styczeń/luty 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela okresu zwykłego »

Dla wszystkich

Drukuj
Tak bywa w niejednej klasie, w niejednej szkole podstawowej czy gimnazjum. Kilku uczniów uczy się bardzo dobrze i chce się uczyć jeszcze lepiej. Pozostali nie lubią ich, bywa że dokuczają. Z zazdrości, braku ambicji, lenistwa…? Czy tak bywa tylko wśród dzieci i młodzieży? Nie.

Tak bywa w niejednej klasie, w niejednej szkole podstawowej czy gimnazjum. Kilku uczniów uczy się bardzo dobrze i chce się uczyć jeszcze lepiej. Pozostali nie lubią ich, bywa że dokuczają. Z zazdrości, braku ambicji, lenistwa…? Czy tak bywa tylko wśród dzieci i młodzieży? Nie.
Pan Jezus wyczuł, iż słuchający Go, z jednej strony byli pełni podziwu, z drugiej – niedowierzania. Podziw ów dotyczył tego, jak Jezus mówił. Niedowierzanie zaś tego, że w wychował się w Nazarecie, i tylko ludzie głębokiej wiary mogli w Nim dostrzec Zbawiciela. A takich nie było… Przysłowiową oliwą do ognia było to, że Pan Jezus wspomniał pogan z narodów obcych i wrogich Izraelowi, którym Bóg okazał łaskę i miłosierdzie. Zaradził problemowi głodu wdowy z Sarepty Sydońskiej oraz uzdrowił z trądu Syryjczyka Naamana. A Żydzi mieli świadomość bycia Narodem Wybranym. I twierdzili, że od nich zaczyna się zbawienie. Stąd ich gniew i jego skutek – pragnienie zabicia Pana Jezusa.
Niby to takie oczywiste, że Pan Bóg kocha wszystkich, że Pan Jezus powiedział: A Ja, gdy zostanę wywyższony nad ziemię wszystkich przyciągnę do siebie, że największa jest miłość – jak nas zapewnia św. Paweł. Gdyby nasze serca były otwarte na miłość Boga, która jest dla wszystkich, to nasz stosunek do niewierzących i będących poza Kościołem byłby inny. Zapewne za nich się modlimy, ale czy tak naprawdę ich kochamy? Naprawdę kocha ich Pan Bóg. Od kilku tygodni przeżywamy rok duszpasterski pod hasłem „Bądźmy świadkami Miłości”. Ta miłość z małej i dużej litery, to wołanie Boga i wołanie Kościoła o ten dar dla każdego, także tego, który tak bardzo różni się od nas, a może nawet nas nie kocha. Kościół jest rodziną Bożą w świecie, w tej rodzinie nie powinno być nikogo, kto cierpiałby z powodu tego co konieczne. Jednocześnie jednak Caritas-agape wykracza poza granice Kościoła, zakłada powszechność miłości, która kieruje się ku potrzebującemu kimkolwiek on jest – pisał Benedykt XVI w encyklice Bóg jest miłością. Kościół jako wspólnota wiary i miłości musi być otwarta na tych, którzy błądzą, są daleko, a może nawet są wrogo ustosunkowani. Dlaczego? Dlatego, że Pan Jezus powiedział: Jeśli miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż dla was za to wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. Nie my zbawiamy ludzi, a więc i nie my mamy prawa potępiać bliźniego.
Do jednego z Domów Dziecka przyszło bezdzietne małżeństwo w sprawie adopcji dziecka. Dyrektorka zapytała: „a jakie dziecko sobie państwo życzą”. Odpowiedz była zdumiewająca: „obojętnie jakie”. Dyrektorka ucieszyła się i przyprowadziła dwóch braci: jeden mniej, drugi bardziej upośledzony. To dzieci, których nikt dotychczas nie chciał adoptować. Ale zostały pokochane przez to małżeństwo, i tak jest po dziś dzień. Taka miłość – do dziecka, niewierzącego kierownika, złośliwego sąsiada, niewiernej żony, trwającego w nałogu męża – nie jest łatwa. Trzeba się jej uczyć, prosić o nią Boga, otwierać się na nią jako na dar niebios. Po tej mszy wrócimy do domów. Niektórzy do takich, w których nie ma zrozumienia dla Boga, dla mszy, dla wiary… Zanieśmy tam uśmiech, miłość, cierpliwą troskę o ich zbawienie. Podajmy rękę miłości, o której pisał poeta: Wierzę w ludzi/że na dnie ich serca,/piękne perły drzemią,/gdy je ręka miłości poruszy/ zajaśnieją na ziemią.

autor: ks. Maciej Kubiak