Życie każdego z nas zaczęło się z dala od zgiełku, w łonie naszej matki. Tam nabieraliśmy pierwszych przyzwyczajeń, magazynowaliśmy pierwsze produkty potrzebne do życia i wzrostu – wapń, żelazo i białko, słyszeliśmy pierwsze dźwięki, rozwijała się nasza pamięć. Rośliśmy i dojrzewaliśmy w rytm uderzeń serca matki. Potem nauczyliśmy się jeść sami, a zgiełk wokół nas często nie dawał nam już poczucia bezpieczeństwa i spokoju.
Życie każdego z nas zaczęło się z dala od zgiełku, w łonie naszej matki. Tam nabieraliśmy pierwszych przyzwyczajeń, magazynowaliśmy pierwsze produkty potrzebne do życia i wzrostu – wapń, żelazo i białko, słyszeliśmy pierwsze dźwięki, rozwijała się nasza pamięć. Rośliśmy i dojrzewaliśmy w rytm uderzeń serca matki. Potem nauczyliśmy się jeść sami, a zgiełk wokół nas często nie dawał nam już poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Pośród danych nam dni i lat, musieliśmy odkrywać sens naszego życia i istotę powołania: do życia rodzinnego, do małżeństwa, do życia w samotności, do pracy w szkole, w szpitalu… Trudno nawet ogarnąć myślą miliony decyzji, które podjęliśmy, niektóre dobre, inne złe. Pośród tych wszystkich wydarzeń ciągle chyba najważniejsze pytanie kryje liturgia słowa dzisiejszej niedzieli. Mówi ona o powołaniu człowieka do miłości, pyta nas, czy umiemy miłować.
Powołani przez Boga
Długo można wsłuchiwać się w piękną historię proroka Jeremiasza. Zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię, nim przyszedłeś na świat, poświęciłem cię, prorokiem dla narodów ustanowiłem cię. Ta prawda o wiedzy Boga przewija się na kartach Pisma Świętego wielokrotnie. Bóg zna człowieka, wie, kogo chce powołać do swej szczególnej służby, jeszcze przed jego poczęciem, zanim dowie się o nim jego własna matka. Racją tego wyboru jest umiłowanie człowieka.
Każdy z nas nosi w sobie proroka Jeremiasza. Każdego z nas Bóg umiłował i powołał do swojej świętej służby. W sakramencie chrztu św. poświęcił nas i dał nam udział w prorockiej misji swego Syna.
I chociaż musieliśmy opuścić łono naszej matki, stawiając czoło różnym życiowym niespodziankom, to Boża Opatrzność nad nami czuwa. Bóg do każdego z nas mówi: czynię cię twierdzą warowną, kolumną żelazną, murem spiżowym. Jestem z tobą, by cię ochraniać.
Miłość trzeba w sobie rozwijać
Naszą odpowiedzią na Boże wezwanie jest rozwijanie w sobie różnych talentów, darów, charyzmatów. Wiele umiejętności chcemy w życiu rozwijać, pragniemy lepiej znać język angielski i rozumieć zawiłości matematyki, chcemy umieć gotować smaczne potrawy i dobrze jeździć samochodem, często jednak zapominamy o rozwijaniu w sobie charyzmatu miłości. Święty Paweł przypomniał nam dzisiaj, że nasze życie nabiera sensu, koloru, wartości, wtedy, gdy opromienia je miłość.
Jest ona cierpliwa wobec krzywd i przeciwności, nie zazdrości innym, nie szuka swego, lecz kieruje się dobrem innych, nie unosi się gniewem, bo opanowuje rozdrażnienie i oburzenie. Miłość nie jest pamiętliwa, zapomina o krzywdach, daruje je. Nie cieszy się też z nieprawości, lecz szuka prawdy i współweseli się dobrem. Człowiek miłujący, wszystko przetrzyma, będzie jak twierdza warowna, kolumna żelazna i mur spiżowy, nie załamie się wobec przykrości, jakiej dozna od otoczenia.
Liczy się dziś
Nikogo z nas nie trzeba przekonywać, że Hymn o miłości św. Pawła czerpał inspirację z życia Jezusa Chrystusa. Przekonani, że mamy stawać się naśladowcami Jezusa, chcemy też być świadkami Miłości przez duże „m”, czyli świadkami Jego samego. On jest Miłością, której pragniemy doświadczyć, którą chcemy każdego dnia się stawać. Drogą ku takiej przemianie jest „chwytanie” chwili, która jest nam dana. To właśnie tu i teraz mam realizować miłość włożoną w moje ręce przez Boga. Podkreśla to także Jezus w dzisiejszej ewangelii. Mówi: dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli, a ewangelista pomija milczeniem, jakie konkretne wydarzenie Jezus miał na myśli. Liczy się owo „dziś”, w którym dokonuje się zbawienie.
Także w naszym życiu powinniśmy nadać sens naszemu „dziś”. To dziś Jezus przychodzi przeze mnie do zniecierpliwionego człowieka, aby objawić mu sens pokoju. To dziś Jezus przeze mnie buduje świat na zaufaniu, bo miłość wszystkiemu wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję. W całym tym medialnym zgiełku oraz świecidełkach gwiazd i gwiazdeczek, Jezus dziś mówi, że miłość nie szuka poklasku i nie unosi się pychą. Dziś, dzięki mnie objawia się światu miłość, która nie przekracza granic bezwstydu. I nawet jeśli na słowa Jezusa wypowiadane przez nas, wszyscy uniosą się gniewem, jak wtedy w Nazarecie, Pan będzie z nami, aby nas ochraniać, bo nas wybrał, zanim ukształtowaliśmy się w łonie matki.
Miłość obejmuje wszystkich
Kiedy Jezus wspominał w synagodze w Nazarecie o wdowie z Sarepty Sydońskiej i o Syryjczyku Naamanie, słuchacze nie mogli Go słuchać. Oba te przykłady dotyczyły przecież ludzi z narodów obcych, wrogich wobec Izraela. Trudno przyjąć prawdę, że Bóg miłuje wszystkich, także tych znajdujących się poza marginesem naszej akceptacji, o innym kolorze skóry, z jakiegoś nieprzyjaznego nam narodu, zwolenników innej partii politycznej. Ale ani dziś, ani jutro, innej ewangelii nie usłyszymy, bo my nie jesteśmy jedynymi adresatami Bożej miłości i Bożego planu zbawienia, a jego miłość obejmuje wszystkich ludzi.
Kiedy pomyślimy, ile burz przyszło nam przeżyć w życiu, czasami może zdarzy nam się zatęsknić za matką i życiem w jej łonie, choć go nie pamiętamy. Ale kiedy pomyślimy, jak wiele nauczyliśmy się od dnia naszych narodzin, zaczynamy rozumieć, że warto być Bogu wdzięcznym za dar Jego wybrania i powołania nas do tak wielu zadań. Dzięki temu wybraniu miłość łaskawa może dziś objawić się światu w nas.