We wszystkim dostrzegać Boga
Wiara jak ubranie
Przy okazji wiosennych porządków znajdujemy w szafach rzeczy z dzieciństwa. Po pierwsze za ciasne, po drugie niemodne – budzą jednak jakiś sentyment, wywołują skojarzenia – może jakaś dziura, przedarcie, niemożliwa do usunięcia plama przywodzi na myśl dramatyczne przeżycie. Nie ulega wątpliwości, że człowiek rozwija się nieustannie w wymiarze fizycznym i psychicznym. Rosną mięśnie (niekiedy wspomagane “odżywkami” i trenowane na siłowni), rozwija się bogaty świat uczuć (“znowu się zakochałam”). Rozwój ten widoczny jest najbardziej w okresie pomiędzy dzieciństwem, a życiem dorosłym, czyli w młodości (“Jasiu, ale wyrosłeś!”). Człowieka “tworzą” jednak trzy sfery: fizyczna, psychiczna i duchowa. Czy ta ostatnia też się rozwija? Dla wielu z nas wiara jest jak dziecięce ubranie – niemodna i za ciasna. Dali ją nam Rodzice – nauczyli “paciorka do Bozinki”, prowadzili nas do “kościółka”, gdzie śpiewaliśmy piosenki “z pokazywaniem”; na roraty z lampionem, by otrzymać kolejny element “składanki”... Ci, którzy bardzo kochają Rodziców, ze względu na nich będą ciągle wciskać się w to ubranko, ci zbuntowani odrzucą je zupełnie. Człowiek nie zniesie jednak pustki – a w naszym obrazie, braku ubrania. Coś zamiast tego założą. Co? Wystarczy rozejrzeć się dookoła, by zobaczyć cały panteon współczesnych bożków: seks, narkotyki, alkohol, papierosy, muzyka, przemoc, telewizja, komputer, Internet, pornografia. Nie wszystko to jest z gruntu złe, ale staje się takie, gdy zajmuje pierwsze miejsce w naszym życiu – miejsce zarezerwowane dla Boga.
Zaślepienie na obecność Boga
Skoro faryzeusze, którzy uważali się za “specjalistów od Pana Boga” nie rozpoznali Go w Jezusie Chrystusie, to także my – obecni na tej Eucharystii nie możemy czuć się wolni od tego problemu: “zaślepienia” na obecność Boga. Popatrzmy jednak najpierw na głównego bohatera dzisiejszego cudu – ślepego od urodzenia. Skoro nigdy nie doświadczył tego, jak wspaniałą rzeczą jest widzieć piękno świata, nie dziwi nas jego bierność – siedział niedaleko Świątyni Jerozolimskiej i prawdopodobnie żebrał. Ludzie patrząc na niego myśleli pewnie: to grzesznik, Bóg go pokarał albo: cierpi za grzechy swoich Rodziców. Z wiarą jest podobnie jak z widzeniem – kto raz jej doświadczy ten szuka Boga, nawet gdy przyjdzie “dolina”. Problem natomiast powstaje u człowieka, który nigdy tak naprawdę nie spotkał Boga – jak tu mówić ślepemu o kolorach? Mimo jednak, że ślepy nie widzi przechodzącego Jezusa, to On dostrzega niewidomego. Przeczytałem kiedyś myśl papieża Jana XXIII, którą natychmiast umieściłem nad biurkiem: Pan wie o tym, że istnieję i to mi wystarczy. Cała nadzieja w tym, że Bóg nas ciągle widzi – i nie patrzy na nas jak policjant czyhający na potknięcie, przekroczenie prawa, ale jak dobry, kochający Ojciec gotowy w każdej chwili spieszyć z pomocą swojemu dziecku, gdy nie radzi sobie z jakimś problemem. Bóg patrzy z miłością na wszystkich, także na tych, których my uważamy za grzeszników, na tych, którzy buntują się przeciw Niemu pokazując przez to swoje wewnętrzne problemy. To Bóg podejmuje działanie – czyni wzrok z błota – jak napisał św. Efrem – Ojciec Kościoła. Tak jak niegdyś ulepił człowieka z gliny. To Jezus sprawia, że zostaje przerwane pasywne oczekiwanie i coś zaczyna się dziać. Co?
Kryzys wiary
Prędzej czy później każdy chrześcijanin doświadczy tego stanu: Gdzie jest Bóg? Dlaczego pozwala na zło w świecie, w moim życiu? Nie czuję niczego, jak się modlę? Msza święta mnie nudzi, a spowiedź upokarza! Kryzys dotyka różnych sfer życia człowieka i do lepszego zrozumienia kryzysu wiary posłużę się analizą psychologiczną tego zjawiska. Otóż w takiej sytuacji możliwe są różne reakcje: ucieczka od “bólu” (w co? – patrz. współczesne bożki), chęć reformowania innych (drzazga w oku brata bardzo przeszkadza), przywiązanie do formy, legalizm, rygoryzm (faryzeusze w czasach Jezusa, a dziś perfekcjoniści stawiający prawo nad miłością), lęk przed zmianą (skrajny konserwatyzm także w środowiskach katolickich), szukanie nowych wrażeń (byle do weekendu [impreza], ciągle w ruchu, nowy nałóg: pracoholizm), modna dziś “samorealizacja”. Tak opisuje te reakcje psychologia, ale jak to stwierdził jeden ze znanych mi, wierzących psychologów: psychologia opisuje, ale miłość leczy. Być może niejeden raz ktoś napluł w twarz naszemu niewidomemu – dopiero Jezus z miłością nałożył mu błoto na oczy.
Kryzys “zaprasza” do zmiany siebie (wyciągnąć belkę ze swojego oka). On nawet do tej zmiany zmusza. Złe samopoczucie duchowe nie daje nam spokoju. Teraz chwilę pogdybajmy. Gdyby niewidomy nie został pomazany błotem pewnie nie posłuchałby Jezusa i nie poszedłby się umyć. Może pomyślałby, że ktoś go próbuje nabrać i to nie pierwszy raz. A tu nagle coś nowego. Gdybyśmy czuli się dobrze ze swoją “dziecięcą” wiarą, nie szukalibyśmy czegoś nowego. Kryzys zmusza do poszukiwań. Gdyby niewidomy nie poszedł umyć oczu – błoto zaschłoby i utworzyło skorupę. Bierne przeżycie kryzysu również prowadzi do utworzenia skorupy otaczającej nasze ego – nie jesteśmy przez to w stanie kochać, ani przyjmować miłości, zamykamy się w sobie.
Pustynia
Co zatem zrobić w kryzysie, skoro zarówno ucieczka od problemu jak i ucieczka w głąb siebie nie przynosi dobrych skutków? Trzeba wyjść na pustynię, by tam jak ojcowie pustyni z pierwszych wieków chrześcijaństwa, poprzez walkę z demonami (czyli z tym czego w sobie nie lubimy) – poznanie siebie, poznać Boga. Zobaczyć go tak jak zobaczył uzdrowiony ze swej ślepoty człowiek. Pustynia jest doświadczeniem bolesnego oczyszczenia. Podobnie jak wąż, który zrzuca starą skórę przeciska się między skałami, narażając się na zranienia – podobnie człowiek w momencie kryzysu musi wejść w trudne życiowe sytuacje, by jego wiara doznała oczyszczenia. Jak to się przekłada na konkret życia? Najszybciej i najskuteczniej oczyszcza naszą wiarę modlitwa ciszy – adoracji. Trwanie przed Jezusem w Najświętszym Sakramencie bez słów i myśli, mimo że nic nie “czujemy”, niczego nie doświadczamy. To właśnie wtedy Bóg oczyszcza naszą wiarę. To w kwestii modlitwy – a w innych sferach nie trzeba specjalnie szukać – wystarczy być dyspozycyjnym i gotowym podejmować zadania, jakie stawia przed nami codzienność – zwłaszcza te, które nie wydają się zbyt atrakcyjne, dochodowe, efektowne. W ten sposób kryzys przez odarcie nas z tego co niepotrzebne, prowadzi do nowego odkrycia Boga – do dojrzałej wiary. Wiary, która nie jest jak za ciasne ubranie, bo dostrzega Boga we wszystkich i wszędzie.
Za chwilę zobaczymy Jezusa ogołoconego ze swojej chwały – w kawałku chleba – niektórzy z nas zobaczą okrągły “opłatek”, niektórzy ciało Chrystusa. Do której grupy należymy?
| partnerzy: |
|
|



Drukuj






