Człowiek nie widzi. Widzi Bóg
Pięknym i niezwykle ważnym wprowadzeniem do dzisiejszej perykopy ewangelicznej jest starotestamentalna scena przytoczona w pierwszym czytaniu. Oto Samuel ma naznaczyć tego, którego Bóg wybrał na króla nad Izraelem. Wprawdzie prorok tylko wykonuje polecenie Boga i nie decyduje o tym, kogo namaści, ale sam przecież także ma swoje spostrzeżenia. Tak jest w przypadku pierworodnego syna Jessego.
Pięknym i niezwykle ważnym wprowadzeniem do dzisiejszej perykopy ewangelicznej jest starotestamentalna scena przytoczona w pierwszym czytaniu. Oto Samuel ma naznaczyć tego, którego Bóg wybrał na króla nad Izraelem. Wprawdzie prorok tylko wykonuje polecenie Boga i nie decyduje o tym, kogo namaści, ale sam przecież także ma swoje spostrzeżenia. Tak jest w przypadku pierworodnego syna Jessego. Samuel widząc przystojnego Eliaba, jest przekonany, że to Boży wybraniec. Wtedy właśnie z ust Pana padają kluczowe słowa: „Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7). Człowiek widzi to co zewnętrzne. Tylko Bóg dociera swoim wzrokiem do serca człowieka, do jego wnętrza, do jego istoty. Jeśli przyjąć, że tylko takie widzenie jest prawdziwe, bo dostrzega osoby, jakimi rzeczywiście są, to człowiek patrzący na zewnątrz tak naprawdę w ogóle nie widzi. Widzi tylko Bóg. Człowiek jest ślepy, dopóki patrzy tylko swoimi oczami. Umiejętność widzenia daje Bóg. Tę antytezę zwięźle i obrazowo ujmuje św. Paweł w Liście do Efezjan, kiedy zwraca się do tych, co zdecydowali się przynależeć do Chrystusa i odwrócić się od swoich grzechów: „Niegdyś byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu” (Ef 5,8-14). Byliście ciemnością – jesteście światłością. Sami z siebie jesteście ciemnością, tylko w Chrystusie jesteście światłem. W ciemności jesteś ślepy, widzisz tylko w świetle, czyli, innymi słowy: sam z siebie jesteś ślepy, widzisz tylko dzięki Bogu.
Historię ślepego od urodzenia z Janowej ewangelii należy czytać właśnie w tym kontekście, który z resztą wskazuje sam Jezus, zwracając uwagę na duchowe znaczenie terminów „widzieć” i „być niewidomym” (por. J 9,39-41). W języku Biblii „widzieć” to bowiem, jak już pokazało nam dzisiaj pierwsze czytanie, nie tylko postrzegać zewnętrznie. Prawdziwie widzi ten, kto patrzy na serce, dostrzega istotę, a to pociąga za sobą wejście w relację. Zatem „patrzeć” to właśnie być w relacji. W tym kontekście człowiek, który nie widzi, nie wchodzi w relację. Ten, kto nie widzi Jezusa, jest poza komunią z Nim. Powszechnie uznaje się, że 9 rozdział ewangelii wg św. Jana jest pierwotną katechezą chrzcielną ukazującą, jak człowiek przez łaskę Chrystusa i obmycie wodą wchodzi w komunię z Bogiem i ludźmi, staje się żywotną częścią wspólnoty Kościoła. Dla nas, którzy już jesteśmy ochrzczeni, opowieść z dzisiejszej ewangelii przybliża rzeczywistość grzechu i łaski, która, zwłaszcza w sakramencie pokuty i pojednania, usuwa grzechową ślepotę i wprowadza nas w światło komunii z Bogiem.
Spróbujmy zatem przyjrzeć się owej historii w takiej właśnie duchowej perspektywie. Cała akcja rozpoczyna się z inicjatywy Jezusa. Ślepiec nie prosi o uzdrowienie, tak jak to ma miejsce w innych przypadkach. Być może nawet nie czuje Jego obecności, nie wie, że jest blisko. Nie widząc, nie może wejść w komunię z Nim. Zaślepieni grzechem, z oczami zwróconymi tylko ku sobie samym, nie dostrzegamy obecności Jezusa. Być może zmagamy się ze swoją słabością i ranimy się upadając, a On w takich sytuacjach jest blisko, gotowy okazać swoją łaskę uzdrowienia. Jednakże to uzdrowienie nie dokonuje się nagle, lecz pewnymi etapami. Najpierw oczy niewidomego są przez Jezusa pomazane błotem. Zewnętrznie stan ślepego pogarsza się: nie tylko nie widzi, ale również jest brudny. To sytuacja, w której doświadczamy jeszcze bardziej brudu grzechu w naszym życiu. Być może długi czas żyliśmy, jakby grzech był czymś obojętnym dla naszej egzystencji. W procesie nawrócenia Jezus pokazuje nam brzydotę grzechu. W ten sposób proces leczenia pozornie pogarsza naszą sytuację, lecz jest to już etap powracania do zdrowia. Następnie ślepiec ma obmyć się w sadzawce Siloe; musi zatem podjąć trud dotarcia do niej po omacku, bo przecież jeszcze nie widzi. Możemy wyobrazić sobie, co sobie myślał podczas tej drogi, czy był pełen wiary, czy może zmagał się sam ze sobą albo z Bogiem… To wyraźna próba dla tego, kto chce odzyskać zdrowie. W końcu, obmyty wodą (którą odczytujemy jako aluzję do chrztu), odzyskuje wzrok. Teraz widzi oczami ciała, ale jeszcze nie dokonało się w nim najważniejsze uzdrowienie. Można powiedzieć słowami pierwszego czytania, że patrzy jak człowiek; widzi to, co zewnętrzne. Prześledźmy, w jaki sposób wypowiada się o Jezusie. Najpierw mówi, że nie wie, kim On jest. Zna fakty, tzn. to, że został uzdrowiony, ale nie wchodzi w istotę rzeczy (w. 25). Następnie już dostrzega w Jezusie kogoś, kto jest blisko Boga i pełni Jego wolę (w. 30-33). W końcu widzi samego Jezusa i uznaje w Nim Syna Człowieczego. Dopiero teraz widzi tak, jak widzi Bóg, dociera do sedna i wyznaje wiarę w Chrystusa. Mówi Jezusowi: „wierzę, Panie” (w. 37-38). Słowo „Panie” (Kyrie), jest w języku Nowego Testamentu wyznaniem Boskości Jezusa Zmartwychwstałego. Teraz uzdrowiony wchodzi przez wiarę w relację z Bogiem. Teraz dopiero naprawdę widzi, bo patrzy jak Bóg – na serce.
Nasza droga nawrócenia wiedzie przez doświadczenie pomazania błotem naszego grzechu, próbę wiary, powierzchowne widzenie rzeczy, aż do prawdziwego przejrzenia, które pozwala widzieć w Jezusie z Nazaretu Syna Bożego przywracającego nam autentyczne życie. Warto podjąć tę drogę, aby móc widzieć tak, jak widzi Bóg. Aby w ogóle widzieć.
autor: ks. Jacek Kacprzak
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






