W numerze
 
styczeń/luty 2012 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela okresu zwykłego »

Pozwólmy działać słowu Jezusa

Drukuj
W dzisiejszych czasach słowa się zdewaluowały. Już nie tylko straciły moc, ale także znaczenie. Każdy mówi to, co chce, a myśli coś zupełnie innego. Politycy obiecują złote góry i roztaczają przed wyborcami świetlane wizje swoich rządów. Celebryci udzielają szokujących wywiadów. Dziennikarze tworzą fakty prasowe. Niektórzy dają się na to naiwnie nabierać; inni tracą wiarę w słowa; jeszcze inni popadają w cynizm. W efekcie komunikacja międzyludzka i poczucie prawdy bardzo cierpią.

 

W dzisiejszych czasach słowa się zdewaluowały. Już nie tylko straciły moc, ale także znaczenie. Każdy mówi to, co chce, a myśli coś zupełnie innego. Politycy obiecują złote góry i roztaczają przed wyborcami świetlane wizje swoich rządów. Celebryci udzielają szokujących wywiadów. Dziennikarze tworzą fakty prasowe. Niektórzy dają się na to naiwnie nabierać; inni tracą wiarę w słowa; jeszcze inni popadają w cynizm. W efekcie komunikacja międzyludzka i poczucie prawdy bardzo cierpią.
Chrystus przyszedł także po to, by uzdrowić ludzkie słowa, przywrócić im wartość, sens i moc. Dlatego zaczął od nauczania, głoszenia prawdy. Słuchacze musieli być bardzo uważni i doskonale wyczuwali, że słowa, które Jezus głosił, były wyjątkowe. Chodziło nie tylko o ich głębię i mądrość, ale także o sposób, w jaki Jezus nauczał. Jego nauka robiła wielkie wrażenie na słuchaczach, wywierała wpływ, dawała zdumiewające odczucie świeżości i mocy. To już nie było odtwórcze parafrazowanie znanych fragmentów czy komentowanie ich własnymi słowami, lecz oryginalne obwieszczanie prawdy.
Jezus nauczając i odwołując się do znanych fragmentów, odkrywał ich ukryte znaczenia i nadawał im nowy sens. Czynił to zapewne z taką lekkością i autentyzmem, że Jego słowa nabierały wyjątkowej siły przekonania, same wnikały do umysłów i serc, wzbudzając zapał do praktykowania przyswojonych treści. To już nie była obojętna teoria czy narzucony wymóg, lecz wewnętrzne przynaglenie, inspirujące do działania według poznanych zasad. Jezus emanował wyczuwalną, faktyczną mocą.
Szatan jako pierwszy doświadczył tej mocy. Dla niego oznaczała ona klęskę i ostateczną zgubę. Szatan dobrze zdawał sobie sprawę z tego, kim jest Jezus i jaką dysponuje mocą. Wiedział, że jest to moc wyzwalająca dla wszystkich, którzy dotąd byli pod bezwzględną władzą sił nieczystych. Ów opętany, podobnie jak tysiące i miliony innych ludzi, należał dotąd do królestwa diabła, był mu poddany. Jezus przyszedł temu władztwu szatana położyć kres i wyzwolić ludzi z niewoli zła. Dlatego uwolnienie opętanego, było naturalnym przedłużeniem kazania Jezusa, było praktycznym wprowadzeniem w czyn tego, co Jezus głosił.
Wszyscy bez najmniejszych zastrzeżeń, z niekłamanym podziwem i uznaniem, przyjęli Jezusowe zwycięstwo. Warto zwrócić na to uwagę, gdyż po okresie początkowego zachwytu i entuzjastycznej wiary, z czasem ludzie zaczęli patrzeć na Jezusa coraz bardziej krytycznie, zaczęli głośno wyrażać swoje wątpliwości, a nawet sprzeciw. Nauka Jezusa, która dotąd zdumiewała i pociągała, później zaczęła budzić opór. Faryzeusze włożyli wiele wysiłku, by podważyć autorytet Jezusa i posiać wątpliwości w sercach prostych słuchaczy – nie wiedząc, że w ten sposób wypełniali obronny plan szatana. Rozpoczęła się ostateczna wojna między Bogiem a szatanem o wpływy w świecie, o człowieka.
Ta walka rozgrywa się nadal i wszyscy w niej uczestniczymy. Kłamstwa ludzi i zwodzenie świata nieustannie sprowadzają nas z drogi prawdy. Otaczającą nas rzeczywistość postrzegamy w fałszywym świetle. Przyszłość jawi się nam jako zwodnicza fatamorgana: pełna obietnic i pociągającego piękna, ale gdy wreszcie przychodzi, okazuje się, że jest tam tylko falsyfikat, lub – co gorsza, trujące bagno, z którego nie potrafimy się już wydostać. Obietnice dyskotekowego, piwnego czy narkotykowego szczęścia szybko zamieniają się w dramat, wobec którego człowiek jest bezsilny. Sami o własnych siłach nie wygramy. Tylko Chrystus może nas wyzwolić.
Niekiedy robi to jakby pomimo naszej woli. Gdy człowiek jest zniewolony złem, sam nie jest w stanie nawet prosić o pomoc. Wówczas tylko modlitwa Kościoła może wyprosić uwolnienie. Ale na ogół Chrystus oczekuje od nas współpracy. Jeśli tylko się zaangażujemy, może być ona bardzo owocna. Słuchanie słowa Bożego, modlitwa, przynależność do jakiejś wspólnoty, życie sakramentalne, pokuta, asceza – to wszystko stanowi najlepsze zabezpieczenie przeciw pokusom i działaniu złego ducha. Zachwyt Jezusem i płynące z niego zachowywanie Jego nauki, są najlepszym lekarstwem przeciwko złu.
Wsłuchajmy się zatem na nowo w słowa Ewangelii, wsłuchajmy się z żywą wiarą, która oznacza, że słowa te przypiszemy do swojego życia, że je zastosujemy i doświadczymy ich mocy. Sami się wtedy przekonamy, jak inaczej może wszystko wyglądać.
 
autor: ks. Mariusz Pohl