W numerze
 
marzec/kwiecień 2011 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 3 Niedziela Wielkiego Postu »

Woda życia

Drukuj

Jeżeli kiedyś chciało ci się tak bardzo pić, że miałeś wrażenie, iż język przyrasta do podniebienia, a w zasięgu wzroku nie było żadnej rzeki, strumienia, kranu, studni czy sklepu… to wiesz, o czym mowa w Księdze Wyjścia. Pustynia, żar słońca, piach, tłum ludzi, kurz wzniesiony kopytami zwierząt, wędrówka męcząca, długa i… brak wody.

 

Gościna i woda
Jeśli zajdziesz kiedyś przy okazji do domu Małych Braci czy Małych Sióstr Jezusa, wspólnot ukształtowanych według charyzmatu bł. Carola de Foucauld, mogę cię zapewnić, że zastaniesz drzwi gościnnie otwarte, a osoba witająca cię zaraz poda kubek zimnej wody do picia. (Ileż razy doświadczyłam tego u Małych Sióstr w Tre Fontane w Rzymie i jak bardzo smakowała zimna woda w upalny, słoneczny dzień!). To duchowość ukształtowana na pustyni, gdzie ofiarowanie komuś bezinteresownej gościny i padanie wody może oznaczać ocalenie życia. Bezcenny dar!
 
Pragnienie
Jeżeli kiedyś chciało ci się tak bardzo pić, że miałeś wrażenie, iż język przyrasta do podniebienia, a w zasięgu wzroku nie było żadnej rzeki, strumienia, kranu, studni czy sklepu… to wiesz, o czym mowa w Księdze Wyjścia. Pustynia, żar słońca, piach, tłum ludzi, kurz wzniesiony kopytami zwierząt, wędrówka męcząca, długa i… brak wody. Czy można się dziwić wzburzeniu, które rosło w tłumie? Im się po prostu strasznie chciało pić! Daj nam wody! Wołanie jak najbardziej słuszne i umotywowane, tylko adresat nie ten. Wołali do Mojżesza, coraz bardziej źli na niego, że ich wyprowadził z Egiptu, gdzie (jak twierdzili teraz) przecież niczego im nie brakowało. Mieli cebuli i czosnku pod dostatkiem, woda była… – tylko już zapomnieli, że wolności nie było, i że Boga swego Jedynego nie mogli czcić jak należy, pogubieni pośród bogów i bożków egipskich.
Zapomnieli wołać do swego Boga, co więcej, poddawali w wątpliwość fakt, że Bóg jest z nimi. Szybko zapomnieli, jak wśród wielkich znaków wyprowadził ich mocną ręką z niewoli. „Czy na pewno Bóg jest wśród nas?” I tu jest ich główny problem, Boga zagubili, już nie pragnęli Jego bliskości. Pragnienie Boga zostało przysłonięte pragnieniem wody – zaspokojeniem fizycznej potrzeby pragnienia. W psalmie słyszymy skargę Boga (a może raczej nie skargę, a pełne bólu i zawodu wyznanie kochającego Ojca pozostawionego przez niewdzięczne dzieci…). Bóg mówi: „Doświadczali mnie, choć dzieła moje widzieli! Ten lud błądzi w sercu i moich dróg nie zna”.
 
Daj mi pić
Jezus dobrze wie, co znaczy pragnąć wody. On, Bóg, na którego słowo powstały bezmiary wód, siada zmęczony w słoneczne południe przy studni. Jest sam (uczniowie poszli do miasta po chleb), chce mu się bardzo pić i nie ma jak zaczerpnąć wody. Spragniony Bóg… Bardziej jednak niż wody pragnął pewnego spotkania, którego wszyscy staliśmy się dziś świadkami (a może raczej uczestnikami, bohaterami?). Do studni przychodzi kobieta, Samarytanka. Przychodzi po wodę w samo południe, dziwna pora jak na czerpanie wody. I jej chce się pić. Jednak kobieta ta nosi w sobie pragnienie o wiele głębsze, którego jeszcze nie jest świadoma. Zaczynają rozmawiać – zwyczajnie o wodzie, o czerpaku, i niezwyczajnie, bo w tamtych czasach Żydzi i Samarytanie nie rozmawiali ze sobą, a obcy mężczyzna nie powinien zagadywać nieznanej sobie kobiety, i to jeszcze na osobności. Zdaje się, że Jezus przekroczył nie tylko granice Samarii, idąc z Judei do Galilei, ale i granice obowiązujących wówczas zasad… Przekroczył, bo pragnął. Pragnął bardziej niż wody zbawienia człowieka. Nieoczekiwane spotkanie z nieznajomym budzi w kobiecie inne myśli, inne pragnienia. Nagle rozmowa toczy się już nie o wodzie, studni i czerpaku, ale o życiu wiecznym, o zasadach moralnych, o prawdzie, o Bogu i czci Jemu oddawanej, o czasach nowych, gdy wszystkie dzieci w jedności będą oddawać cześć Bogu i Ojcu w duchu i prawdzie. I nagle w tym miejscu i momencie, jakże nieoczekiwanie, Jezus daje się rozpoznać jako Mesjasz. Inni zgadywali, domyślali się, pytali nie uzyskawszy odpowiedzi – spragniona Samarytanka słyszy: „Ja, który mówię do ciebie, jestem Chrystusem, Mesjaszem”.
Kobieta zostawia dzban, czerpak i biegnie do miasta, by innym opowiedzieć o spotkaniu i o Chrystusie! Jaki paradoks – ta, która jeszcze przed chwilą cichaczem w południe szła po wodę do studni, by się z nikim w drodze nie spotkać, i by ją palcami nie wytykali; kobieta sześciu mężów – nie mężów – głosi Chrystusa! I jaka musiała być moc i autentyczność tego głoszenia, skoro jej uwierzyli. Mówili: „On naprawdę jest Zbawicielem świata!”.
 
Czego pragniesz?
Postaw sobie dziś pytanie o pragnienia twego serca. Jakie one są? Czy umiesz je nazwać? Pragnienia, życzenia… Znasz bajkę o złotej rybce. Gdybyś miał szansę przedstawić jej trzy pragnienia, jakie one by były? Zdany egzamin, dobra praca, ładna dziewczyna, mądry chłopak, domek, samochód, zdrówko? Czyli miło i wesoło… Nawet jeśli tylko takie myśli kołaczą się teraz po twojej głowie zapraszam cię, byś spojrzał głębiej w serce. Wybierz się do twojej „studni Jakuba”, zatrzymaj się tam z Jezusem. Pozwól Jemu mówić, pozwól obudzić pragnienia ukryte w głębi twego serca. Prawdziwe pragnienia serca może ugasić tylko Bóg sam. A miłość Jego rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, Który jest nam dany. Zatem, czego pragniesz? Powiedz Mu.
 
autor: s. Jana Zawieja CSFN