja jestem, który jestem” – to znaczy: jestem przy tobie, jestem z wami, jestem dla ciebie, dla was. Te słowa są wyrazem miłości Boga do człowieka i jednocześnie obietnicą, że płynący do naszych serc strumień Jego życiodajnej mocy nigdy nie ustanie.

Niech te słowa – mimo wyraźnej przestrogi i zdecydowanego wezwania do nawrócenia skierowanych do nas w dzisiejszej Ewangelii – napełnią nasze serca pociechą i nadzieją. Bóg – mimo naszych grzechów, mimo naszego zapatrzenia się w siebie - nie odrzucił nas od siebie, nie machnął na nas ręką, nie przestał patrzeć na nas z miłością i nadal Mu na nas zależy. Dlatego dał nam swojego Syna, który niczym cierpliwy ogrodnik „okopuje i obkłada nawozem” nas – nieurodzajne drzewa figowe - wierząc głęboko, że wydamy owoc.

W modlitwie „Zdrowaś Maryjo” mówimy: „błogosławionaś Ty między niewiastami błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus”. Jezus jest owocem, którym my wszyscy się żywimy, który jest dla nas darem – po to, byśmy mogli żyć. On, który umarł na krzyżu, jest ziarnem pszenicy, które wpadłszy w ziemię obumarło, przez co nie zostało samo, lecz przyniosło plon obfity (J 12,24). Jego krzyż stał się dla nas drzewem życia i źródłem naszej wielkanocnej nadziei. Z niego płynie nasza życiowa siła i zdolność do rodzenia owoców. W Jezusie rozpiętym na krzyżu widzimy szeroko otwarte ramiona i serce Boga, który powiedział o sobie: „Ja jestem, który jestem” – jestem z wami, jestem cały dla was. Tylko głęboko zakorzenieni w Bogu, w Jego stwórczej mocy i w Jego cierpliwej, bezgranicznej miłości, wydamy owoce – dla nas i dla innych - owoce dające życie wieczne.

autor: ks. Adam Kalbarczyk