Między ciemnością a światłem
Prowokacyjne pytania Jezusa
Spotkanie ze ślepcem to kolejna prowokacja Jezusa, kolejne pytania, jakie Jezus chce postawić każdemu z nas. Takimi znakami zapytania, zmuszającymi nas do osobistej, szczerej refleksji i rewizji swoich poglądów, mogą być nasze spotkania z ludźmi, różne sytuacje życia, zwłaszcza te trudne i kryzysowe, które nie pozostawiają nam wyboru: musimy na nie jakoś zareagować. I rzeczywiście reagujemy: nieraz niepokojem, nieraz wątpliwościami co do wiary, niekiedy wybuchem żalu i pretensji czy wręcz buntem przeciwko Bogu. Trzeba przyznać, że jesteśmy w tym oskarżaniu Pana Boga dosyć odważni; szkoda tylko, że brakuje nam odwagi w szukaniu czy przyjęciu odpowiedzi, jaką Bóg chce nam dać na nasze wątpliwości i zarzuty.
Grzech i kara źródłem niepokoju
Dla uczniów Jezusa takim niepokojącym pytaniem był ślepiec: kto jest odpowiedzialny za jego cierpienie, za jakie i za czyje grzechy spotkała go ta kara? My również w konfrontacji z cierpieniem próbujemy doszukiwać się motywu Bożej kary czy zemsty. W pewnym sensie pozwala nam to czuć się bezpiecznie, bo oczywiście tłumaczymy sobie zaraz, że my takich grzechów nie mamy, więc nam nic nie grozi. Ale prawda jest inna: sumienie daje nam znać o sobie i wtedy podświadomie zaczynamy zdawać sobie sprawę, że i my zasługujemy na wyrok. Napełnia nas to wielkim lękiem i niepokojem, który zatruwa nas z ukrycia swoim jadem.
Fałszywe odpowiedzi i pozorne rozwiązania
Tym bardziej więc próbujemy tuszować i usprawiedliwiać swoje grzechy, ale to jeszcze pogarsza sytuację, bo takie znieczulanie objawów lęku pozorami bezgrzeszności, oddala tylko decyzję radykalnego i skutecznego rozwiązania problemu. Chrystus, jeśli ma nas leczyć, potrzebuje z naszej strony zaufania i szczerości. Właśnie to chce nam uświadomić w tej Ewangelii: że jest lekarzem, a nie katem, że przyszedł zbawiać, a nie potępiać. Ale my boimy się w to uwierzyć.
Cała dyskusja faryzeuszów z uzdrowionym ślepcem, jaka wywiązała się wskutek cudu uzdrowienia, jest doskonałą ilustracją tego problemu, obnażającą nasz fałszywy sposób myślenia o grzechu i o Bogu. Warto tę dyskusję prześledzić i rozpoznać w niej echa swoich myśli i wzorce własnych postaw.
Cudowny lek przebaczenia
Boże rozwiązania są bardzo proste: idź i obmyj się – i ja odpuszczam tobie grzechy. Boży wkład w nasze uzdrowienie jest zwięzły i jednoznaczny. Może dlatego, że ceną za niezwykłą skuteczność tej kuracji była Krew Zbawiciela? Chrystus wycierpiał tak dużo i zrobił to z taką miłością, że teraz owoce Jego ofiary wystarczą dla zgładzenia wszystkich grzechów świata. Hojność Chrystusa spłaciła wszelkie długi, zaciągnięte wskutek naszych grzechów. To On zapłacił cenę, którą my powinniśmy spłacić. Każdemu z nas dał do ręki czek in blanco, my mamy jedynie wypełnić go i zrealizować.
Ślepa uliczka pychy
I właśnie w tym momencie zaczynają się trudności: bo człowiek nie chce uznać tej wspaniałomyślnej hojności i miłości Boga, nie chce przyjąć Jego darów i zawdzięczać wszystkiego Bogu, lecz chce stanąć naprzeciw Niego, jako niezależny i równy konkurent: z własnymi zasługami, ze swoją wizją zbawienia i poglądami na życie, dobro i zło, prawdę. Odrzucamy łaskę, przebaczenie i miłość Boga, by z uporem obstawać przy swojej racji i bronić swej rzekomej niewinności i niezależności. Ileż to razy każdy chyba ksiądz, przeżywał w konfesjonale dramatyczne chwile i spory z ludźmi, którzy za wszelką cenę utrzymywali i udowadniali, że nie mają absolutnie żadnych grzechów, bo przecież nikogo nie zabili! Oto prawdziwe zaślepienie – pycha, która nie chce zaakceptować Bożej miłości!
Arsenał środków do walki z Bogiem
W tym sporze przeciwko Bożej miłości – bo ostatecznie chodzi przecież tylko o to, by nie uznać, że Bóg kocha nas miłością bezwarunkową, bez naszych zasług – człowiek ucieka się do wszelkich metod i argumentów. Faryzeusze zaprezentowali cały arsenał środków, z którego i my dziś chętnie korzystamy, modyfikując jedynie pewne sformułowania na użytek współczesności. Dziś nie atakuje się Boga wprost, bo przecież we współczesnej logice świata, Bóg nie ma realnego istnienia i nie można wejść z Nim w polemikę.
Ale za to można atakować Kościół i ludzi, którzy w Boga wierzą. A więc najpierw preparuje się oskarżenia o jakieś błahe, nieraz zupełnie zmyślone niedociągnięcia, które rzekomo przekreślają wartość dobrych czynów, a przynajmniej podważają szlachetną, nadprzyrodzoną motywację czynienia dobra i sprowadzają je do czysto naturalnego altruizmu. Oczywiście takie tłumaczenie jest dla ludzi mało przekonujące, bo heroizmu miłości, poświęcenia, świętości i służby, nie da się sprowadzić do czysto ludzkich, przyziemnych motywów czy korzyści.
Zatem, gdy nie pomaga pokrętna interpretacja faktów, wtedy zaprzecza się i preparuje wprost same fakty: przez zastraszenie, przekupstwo, oszczerstwa, manipulację, niszczy się autorytet Kościoła, ośmiesza się wiarę, próbuje kompromitować księży. Na wszelkie sposoby nagina się prawdę i realność do ideologii. Nie działa za pierwszym razem? – no to powtórka, i jeszcze raz, i jeszcze, aż do skutku. Pomysłowość, gorliwość i upór faryzeuszów w niszczeniu Jezusa, może być dla współczesnych funkcjonariuszy ateizmu niewyczerpanym źródłem inspiracji.
Siła wiary i osobistego świadectwa
Co ciekawe: ta zmasowana presja z łatwością pryska wobec siły wiary i zdrowego rozsądku, ale niestety, niewielu ludzi ma odwagę przeciwstawić się nagłośnionej, modnej, oficjalnej ideologii. Nie jesteśmy zbyt pewni naszych własnych przekonań, nie zawsze też zdajemy sobie sprawę z siły wspólnoty, nie umiemy się wesprzeć i zjednoczyć w imię prawdy. Dlatego stosunkowo łatwo ulegamy i poddajemy się niszczącej potędze świata.
Uzdrowiony ślepiec nie uległ, bo jego siłą było osobiste doświadczenie spotkania i działania Jezusa. Ten jeden fakt wystarczył mu, by odrzucić wszelkie argumenty i zastraszenie ze strony przeciwnika. Mało tego: dało mu to odwagę do dawania świadectwa swoich przeżyć i wiary. Dobrze wiedział, że nie jest to żaden wymysł ani złudzenia, lecz jego własne doświadczenie. Dlatego też jego powtórne spotkanie z Jezusem zaowocowało pogłębieniem i uzupełnieniem wiary o jasne i świadome poznanie. Intelektualny wymiar wiary, czyli wiedza i oczytanie, są zwykle wtórne wobec doświadczenia.
Wiara – droga ku światłu
Jest to jakiś wzorzec rozwoju naszej wiary. U jej źródeł zawsze leży inicjatywa i łaska Boga, do którego należy pierwszy krok. Jeśli jesteśmy gotowi ten krok zrobić i odpowiedzieć na Boże wezwanie, wtedy Bóg poprowadzi nas dalej. Chodzi o to, byśmy nie stawiali oporu i nie zwlekali, nie czekali na kolejne zachęty i uzasadnienia, lecz robili to, co już wiemy i czego jesteśmy pewni. A wiemy wystarczająco dużo, by mieć co robić przez najbliższe lata.
Do tych podstaw wiary należy niewątpliwie czytanie Pisma św., modlitwa, uczestnictwo w sakramentach i wspólnocie Kościoła, służba na rzecz potrzebujących. Równolegle możemy swoją wiarę rozwijać i poszerzać przez dalszą lekturę, studium Pisma św., pogłębianie modlitwy, podejmowanie rozmów o wierze i dawanie świadectwa.
Tylko w ten sposób człowiek może wkraczać w krąg światła i przybliżać się do jego źródła. Jeśli pozostaniemy na obrzeżach, albo zwrócimy się ku ciemności, nie możemy oczekiwać, że w naszym życiu będzie się działo dobrze. Jesteśmy powołani do życia w światłości i tylko w świetle możemy być naprawdę szczęśliwi.
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






