W numerze
 
marzec/kwiecień 2007 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela Wielkiego Postu »

Powołani do życia w prawdzie

Drukuj

Ten pogrzeb był wyjątkowo smutny. Wielu uczestników pogrzebu miało świadomość, że tej śmierci w tym czasie można było uniknąć. Janina była osobą samotną. Choroba, która w niej się rozwijała, była odczuwalna przez ból. Niestety lęk przed prawdą o słabości swojego ciała był tak paraliżujący, że oddalała konieczną wizytę u lekarza. Dopiero, gdy choroba rozwinęła się w pełni lekarz przyjechał karetką pogotowia. Badania lekarskie tylko potwierdziły przypuszczenia – na ratunek była za późno. Choć nasze losy nie są aż tak tragiczne, to jednak iluż z nas odczuwając ból zęba, odwleka wizytę u stomatologa...? Gdy nam coś dolega, z reguły otrzymujemy o tym informacje poprzez ból. Nie tak rzadko leczymy się sami środkami przeciwbólowymi. Pragniemy sobie wmówić, że z tego nic nie będzie, to minie. Iluż ludzi, by jeszcze dziś żyło, gdyby z pierwszym bólem udali się do lekarza?

 

O ile prawda sygnalizowana, objawiana bólem ciała jest podejmowana, odkrywana, o tyle prawda duchowa o swoim sumieniu, sercu, grzechu, wierze... niekiedy – a może coraz częściej – jest ignorowana. Na to się przecież nie umiera... Od chrztu jesteśmy powołani do życia w prawdzie o stanie naszego ciała. Owszem. Także o stanie naszej wiary, duszy, sumienia, serca... Ignorancja choroby prowadzi prędzej czy później do przedwczesnej śmierci. A do czego prowadzi ignorancja niepokoju sumienia?

 

Syn marnotrawny stanął w prawdzie o sobie samym, gdy poczuł dotkliwy głód. Ten swoisty ból ciała był wyzwalający. Nawrócenie związane było jednak z tym, że ów grzesznik nie zapomniał, ani nie zatracił obrazu swojego ojca. Pamiętał, że jest dobry! „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba”. Współczesnym problemem coraz większej grupy ludzi jest to, że noszą w sercu fałszywy obraz Boga. Także – z tym związany – fałszywy obraz szczęścia. Stąd odchodzenie od Boga. Osłabienie wiary i więzi z Kościołem. Swego rodzaju lęk przed wejściem na drogę przyjaźni z Chrystusem. A że nikt nie chce żyć w lęku, więc z tej drogi wiary i przyjaźni tak łatwo się schodzi. Kapitalnie ujął to ojciec święty Benedykt XVI przemawiając podczas mszy św. w Ratyzbonie: „Bóg przyjął ludzkie oblicze. Kocha nas do tego stopnia, że dla nas daje się przybić do krzyża, aby zanieść cierpienia ludzkości do Serca Boga [...]. Ważnym jest, aby wyraźnie powiedzieć, w jakiego Boga wierzymy, i z przekonaniem mówić o Jego ludzkim obliczu. Dopiero to uwalnia nas od lęku przed Bogiem, z którego w końcu narodził się nowoczesny ateizm. Dopiero to uwalnia nas od strachu przed światem oraz od lęku przed pustką własnej egzystencji. Dopiero gdy patrzymy na Jezusa Chrystusa, nasza radość w Bogu osiąga swoją pełnię i staje się radością zbawczą. Wiara nie ma wywoływać w nas lęku, lecz wzywać do odpowiedzialności”.

 

Ta pełnia radości o której mówił papież związana jest z powrotem do Boga, poprzez doświadczenie Jego miłosierdzia i pokoju. „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem. On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą”. Syn marnotrawny doświadczył wielkiej radości i pokoju, gdy wyznał przed ojcem: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. To wyznanie pełne poczucia winy, ale także pełne prawdy pozwoliło usłyszeć i doświadczyć: „Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się bawić. Ten obraz ziemskiej radości jest symbolem radości serca i ducha, gdy żyjemy w prawdzie o Bogu i o sobie. Tak jak jesteśmy powołani do życia w prawdzie, tak samo jesteśmy powołani do radości z tej prawdy płynącej.

 

Iluż udręk duszy i ciała doznają ci, którzy szukają szczęścia poza Bogiem. I odwrotnie, jak szczęśliwi są ludzie nawróceni, uświęceni, pojednani z Bogiem. Prawda o zbliżającej się chorobie prędzej czy później nas dosięgnie, dotknie. Jeszcze bardziej prawda o nas samych, naszym sercu, sumieniu, naszej wierze. Nie tylko ja, ale bardzo wielu kapłanów spowiedników niejeden raz stawiając w konfesjonale pytanie: Dlaczego się spowiadasz? słyszało jakże piękną i prawdziwą odpowiedź: Proszę księdza, ja dłużej tak nie mogę żyć... Te słowa wyrażają stan pewnego nieszczęścia i niepokoju, bólu nie ciała ale duszy. O ile jest uzasadnienie w tym, że boimy się prawdy o swoim ciele, o tyle prawda o stanie naszej wiary i sumienia może być wyzwalająca, uszczęśliwiająca. „A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Czyż może być piękniejszy obraz Boga, który jest miłością?

 

W zadumie wielkopostnej pochylmy się nad prawdą o nas samych i jakakolwiek ona jest idźmy z nią do Tego, który jest zawsze blisko, by okazać swoją miłość pełną przebaczenia i miłosierdzia. Pan Bóg na nas czeka...

 

 

 

autor: ks. Maciej Kubiak