marzec/kwiecień 2010 » SUGESTIE HOMILETYCZNE » 4 Niedziela Wielkiego Postu »

Zgrzeszyłem przeciwko Bogu i względem ludzi…

Drukuj
Przypowieść o marnotrawnym synu jest raczej przypowieścią o miłosiernym i kochającym ojcu. Ja jestem w pozycji pierwszego albo drugiego syna. Bóg kocha obydwu. Nie może mi jednak przebaczyć na odległość, nie będzie mnie jednak do siebie ciągnął na siłę, nie doświadczę Jego miłosierdzia, dopóki nie „wstanę i nie wrócę do Ojca”, dopóki nie uznam, że muszę coś zmienić w moim życiu.

Jest kilka wątków w dzisiejszej ewangelii, nad którymi warto się zatrzymać w pogłębionej refleksji.

Pierwszy z nich dotyczy zarozumiałości, pychy i głupoty młodego wyrostka, który postanawia żyć po swojemu. Zaszedł jednak za daleko – zobaczył, że ta droga prowadzi donikąd. To doświadczenie własnej ułomności i głupoty bardzo często kończy się buntem i odrzuceniem Boga oraz wszelkich norm moralnych. Kiedy nie chcę zejść z fałszywej drogi, muszę odrzucić przykazania i zasady, nie mogę bowiem żyć w ustawicznym napięciu i rozdarciu.

Po drugie mamy ukazaną skruchę tego samego człowieka: „wrócę i przyznam się do winy, do mojej głupoty, upokorzę się”. Zrozumiał, że się pomylił i uznał swój błąd. To jest moment, w którym dokonuje się wybór pomiędzy normami moralnymi a moim widzimisię, i kiedy muszę jednoznacznie zdecydować, gdzie jest prawda i ją wybrać.

Trzeci wątek ukazuje z kolei wzruszającą postawę ojca, który nie pozwala nawet na to, aby syn dokończył swojej zaplanowanej spowiedzi – rzuca mu się na szyję, przebacza, nie karci, nie robi wyrzutów, po ojcowsku cieszy się z nawrócenia syna. I tutaj każdy z nas może doświadczyć uzdrawiającego działania przebaczenia, które dokonuje się w Sakramencie Pojednania. Nie ma jednak prawdziwego przebaczenia bez uprzedniego odwrócenia się od grzechu. Syn marnotrawny nie doświadczyłby przebaczającej miłości ojca, gdyby wcześniej sam nie zdecydował się powrócić, tzn. odwrócić się od zła: „zgrzeszyłem, wrócę”.

Po czwarte mamy pokazane oburzenie i gniew starszego syna. Może się wydawać, że ta złość jest uzasadniona – przecież całe życie uczciwie i wiernie pracował w gospodarstwie ojca. Jest to bardzo niebezpieczny rodzaj gniewu, który mimo pozornej prawości starszego syna może zatruć jadem zazdrości całe jego posłuszeństwo i poddanie woli ojca.

Na końcu ukazana jest ponownie wzruszająca postawa ojca, który z łagodnością i miłością tłumaczy temu starszemu i oburzonemu synowi, jak ważne jest nawrócenie jego młodszego brata.

A jak jest w naszym życiu? Bardzo często pojawiają się sytuacje opisane w pierwszym i czwartym wątku.

Idziemy donikąd. Próbujemy udowodnić sobie, światu, a nawet samemu Bogu, że lepiej wiemy, co jest dla nas dobre, czego nam potrzeba, i niestety grzęźniemy coraz bardziej, oddalamy się od miłości Ojca. Oburzamy się też i złościmy jak małe, urażone dzieci, kiedy widzimy, że inni wracają i doznają uzdrawiającego działania wybaczającej miłości. Jakże rzadko pojawia się jednak element drugi: wrócę i przyznam się do głupoty, do grzechu, do pomyłki. Tylko czasami stać nas na skruchę i nawrócenie. Nieczęsto też potrafimy przebaczać innym, cieszyć się z nawrócenia. Rzadko umiemy okazać cierpliwość i wyrozumiałość.

Każdy z tych pięciu wątków jest ważny i ma znaczenie w przypowieści Jezusa. Każdy z nich wymaga osobistej refleksji, chwili zastanowienia, szczególnie kiedy przystępujemy do Sakramentu Pojednania. Jaki ja jestem? Czy upadłszy, umiem przyznać się do pomyłki? Czy stać mnie na przebaczenie, na wielkoduszność wobec innych, którzy upadli i uznali swój błąd?

Przypowieść o marnotrawnym synu jest raczej przypowieścią o miłosiernym i kochającym ojcu. Ja jestem w pozycji pierwszego albo drugiego syna. Bóg kocha obydwu. Nie może mi jednak przebaczyć na odległość, nie będzie mnie jednak do siebie ciągnął na siłę, nie doświadczę Jego miłosierdzia, dopóki nie „wstanę i nie wrócę do Ojca”, dopóki nie uznam, że muszę coś zmienić w moim życiu.

autor: ks. Kazimierz Kubat SDS