Jakżesz oczy ci się otwarły?
Dziś w Ewangelii widzimy Jezusa, który przywraca wzrok człowiekowi niewidomemu od urodzenia. Uczniowie Jezusa widząc tego człowieka, pytają kto zgrzeszył – on czy jego rodzice. Pytają tak, bo są przekonani, że jego ślepota jest karą za grzech. Jezus temu zaprzecza.
Nie wiem, czy ktoś z was czytał książkę lub oglądał film zrealizowany na podstawie powieści Jose Saramago Miasto ślepców. Akcja rozgrywa się w pewnym mieście, którego mieszkańcy nagle zostali zaatakowani epidemią ślepoty. Ludzie ociemniali są zamykani w szpitalach. Poznajemy losy mieszkańców jednego z takich szpitali. Szpitalną społecznością zaczynają rządzić mechanizmy odtwarzające prastare, odwieczne schematy: walka o przetrwanie, walka o władzę, podział ról na oprawców i ofiary. Groteskowy obraz bezradnych jak dzieci, wytrąconych z normalnego życia ludzi, staje się historią upokorzenia. Przekroczone są wszelkie granice upodlenia, jakby ociemniały świat pozbył się nagle hamulców ukształtowanych przez tradycję, wiarę, kulturę.
Dziś w Ewangelii widzimy Jezusa, który przywraca wzrok człowiekowi niewidomemu od urodzenia. Uczniowie Jezusa widząc tego człowieka, pytają kto zgrzeszył – on czy jego rodzice. Pytają tak, bo są przekonani, że jego ślepota jest karą za grzech. Jezus temu zaprzecza. Ślepota tego człowieka, nie jest skutkiem kary za grzechy, ale posłuży do objawienia się wielkich dzieł Boga. Dziełem Bożym, będzie uzdrowienie owego niewidomego. Wszyscy się dziwią. Miejscowi ludzie znali jego i jego rodziców od lat. Nie wiedzą, jak się to stało, że ów niewidomy od urodzenia widzi. Owszem wiedzą, że Rabbi z Nazaretu położył mu błoto na oczy i wtedy niewidomy przejrzał, ale nie dowierzają, że to dzieło Boże, bo przecież wtedy był szabat. A w szabat pracować nie wolno, a zrobienie błota i nałożenie go na oczy niewidomego, to przecież praca. Żyd, który pracuje w szabat nie jest dobrym Żydem. Więc jak niedobry człowiek może stać się narzędziem Bożego działania? I oto tutaj mamy drugą ślepotę. Gorszą od fizycznej, ślepotę duchową. Tę, która nie pozwala dostrzec Bożego działania tam, gdzie jest ono jasne, wyraźne i czytelne.
Ewangelia dzieje się dziś. Tu i teraz. W twoim i moim życiu. Nie wierzysz? Zapytaj siebie, kiedy po raz ostatni całym sercem, całym swoim istnieniem ucieszyłeś się Bożą miłością i Bożym działaniem w twoim życiu? Kiedy po raz ostatni myślałeś o tym, kim jesteś dla Boga. Jak niezwykle cenny i drogi jesteś w Jego oczach? Bóg nie ma nikogo kto byłby Mu droższy nad ciebie. Nieważne, jaki jest twój wygląd, kolor oczu i włosów, ubranie, zasoby portfela i wiele innych tak zwanych ważnych rzeczy, które ważne są dla ludzi. Dla Boga jesteś Jego dzieckiem. Jedynym. Ukochanym. Upragnionym. Godnym Jego miłości i troski. Wierzysz w to? Widzisz tę miłość Boga w sobie i swoim życiu? Jeśli widzisz, dlaczego masz kompleksy? Dlaczego ładniejsze ubranie koleżanki, większy sukces kolegi odbiera ci dobry humor i poczucie własnej wartości? Dlaczego czujesz się samotna i opuszczona, dlaczego miewasz dni, gdy wydaje ci się, że jesteś życiowym nieszczęśliwcem, bo inni mają ciągle więcej i lepiej?
Nie bój się tego, co teraz ci powiem. Nie bój się, ale zmierz się z tym. Odważnie i spokojnie. Nie chcę cię poniżać. Wytykać błędów i mówić, że naprawdę jesteś do niczego, bo tak nie myślę. Chcę tylko, byś miał odwagę zadać sobie jedno pytanie. Ważne. Trudne. Konieczne pytanie. „Czy ja, człowiek, któremu zdaje się, że wie i widzi nie jestem duchowym ślepcem?” Wiem, to trudne pytanie, ale odpowiedź udzielona sobie w duchu prawdy i wiary wyzwala. Daje szczęście i pokój serca. Co czyni duchowy ślepiec? Idąc czuje się niepewnie. Potyka się o to, co napotyka na drodze. Potrąca innych. Czasem upada i rani się boleśnie. Szarzyznę i ciemność nazywa światłem, a światło, które może wtargnąć do jego chorych oczu i porazić je swoją jasnością, nazywa ciemnością. Światłem jest Jezus i Jego nauka. Ale jakże wielu z nas, również tych co niedzielę obecnych w kościele, twierdzi, że tak się nie da żyć, że przykazania są ciemne i groźne i niedzisiejsze, że wszyscy kłamią, oszukują i że sumienie to w obecnych czasach towar deficytowy? Jakże wielu z nas bierze udział w czynach ciemności, bo ciemność złych czynów pobłyskuje fałszywymi światełkami, które my, duchowo ociemniali widzimy jako wielkie, jasne światło. I dzieje się z nami w tej ślepocie jak z bohaterami owego Miasta ślepców, o których mówiliśmy na początku. W duchowych ciemnościach niejednokrotnie zaczynamy zachowywać się jak szaleni, jak ludzie bez zasad, bez wiary i kultury. Jak ludzie, którzy jedynie pragną przetrwać i nie widząc nic, rzucają się na oślep na wszystko i na wszystkich, którzy są w pobliżu. Żyjąc w ciemności, człowiek jest przekonany, że tylko takie życie jest możliwe i że nie ma innego świata, innych wartości, innych dążeń poza tymi, które zna z kręgu własnej ciemności.
Ale jasne światło istnieje. Ślepcy są uzdrawiani. Duchowe ciemności, pierzchają przed mocą i miłością Jezusa. Liczne świadectwa duchowego wyzwolenia, uzdrowienia wewnętrznego, wyjścia z matni nałogów i grzechów, są prawdziwe. Ci, którzy w swojej ślepocie mają odwagę powiedzieć Jezusowi: Panie, jestem nieszczęśliwy. Jestem duchowo ślepy. Pragnę Twojego światła, Twojej miłości, pragnę abyś mnie wyprowadził z mojej ciemności, są uzdrawiani. Ich wzrok duszy staje się jasny i dostrzegają nagle ogrom Bożej miłości w swoim życiu. Widzą, jak Bóg ich kocha, jak troszczy się o nich, jak prowadzi i podtrzymuje. Nie bój się swojej ciemności. Nie bój się Jezusa, ale zawołaj dziś, tu i teraz z głębi swego serca: Panie, uzdrów mnie! Uzdrów moją ślepotę! Zawołaj tak a Pan przyjdzie. Dotknie, uleczy i będziesz mógł całym sercem modlić się słowami: „Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego”.
autor: s. Urszula Kłusek SAC
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






