W numerze
 
marzec/kwiecień 2009 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela Wielkiego Postu »

Nowe narodzenie w "jesieni życia"

Drukuj
Od trzech dni cieszymy się wiosną i od trzech tygodni przeżywamy Wielki Tydzień. Wiosna pobudza nas do podziwiania potęgi i mądrości Stwórcy budzącej się do życia natury. Wielki Tydzień uprzytamnia nam wielkość i miłość Dawcy Łaski, który tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne w niebie.
Od trzech dni cieszymy się wiosną i od trzech tygodni przeżywamy Wielki Tydzień. Wiosna pobudza nas do podziwiania potęgi i mądrości Stwórcy budzącej się do życia natury. Wielki Tydzień uprzytamnia nam wielkość i miłość Dawcy Łaski, który tak umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne w niebie.
Prawdę o tej niepojęcie ofiarnej miłości Boga ku ludziom wypowiada w dzisiejszej Ewangelii mszalnej Pan Jezus w nocnej rozmowie z faryzeuszem Nikodemem. Nie był on przeciętnym Izraelitą. Był niemłodym, szanowanym znawcą prawa Mojżeszowego i członkiem Sanhedrynu, czyli najwyższej rady kierującej religijnym życiem narodu wybranego. Już choćby z tych racji musiał interesować się Osobą i nauką młodego Rabbiego z Nazaretu, który głosił, że „zbliżyło się Królestwo Boże”.
Myśl o Królestwie Bożym nigdy nie była Nikodemowi obca. Był on człowiekiem mądrym i nabożnym, a niejako zawodowo zajmując się sprawami religijnymi, nieraz musiał zastanawiać się, co należy czynić, by mieć udział w tym Królestwie. Sprawa była tym pilniejsza, że będąc już w „jesieni życia”, wiedział, iż nie ma dużo czasu na rozwiązanie tego problemu. Z uwagą słuchał więc tego, co mówił Jezus, lecz usłyszawszy, że „jeśli ktoś się nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” – żachnął się i powiedział: „Jakże może się człowiek narodzić będąc już starcem?”. Pewno pomyślał o sobie i pojął, że już nie ma szans na udział w Królestwie Bożym, bo przecież będąc człowiekiem leciwym, nie może się już nigdy narodzić!
Nikodem wierzył, że młodzieńczy Rabbi z Nazaretu jest posłanym przez Boga Nauczycielem: „nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, gdyby Bóg nie był z Nim”. Tym bardziej czuł się zawiedziony. Lecz Bóg nigdy nie sprawia zawodu tym, którzy z czystym sercem i ufnością szukają Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego. Jezus wyjaśnia więc: „jeśli się ktoś nie narodzi z wody i Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego”. Nie chodzi więc o narodzenie na poziomie natury, lecz na poziomie łaski. Tego Nikodem jeszcze pojąć nie może. Dopiero, gdy głęboko zanurzy się w wodzie chrzcielnej i w Duchu Świętym, gdy prócz Prawa Mojżeszowego pozna jeszcze i posiądzie przyniesioną ludziom przez Jezusa Chrystusa Łaskę i Prawdę, nauczy się wszelkiej prawdy – także tej, która dotyczy nowego narodzenia, dostępnego w każdym wieku człowieka, także w starości!
To nowe narodzenie daje ludziom udział w Bożej naturze i zobowiązuje ich do nieustannego wzrastania aż do osiągnięcia pełni Chrystusowej.
To wszystko jest jeszcze przed Nikodemem – i nie ma znaczenia, że jest on – na poziomie natury – w wieku bardzo już dojrzałym. Nie ma w ludzkim życiu takiego okresu, który byłby bezwartościowy dla wzrastania w łasce i dojrzewania do Królestwa Bożego! „Jesień życia” to czas, w którym każdy, kto jeszcze tego nie uczynił, ma ostatnią szansę zdobycia tego, „co jest najważniejsze, co jest najpiękniejsze, co najlepsze, najświętsze, jedyne, za co życie warto dać!”
Sposób osiągnięcia tego celu ukazał ludziom ich Niebieski Ojciec, który „Syna swego Jednorodzonego dał” i pozwolił, by Go „wywyższono, jak wywyższono węża na pustyni”. Nikodem wiedział, jak to się dokonało – my wiemy jeszcze lepiej! Przez cały Wielki Post liturgia Kościoła przypomina wierzącym krzyżową Ofiarę, jaką Syn Boży złożył, by Królestwo Boże mogło ogarnąć wszystkich ludzi. A zatem – droga do Królestwa Bożego, to droga ofiary! Na pewno nie aż tak wielkiej, jak ta, którą złożyli Ojciec Niebieski i Jego Współistotny Syn, lecz taka, jakiej w konkretnej sytuacji życia każdego z nas wymaga wierność Bogu, Jego Przykazaniom, Jego Woli lub dopustom.
Każda ofiara kosztuje – często boli… ale ból rodzenia, to jedyny ból, który nie mówi o chorobie, lecz o nowym życiu. Tak jest na każdym poziomie – zarówno natury jak i łaski. Trzeba jednak duchowej dojrzałości, żeby się z tym pogodzić. Doświadczenie uczy, że w „jesieni życia” łatwiej to pojąć. Łatwiej zatem i „czynić wszystko dobrze”, a przez to i wchodzić do Królestwa Bożego. Rodzić się – dla nieba.
W swym liście do ludzi w podeszłym wieku Jan Paweł II pisał: „Wiara rozjaśnia tajemnicę śmierci i opromienia swym światłem starość, która nie jest już postrzegana jako bierne oczekiwanie na moment unicestwienia”. Trzeba więc: „Lata te przeżywać w postawie ufnego zawierzenia Bogu, szczodremu i miłosiernemu Ojcu; twórczo spożytkować do pogłębienia życia duchowego przez usilniejszą modlitwę i gorliwą służbę braciom w miłości”. Trzeba „z radością ofiarować wszystko”, co się przez całe życie z Bożą pomocą zdobyło, tym, których powołaniem będzie przekazać to dalszym pokoleniom. To także sposób, by móc sobie powiedzieć: „Nie cały umrę”. Śmierć ciała uwolni duszę do zaznawania pełni życia w wiecznej ojczyźnie. Czyż nie rodzimy się, aby umrzeć, i nie umieramy, aby żyć?
Przed laty w telewizji można było oglądać film pod tytułem Noc iguany. Jest tam mowa m.in. o starym, od lat milczącym poecie, który nagle utworzył wiersz mówiący o kolejnych porach roku jako następujących po sobie aktach dramatu życia i śmierci. Ostatnia zwrotka brzmiała: „Nadziejo święta, pewna swej trwałości, czy możesz tylko w drzewie złotym gościć?” Jak drzewo po pozornej śmierci w zimie, wiosną odradza się do nowego życia, tak człowiek „nie cały” i „nie na zawsze” umiera. „Taka jest nasza wiara”! Niech więc zrodzona z niej nadzieja uzdalnia nas do aktywnego czekania na nowe, już wieczne życie. Nadzieja zawieść nie może, gdy miłość Boża rozlana jest w sercach naszych i do końca owocuje dobrymi czynami, „które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. To jest nasze zadanie.
 
autor: ks. Stefan Naskręt