styczeń/luty 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela okresu zwykłego »

Sztuka modlitwy

Drukuj
Mam kłopot z wiarą w Boga – powiedział kiedyś do mnie młody człowiek. – Dlaczego? – Moim zdaniem Bóg jest rażąco niesprawiedliwy! Jak tylko Mu się człowiek uważnie przyjrzy, może zobaczyć mnóstwo sprzeczności! A przecież w Bogu nie powinno być sprzeczności skoro jest doskonały, święty i ponoć jest Mądrością i Prawdą? – Jakie sprzeczności? – padło moje pytanie. – No choćby taka, jak Bóg rozlicza ludzi i jak ich traktuje. Niektórzy całe życie żyją byle jak, nie starają się o to, żeby spełniać przykazania, ale używają życia jak się da, a potem kilka chwil przed śmiercią nawrócą się, i tak samo jak ci, co całe życie się starali, mogą dostać zbawienie. Albo inna sprawa! Tyle jest w naszej wierze zakazów i trudnych spraw, a ktoś wyznaje inną wiarę – znacznie łatwiejszą, i jeśli nie miał szans być ochrzczonym, też może być zbawiony! Czy to jest sprawiedliwe?!
Nic nie zmieniło się w mentalności ludzi i rozumieniu bądź nierozumieniu

Mam kłopot z wiarą w Boga – powiedział kiedyś do mnie młody człowiek. – Dlaczego? – Moim zdaniem Bóg jest rażąco niesprawiedliwy! Jak tylko Mu się człowiek uważnie przyjrzy, może zobaczyć mnóstwo sprzeczności! A przecież w Bogu nie powinno być sprzeczności skoro jest doskonały, święty i ponoć jest Mądrością i Prawdą? – Jakie sprzeczności? – padło moje pytanie. – No choćby taka, jak Bóg rozlicza ludzi i jak ich traktuje. Niektórzy całe życie żyją byle jak, nie starają się o to, żeby spełniać przykazania, ale używają życia jak się da, a potem kilka chwil przed śmiercią nawrócą się, i tak samo jak ci, co całe życie się starali, mogą dostać zbawienie. Albo inna sprawa! Tyle jest w naszej wierze zakazów i trudnych spraw, a ktoś wyznaje inną wiarę – znacznie łatwiejszą, i jeśli nie miał szans być ochrzczonym, też może być zbawiony! Czy to jest sprawiedliwe?!
Nic nie zmieniło się w mentalności ludzi i rozumieniu bądź nierozumieniu spraw Bożych od czasów proroków Starego Testamentu i nauczania Jezusa. Ciągle mamy jeden podstawowy problem – tworzymy sobie obraz Boga na podobieństwo naszych potrzeb i naszych o Nim wyobrażeń. I co więcej, mamy do Boga pretensje o to, że nie jest nic a nic podobny do tego obrazu.
Ci, którzy żyli w czasach proroków, chcieli, aby oni prorokowali im w imię Boga pomyślność, dostatek i zgodę Boga na ich życie, które nie miało wiele wspólnego z Bożym Prawem i Bożą wolą. Prorok, aby móc nauczać w Imię Boga musiał godzić się na to, że będzie odrzucony, co więcej, że zginie śmiercią męczeńską, bo to, czego będzie w Imię Boga nauczać, stanie się dla ludzi żyjących własnym wyobrażeniem Boga nie do przyjęcia. Jeremiasz, aby nabrać odwagi do przekazywania słów Pana, otrzymuje od samego Boga obietnicę mocy tak potężnej, że uczyni go zdolnym do stania się twierdzą warowną, kolumną ze stali i murem spiżowym, przeciw całej ziemi. Jednocześnie sam Bóg mówi mu, że przywódcy, kapłani i lud ziemi, będą walczyć przeciw niemu, ale go nie przemogą! Jak to nie przemogą?! – może pytać ze zdumieniem ktoś, kto zna historię biblijną. Przecież Jeremiasz jest męczennikiem, przecież został zabity! Tak, ale go nie przemogli, bo nie przestał nauczać w Imię Pana, a jego nauczanie, ciągle jest aktualne i prawdziwe. Nie przemogli jego wiary, zaufania Bogu – któremu wszystko oddał – i pewności, że Bóg wie lepiej!
Tej pewności, tej wiary, że „Bóg wie lepiej” ciągle nam brakuje! Mieszkańcom Nazaretu też jej brakowało. Dlatego odrzucili Jezusa. Przecież Go znali. Ich zdaniem to był tylko ubogi Syn cieśli Józefa, a miał czelność ich pouczać!? Co więcej, za wzór postawił im pogan – wdowę z Sarepty Sydońskiej i Syryjczyka Naamana! Poganie mają być wzorem przyjęcia Boga, otwarcia się na Jego łaskę?! Ich zdaniem, tak nie mógł nauczać prorok, ani tym bardziej Syn Boży! To było nie do przyjęcia! Oni wiedzieli, co trzeba robić, żeby kochać Boga i wiedzieli kim będzie Boży Syn, gdy przyjdzie na ziemię! Wiedzieli lepiej niż sam Bóg!
Co my wiemy lepiej? W czym nasze wyobrażenie o Bogu nie zgadza się z tym, jaki Bóg jest? W poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania warto przejrzeć uważnie listę swoich oczekiwań wobec Boga. Czego od Niego oczekuję? Zdrowia? Życiowej pomyślności? Wolności od cierpień? Ciepłych uczuć, żeby mi było miło na sercu? Spełnienia moich próśb? Szczęścia? Kto z nas pragnie łaski ukochania Boga? Kto pragnie, aby w pełni i za każdą cenę, spełniło się w nas to, co dziś przypomina drugie czytanie – Hymn o miłości św. Pawła? Tak, pragniemy być przez Boga kochani, ale czy chcemy Go kochać, taką miłością, która we wszystkim Jemu wierzy, ufa, pokłada w Nim nadzieję, wszystko przetrzyma!? Wszystko, a więc także to, że nie jestem w stanie pojąć Boga, ogarnąć Go swoim rozumem czy pragnieniem. Wszystko, więc też tajemnicę Jego Opatrzności i tego, jaką drogą mnie prowadzi. A w tę drogę może być wpisane cierpienie, wewnętrzna ciemność, doświadczenie życiowych klęsk i niepowodzeń. Życie zupełnie odmienne od tego, jakie sobie wyobraziłem i jakiego pragnąłem. Inne to nie znaczy złe i przegrane!
Co zrobić, żeby Boga nie wyrzucić za „miasto swojego serca i swoich pragnień”? Co zrobić? Modlić się! Pokornie, wytrwale, czasem wbrew sobie i własnym uczuciom modlić się o łaskę wiary i zaufania do Boga. W tej modlitwie mówić Bogu o sobie, o swoich rozterkach, pragnieniach, tęsknotach, pytaniach. Modlić się z nastawieniem, że chcę przyjąć każdą odpowiedź, którą On mi da! Każdą! Również tę, która będzie trudna i całkowicie niezgodna z moimi oczekiwaniami. Bóg uczyni mnie zdolnym do przyjęcia Jego odpowiedzi. Zdolnym i mocnym! Tak mocnym, że w wierze i zaufaniu Bogu mogę się stać „twierdzą warowną, kolumną ze stali i murem spiżowym!”. To jest w zasięgu możliwości człowieka, który się modli! Ale decyzja o tym, żeby się modlić należy do mnie! Nikt jej za mnie nie podejmie i nikt poza mną nie może pozostać jej wierny ani też od tej decyzji odstąpić.

autor: s. Urszula Kłusek SAC