W numerze
 
marzec/kwiecień 2006 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela Wielkiego Postu »

Dowody miłości

Drukuj

“Jeśli mnie kochasz, to mi udowodnij…” – słyszy się często, nie tylko w romantycznych serialach latynoamerykańskich, ale w dialogach między narzeczonymi lub może raczej między partnerami (takie modne słowo). I mimo iż to z prawdziwą miłością niewiele ma wspólnego, jest to zachętą do wprowadzania miłości w czyn.

 

Rozkapryszone dziecko powie do rodzica: “Jeśli mnie kochasz, to kup mi… tudzież daj mi…”. Dziecko też potrzebuje dowodów miłości od rodziców, szkoda że w praktyce przeradza się to często w szantaż. Rodzic powie do dziecka: “Jeśli mnie kochasz, to popraw się w zachowaniu… to popraw oceny itd.”. Rodzice często mobilizują dzieci do poprawy, posługując się dowodem miłości.

 

Każdy człowiek potrzebuje miłości, mało tego, każdy, może zbyt ryzykowne twierdzenie, chciałby miłość czuć, każdy chciałby miłości ze strony innych doświadczyć. A co z miłością Boga? Czy też nie stawiamy Bogu wymagań dowodów miłości? I mamy nawet już gotową listę: Panie Boże, jeśli mnie kochasz i jeśli Tobie na mnie zależy to: spraw bym zdał egzamin, bym dostała to stypendium, by ten mnie pokochał, bym znalazł dobrze płatną pracę…

 

Tymczasem Bóg nas zaskoczył, dał inny dowód miłości człowieka, niekoniecznie taki jaki byśmy sobie wyobrażali.

 

 

 

Dowód miłości Boga

 

 

“Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. “Bóg nie posłał na świat swego Syna, ale by świat został przez niego zbawiony” – to najwyższy, najdoskonalszy i najpełniejszy dowód miłości Boga do człowieka. Jeśli naprawdę przejmiemy się tym fragmentem Ewangelii Jana, nie będziemy już potrzebowali od Boga jakichś dowodów miłości. Ten jeden niech wystarczy.

 

Bóg z miłości do człowieka posyła na świat swego Syna, Jednorodzonego Syna, mało tego – ten umiłowany Syn Jego dzieli ludzką nędzę na równi z człowiekiem, na równi z ubogimi i jakby tego było mało, umiera na krzyżu otwierając nam zbawienie.

 

Dzisiejsze drugie czytanie z Listu Pawła do Efezjan rozwija ten dowód miłości Boga do człowieka: Bóg bogaty w miłosierdzie, przywraca człowieka, grzesznika do życia. Razem z Chrystusem wskrzesza nas i sprawia, że razem z Nim możemy zasiąść na wyżynach nieba…

 

Człowiek dzięki łasce wielkiej miłości Boga dostępuje zbawienia – nowego życia z Jezusem Zbawicielem w nowym stanie – w niebie. I to wszystko z łaską, dzisiaj powiedzielibyśmy za darmo, gratis. Oto dowód miłości Boga. Oto Jego miłosierdzie.

 

 

Dowody miłości Boga w historii i życiu człowieka

 

 

Bóg udowadnia nam swoją miłość każdego dnia. Historia życia każdego z nas to historia udowadniania, że Bóg mnie kocha i ja kocham Jego. Różnie to wychodzi w praktyce. Kiedy bowiem odnosimy porażki trudno jest nam wierzyć w Jego miłość i zaczynają się pretensje: Boże, jeśli mnie kochasz to… Kiedy odnosimy jakieś, nawet drobne sukcesy, spontanicznie czujemy, że Bóg jest z nami, że nas kocha.

 

Takie samo przeświadczenie miał naród izraelski (I czytanie z 2 Krn), który swoimi grzechami i nieprawościami spowodował rozbudzenie gniewu Boga. Pan zesłał karę – niewolę babilońską. Jednak Bóg nie przestał, nawet w takiej trudnej dla ludu wybranego sytuacji, dawać mu dowodów, iż kocha cały czas Izraela. I po okresie wygnania następuje powrót do Ziemi Obiecanej – Bóg daje konkretny dowód miłości Ludu, który o nim zapomniał. Bóg który kocha, który jest miłosierny, może karać człowieka, aby ten wrócił do Niego i odwzajemniał tę miłość.

 

Dzisiejszej niedzieli, kiedy połowa czasu Wielkiego Postu, czasu nawrócenia, za nami, trzeba jeszcze raz przypomnieć, iż Bóg kocha nas, kocha ciebie do tego stopnia, że dał swojego Syna, aby poniósł śmierć dla mnie i dla ciebie i otworzył niebo – zbawienie. On już nie musi chyba nic nam więcej udowadniać. Teraz czas na nas…

 

 

 

 

 

 

autor: ks. Maciej Przybylak