Konfesjonał świadkiem miłości Ojca
Pewien kapłan, niezmordowany spowiednik, obchodził złoty jubileusz kapłaństwa. Na dzień tego jubileuszu penitenci pokryli kwiatami konfesjonał, w którym „objawiał im Serce Ojca”. Albowiem „w imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, który przez nas udziela napomnień” (I czyt.). Konfesjonał to wielki świadek miłości naszego Ojca, który jest w niebie. W przypowieści o synu marnotrawnym, sam Chrystus przedstawia nam „Serce Ojca”. Syn marnotrawny dostrzega miejsce, które jest daleko poza domem ojca. Dom, który nie jest jego domem, zajęcia, które są inne niż jego życie. Takie doświadczenia były i naszym udziałem, ale przez „Serce Ojca” okazane nam w konfesjonale, mogliśmy wrócić na drogę pokoju – do siebie samego, do Kościoła, do Boga. W sakramencie pokuty Bóg nas odnajduje, aby wciąż na nowo obdarzać i potęgować w nas prawdziwe życie. Tu przy kratkach konfesjonału chce nas przyoblec w nowego człowieka, w najpiękniejszą suknię łaski uświęcającej. Tu chce nakładać i podtrzymać na naszych rękach pierścień wiernego umiłowania Oblubienicy – Kościoła, a nogom naszym dawać obuwie do gorliwego głoszenia Ewangelii pokoju. Spowiedź to nie osiągnięcie, ale pochylenie się ku komuś, w stronę właściwą, skierowanie do właściwego portu, poprawa kursu na rzeczywiste światło. Człowiek, który się spowiada stawia krok w kierunku prawdy, sprawiedliwości, serdeczności, łagodności, cichości, prostoty i pokory. I to jest dopiero początek wysiłku. Spowiedź jest jakby nasieniem, z którego ma wyrosnąć człowiek prawy. Przez dobrą spowiedź człowiek budzi się do życia Bożego i przeciera oczy duszy, uruchamia swoje serce, uczy się stawiać pierwsze kroki w świecie, dla którego jest stworzony, ale który dopiero nadejdzie. Ile mądrości trzeba, aby człowiek tej ziemi urósł do jedności z Nieskończonym. Jeżeli ratować siebie, to zacząć od tego, co wzbudza nadzieję nowego, co wywoła radość i pobudzi do wysiłku. Taka jest spowiedź święta. Tu w konfesjonale Bóg otwiera się dla człowieka i trwa w otwarciu dla szczęśliwych i cierpiących, szczególnie dla grzeszników. A ileż to razy po dobrze odprawionej spowiedzi chory wstaje. Ten wewnętrzny radosny stan to sprawia i on jest cudownym lekarstwem, powodującym powrót do zdrowia. Najsławniejsi chirurdzy opierając się na wieloletnim doświadczeniu twierdzą, że operacje najlepiej udają się u osób, które przedtem odprawiły spowiedź. Gdyby medycyna posiadała taki lek, jakim jest sakrament pokuty – pisze pewien lekarz protestancki – to na świecie byłoby bez porównania mniej chorób. Istnieje więc ogromna zależność pomiędzy chorobą a grzechem! Pamiętajmy o tym. Jakże więc nie cenić spowiedzi świętej? Jak jej nie pragnąć? Jak nie korzystać z jej dobroczynnych, kojących mocy? „Jeżeli ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem” (I czyt.). Pamiętajmy, że najciemniejszą i najzimniejszą częścią świata jest serce człowieka w grzechu. Z chwilą spowiedzi błogi spokój napełnia duszę, a Duch pocieszyciel znów ją oświeca i ogrzewa, aż tak, że mogę zawołać: jestem u źródeł szczęścia i powtarzać z psalmistą: „spójrzcie na Niego a rozpromienicie się radością” (Ps. resp.). Spójrzcie na konfesjonał, gdzie was oczekuje najlepszy Ojciec. Pewien młody Włoch, wiodący lekkomyślne życie, przechodził koło kościoła. Wstąpił do niego, gdyż chciał obejrzeć znajdujące się tam dzieła sztuki. Był też obraz przedstawiający króla Dawida pokutującego. Z boku stał anioł ze złotą czarą i zbierał w nią łzy. Pod obrazem znajdował się napis: „Dawid zgrzeszył raz a płakał zawsze, ty grzeszysz zawsze a nie płaczesz nigdy”. Ten napis tak wstrząsnął młodym człowiekiem, że zapłakał i on. Później często przychodził, stawał przed tym obrazem i powtarzał: ten obraz przyprowadził mnie do źródła szczęścia, do konfesjonału, do zmiany dotychczasowego trybu życia. Nie marnujmy swojego życia. Patrzy na nas niebo i ziemia – czeka na nasz czyn. Pomagajmy sobie wzajemnie w drodze do domu Ojca. Jeden z ojców tak żegnał syna udającego się na studia: „Antosiu, masz dwoje jasnych oczu, ale masz też i inne oczy, które zachowaj jasne i czyste – spokojne sumienie i dobre imię”. Po skończonych studiach wraca syn. Ojciec spojrzał z trwogą w oczy młodzieńca. „Jakże synu, pamiętasz o czym mówiłem ci przed laty”? Syn nie spuścił powiek, lecz jasno spojrzał ojcu w oczy. To wystarczyło – oczy ojca i syna spotkały się i dopowiedziały resztę. Syn nie zmarnował życia. Życzę ci, byś kiedyś w godzinę Sądu, mógł i ty swemu Ojcu niebieskiemu spojrzeć śmiało w oczy, bo życia nie marnowałeś, bo postanowień dotrzymałeś. Życzę ci wytrwania i nagrody.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






