Jezus otwiera nam oczy
Im bliżej jesteśmy świąt wielkanocnych, tym mocniejsze rozlega się nawoływanie do szczerego nawrócenia, do prawdziwej przemiany życia. Wezwanie „powstań z martwych”(Ef 5,14), to nie poezja, to nie piękna przenośnia, lecz nieunikniona konieczność, byśmy jako wierzący mogli świętować Wielkanoc. Powstać z martwych – to nic innego jak powstać z grzechów.
Przy ocenie człowieka bierze się pod uwagę rozmaite rzeczy. Dla jednych liczą się zdolności, dla innych spryt, dla jeszcze innych uroda i zewnętrzny wygląd, wreszcie dla innych charakter. Niestety, taka ocena często jest powierzchowna, a przez to nie do końca prawdziwa. Bo cóż z tego, że ktoś będzie miał nieprzeciętną urodę, kiedy w jego wnętrzu będzie wiele złości, przewrotności, obłudy i wszelkiego rodzaju podłości. Z takim człowiekiem na dłuższą metę trudno wytrzymać.
Jest ktoś, kto tak do końca zna człowieka. Przenika jego myśli i pragnienia. Zna jego serce i wie, co się w nim kryje. O kim mówię? Oczywiście o Bogu. On patrzy na serce człowieka. W pierwszym czytaniu mszalnym zaczerpniętym z Pierwszej Księgi Samuela słyszeliśmy o wyborze Dawida na króla. Kiedy Samuel uważał, że ma przed sobą kandydata na króla, Bóg oświadcza:
„Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi, jak widzi Bóg, bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce” (1 Sm 16,7).
Bóg patrzy na serce! Przeżywając czas Wielkiego Postu ani na chwilę nie możemy o tym zapominać. Dlaczego? Bo przed Bogiem nic się nie ukryje, udawanie przed Nim nie ma sensu. Jedynie On może sprawiedliwie ocenić człowieka.
Im bliżej jesteśmy świąt wielkanocnych, tym mocniejsze rozlega się nawoływanie do szczerego nawrócenia, do prawdziwej przemiany życia. Wezwanie „powstań z martwych”(Ef 5,14), to nie poezja, to nie piękna przenośnia, lecz nieunikniona konieczność, byśmy jako wierzący mogli świętować Wielkanoc. Powstać z martwych – to nic innego jak powstać z grzechów.
Odczytany przed chwilą opis uzdrowienia niewidomego, nie jest tylko świadectwem tego, że Jezus kiedyś ulitował się nad nieszczęśliwym człowiekiem. Opis ten kryje w sobie naukę dla nas. Jezus otworzył oczy niewidomemu. On sam również nam otwiera oczy w sakramencie pokuty. Uwolnieni od grzechów, inaczej patrzymy i oceniamy samych siebie i drugiego człowieka. Bo przecież Jezus Chrystus „jest światłością, która na świat przyszła, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie chodził w ciemności, lecz miał światło życia”.
Bóg patrzy na moje serce! Warto o tym pamiętać, bo ułatwi to każdemu z nas owocne przeżycie sakramentu pokuty.
Jako uczniowie Chrystusa musimy jednak pamiętać, że jest wokół nas wielu ludzi którzy chodzą w ciemności grzechu. Którym trudno się nawrócić. Im potrzebna jest nasza modlitwa.
Pamiętam, kiedyś pracowałem w szpitalu jako kapelan – spotkałem człowieka, który nie potrafił pogodzić się ze swoim cierpieniem, był zbuntowany i obrażony na Pana Boga. Nie chciał skorzystać z sakramentów świętych. I pamiętam, że wtedy mimo wszystko postanowiłem codziennie przychodzić do tego pana, choćby przez chwile pobyć z nim. Modliłem się za niego. Po kilku tygodniach ten pan poprosił o spowiedź i komunię św.
Radość dzisiejszej niedzieli płynie z faktu, że Pan Jezus pokonał grzech. Uczeń Jezusa nie może żyć w grzechu dlatego szczególnie w tych dniach módlmy się o dobrą spowiedź dla siebie i naszych bliskich – zwłaszcza tych, którym się trudno zmobilizować, którzy już dawno nie byli u spowiedzi świętej.
autor: ks. Mateusz Drob
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






