marzec/kwiecień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela Wielkiego Postu »

Odwaga miłości

Drukuj
Podczas wieczornych modlitw Europejskiego Spotkania Młodych, które na przełomie 2009 i 2010 roku odbyło się w Poznaniu, w halach Międzynarodowych Targów Poznańskich po brzegi wypełnionych ludźmi, codziennie następował moment, który za każdym razem budził moje zaskoczenie. Po śpiewanych kanonach zapowiadano modlitwę w ciszy. „Teraz przez kilka minut będziemy się modlić w ciszy” – mówili bracia w kilku językach, i wszyscy milczeli. Żadnych szmerów, niepotrzebnych dźwięków. Tysiące ludzi siedzących na posadzce, trwało w milczeniu przed Bogiem. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie, które przyniosło refleksję o szukaniu Boga w skupieniu i w ciszy, co możliwe jest nawet w wielotysięcznym tłumie.

Podczas wieczornych modlitw Europejskiego Spotkania Młodych, które na przełomie 2009 i 2010 roku odbyło się w Poznaniu, w halach Międzynarodowych Targów Poznańskich po brzegi wypełnionych ludźmi, codziennie następował moment, który za każdym razem budził moje zaskoczenie. Po śpiewanych kanonach zapowiadano modlitwę w ciszy. „Teraz przez kilka minut będziemy się modlić w ciszy” – mówili bracia w kilku językach, i wszyscy milczeli. Żadnych szmerów, niepotrzebnych dźwięków. Tysiące ludzi siedzących na posadzce, trwało w milczeniu przed Bogiem. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie, które przyniosło refleksję o szukaniu Boga w skupieniu i w ciszy, co możliwe jest nawet w wielotysięcznym tłumie.

Kiedy słucham po raz kolejny ewangelii o synu marnotrawnym, doświadczam podobnego zdziwienia. Znów jestem zaskoczony postawą ojca, dla którego pamięć o doznanych zniewagach, o odejściu, o roztrwonieniu majątku nie ma już w chwili powrotu syna żadnego znaczenia. Kiedy przyglądam się tej scenie uścisku – którą zresztą uwieczniono w wielu pięknych dziełach sztuki – scenie rzucenia się na szyję, pocałunku, najbardziej przemawia do mnie chwila milczenia, z którego wypływa jedno, jedyne zdanie: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

 

Ojcowska odwaga miłości

Dobrze wiemy, że przypowieść o synu marnotrawnym należy do najpiękniejszych przypowieści w Ewangeliach. Utrwaliła się nam w pamięci historia podzielonego majątku, rozrzutnego życia i głodu. Wiemy, że strąki nie były pokarmem bogatych i że karmiono nimi świnie. Syn marnotrawny pragnął napełnić nimi swój żołądek, lecz zwierzęta były szybsze. Dopiero takie położenie zrodziło w nim chęć powrotu i przyznania się do winy.

Ten obraz staje się dla nas jednak nauką o zbawieniu. Święty Łukasz buduje tutaj kontrast – ukazuje żywienie się strąkami i wystawną ucztę w domu ojca, życie w grzechu i życie w łasce. Zdecydowane odwrócenie się od grzechu jest jak powrót do domu ojca, który przyjmuje nas najserdeczniej i czym prędzej przywraca nam wszystkie synowskie prawa. I nawet poczucie niesprawiedliwości u drugiego syna nie jest w stanie zachwiać tej bezinteresownej, zapominającej o wszystkim miłości ojca i jego radości z powrotu syna. Postawa drugiego brata jeszcze bardziej podkreśla ojcowską odwagę miłości.

 

Zostaje nam dane słowo jednania

Człowiek, który odrzuci zło, godzien jest cieszyć się darem łaski, zbawienia. Obrazem tego jest uczta. Rozumiemy ten obraz lepiej w kontekście słów Księgi Jozuego. Kiedy Pan zrzucił z narodu hańbę niewoli egipskiej, synowie Izraela rozbili swój obóz i świętowali, jedli z plonu Ziemi Obiecanej, obchodząc swą pierwszą Paschę. Mogli odtąd rozpocząć nowe życie, jak my, kiedy w pełni dajemy się przeniknąć Duchowi Świętemu i Jego tchnieniu. Teraz my uczestniczymy w podobnej uczcie, Eucharystycznej, która pozwala nam żyć i uczestniczyć w radości Ojca.

Dlatego św. Paweł przypomniał nam dzisiaj, że uczestnicząc w tej łasce, w darze świętości, który jest udziałem ochrzczonych i którym karmimy się w Eucharystii, jesteśmy nowym stworzeniem. I my, jak Paweł apostoł, jesteśmy dziś znów posłani, by wśród wielu poświęceń, trudów i przeszkód, pełnić „posłannictwo jakby Boga samego”. W ten sposób będziemy mogli w każdy zakątek naszej życiowej drogi zanieść słowo jednania, które otrzymaliśmy od Chrystusa. Dzięki Niemu to, co dawne – minęło, jak w przypowieści o synu marnotrawnym, i wszystko jest nowe. Trzeba tylko chcieć wracać do korzeni swej wiary, lepiej ją rozumieć i dostrzegać wymagania, które nam stawia.

 

Korzenie wiary

Podczas Europejskiego Spotkania Młodych w Poznaniu brat Alois, przeor wspólnoty z Taizé, mówił, że wiara Polaków ma mocne korzenie. „Przez wieki wykuwała się wasza tradycja, która pozwoliła narodowi polskiemu przetrwać trudne próby” – mówił do młodych. Podkreślał, że często te korzenie tkwią w rodzinach i w parafiach, w których młodzi dorastają. I że poszukiwania nowych doświadczeń w wierze nigdy nie osiągną celu, jeśli nie będą szły w parze z rozumieniem odziedziczonej tradycji. „To jest wyzwanie: tworzyć coś nowego, nie odrywając się od tradycji”. A potem, przypominając słowa świętej Urszuli Ledóchowskiej: „Zawsze w drodze, nigdy niewykorzenieni”, przekonywał, że w wierze wszyscy jesteśmy pielgrzymami. Wszyscy na tej drodze przechodzimy i będziemy przechodzić trudne próby. Czasami wydaje się, że nas pochłaniają do tego stopnia, że zaledwie dociera do nas pociecha, jaką obdarzają nas najbliżsi. Ale jedyną naszą odpowiedzią na osobiste udręki, na udręki które znoszą inni ludzie, może być pragnienie, by bardziej kochać”.

Ze słowem jednania w sercu, przekonani, że dzięki Bogu zostaliśmy wyzwoleni już nie z niewoli Egiptu, ale z naszych lęków, słabości i grzechów, chcemy dostrzegać korzenie naszej wiary w doświadczeniu miłości. Uczymy się jej od ojca, który wierzył, że syn powróci, bo on, cierpliwy ojciec, kocha go bez granic. Wiara ta nie została w nim zachwiana, bo nie wygasła w nim miłość.

Dobrze, jeśli Francuzi, Holendrzy czy Szwajcarzy zauważają, że Polacy noszą w sobie poczucie przynależności do Chrystusa. Dobrze, jeśli przy tej okazji przypominają wezwanie Jana Pawła II: „Miejcie odwagę żyć dla miłości”. Jak ludzie dwa tysiące lat temu, tak my dzisiaj wsłuchujemy się w piękne opowiadanie o synu i ojcu, szukając Jezusa w skupieniu i w ciszy naszego serca. Nie ma piękniejszego przesłania, płynącego z liturgii słowa tej wielkopostnej niedzieli, jak właśnie to: miejmy odwagę żyć dla miłości. Ona wyraża się w przyjęciu sponiewieranego, w pogłębianiu wiary w moc Boga, i w radości głoszenia orędzia jednania.

Miejmy odwagę żyć dla miłości, zawsze w drodze, nigdy niewykorzenieni.

autor: ks. Maciej Szczepaniak